Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury. Pokaż wszystkie posty

9 lutego 2016

Witaj luty!

Luty oddał nam widoki za oknem. Do szyby na powrót przykleił zarys wieży kościelnej i łysej brzózki.
Niebo spowił kłębiastym błękitem.
Promieniem słonecznym zatańczył na ścianie, podłogę ogrzał, wskoczył do łóżka, złotem rzucił dookoła zuchwale.
W czarodziejskiej scenerii kawą karmił.
Mamił miękkością łóżka w niedzielny poranek.
Wiosennym kwieciem stół przyozdobił.
Serwetkowe wyznanie miłości dziecięcą ręką zmalował.
Przesileniem dmuchnął w twarze. Kogoś snem zmorzył w dzień biały.
Na pięterko wprowadził zacny mebel (należący niegdyś do Górkowej "lokatorki" G.) - wiśniowy stolik jeszcze nieodrestaurowany. W dziewiczej postaci. Już pokochany.
Luty łaskawy jest, uważny, nigdzie nie gna, nie pędzi ...
Nie boi się szczęściu spojrzeć prosto w ślepia "groźne".
Głośno chwali dzień wraz ze wschodzącym słońcem.
Luty uważnością wykadrowany.
Taki będziesz.






Że też człowiek wcale sobie nie zdaje sprawy w momencie, gdy jest szczęśliwy.
(...)
Człowiek jest tak durny, że zawsze czeka na szczęście, albo wspomina te chwile, kiedy był szczęśliwy. A tu i teraz?
Boi się sam sobie przyznać, że jest szczęśliwy, bo coś mu spadnie na łeb albo spotka go siedem plag egipskich. 
"Ranne ptaszki koty zjadają", "Nie chwal dnia przed zachodem słońca".
Do cholery, dlaczego nam nie pozwalają być szczęśliwym? Od dziecka?


Magdalena Witkiewicz "Moralność pani Piontek"


12 listopada 2015

Lektury







Głupio zacząć całą serię od końca.
Ale jak już się nieuważnie przytaszczy z biblioteki  książkę Nesbo, to potem nie sposób jej nie przeczytać.
Harry Hole bohaterem ulubionym.




3 listopada 2015

Sezon czytelniczy





Wszystko wskazuje na to że jesienno - zimowy sezon czytelniczy upłynie pod znakiem kryminałów.
Zassało. Ani myśli puścić :)


18 września 2015

Codzienność # 6


Mała J. (zwana Starszą) uwielbiała gdy podczas czytania bajek zmieniałam dobrze jej znane treści, wplatając w nie słowa zmyślone, mniej lub bardziej (czasem wręcz komicznie) kontrastowo odstające od reszty. Jej zadaniem było wychwycenie tych różnic. Zdarzy się że i teraz przypomni nam się tamta zabawa wraz z frajdą jej towarzyszącą*. To również dobry sposób na sprawdzenie czujności i stanu zasłuchania słuchacza ;)
Dziś J. wychwytuje w lekturach wszelkie niuanse, nieścisłości, jak również błędy stylistyczne (i ortograficzne rzecz jasna ;) ). A ja wciąż nie mogę uwierzyć , że to ona, moja malutka, już tak dorosła ...
Uwielbiam jej błyskotliwość,  wyczucie literackie i stylistyczne czepialstwo (bywa że i matkę i ojca z przymrużeniem oka taktowanie poprawi).
Ma niesamowitą jak na swój wiek lekkość  pióra, i to coś ... ten literacki szósty zmysł ...
Pewien wtorkowy wieczór.
Wracamy po baaaardzo długiej przerwie do wieczornego czytania.
Na tapecie "Gałka od łóżka" Mary Norton (nadgryziona miesiące temu, zapomniana, pogrążona w niebycie).
Czytam:
"Krzesło, na którym siedział Pawełek, było puste. Pawełek zniknął, a na krześle, na jego miejscu, siedziała mała, żółta żabka."

-"Czyli jednak nie było takie puste (krzesło)."-  wtrąca błyskotliwe Starsza.

Rozbrajające są tego typu uwagi w pewnej fazie zaczytania ;)





Że Starsza jest molem książkowym wiadomo nie od dziś. Książki czyta stosami.  Bywa że kilka tytułów jednocześnie. Do niektórych książek wraca z zadziwiającą częstotliwością.
Serię o Harrym Potterze przypomina sobie w każde wakacje, a jeśli zastęskni szybciej to i częściej.
Ostatnio w jej szkole ogłoszono konkurs wiedzy o tym bohaterze.  Jest wniebowzięta. Już teraz mogę wytypować zwycięzcę ;)




Ale że Młodsza coraz chętniej sięga po prawdziwe lektury, to już news z pierwszej ręki. Zdarza się coraz częściej,  że książkę tu i ówdzie porzuci. A najchętniej  ... czyta innym :) Najczęściej swej wniebowziętej rodzicielce.





Na doklejkę przekomiczne słowotwórstwo Młodszej.
Ku pamięci. By zapobiec zapomnieniu.
Z ulubionych:
"Grzywka mi zawiatrowała"

Niektórych słówek nie sposób wyplewić z jej słownika:
"podciszyć" (przyciszyć)

"trzebało" (trzeba było)



P.S. Na komentarze odpowiem jak tylko złapię oddech :)


*Młodsza natomiast nigdy nie lubiła tych naszych innowacji. Drażniły i drażnią je one aż do teraz. Wszelkie zmiany w dobrze jej znanych treściach burzą jej spokój i harmonię, bywa że nawet doprowadzają do łez. 

20 lipca 2015

Krok do przodu


 "Jeśli nie wiesz, co dalej, po prostu zrób następny właściwy krok.
Jeden niewielki krok, a potem kolejny.
To wystarczy żeby (...) spełnić swoje najśmielsze marzenia."*

Jaki jest kolejny krok do spełnienia twojego marzenia?




Od powitania Antka dzielą nas już tylko godziny, a może nawet minuty ... *
Zebrać myśli nie potrafię.
Sms-y od przyszłego szwagra sprawiają że wspomnienia odzyskują kolorki, w podbrzuszu zagnieżdża się strach i sama zaczynam odczuwać bóle parte ;/
Próbuję czytać "bereta" (tak w prywatnym slangu ochrzciłam Reginę Brett) i wciąż się uczę.
Odnoszę wrażenie jakby każda lekcja (no, prawie każda) była pisana specjalnie dla mnie.
Dzięki lekturze stare i dobrze mi znane problemy dostrzegam w nowym świetle. Już nie wydają mi się one beznadziejne. Z pozoru banalne prawdy uderzają w sedno sprawy nadając problemom łagodniejszy kształt, a proste rozwiązania nasuwają się same.
Chwytam się tej lektury jak ostatniej deski ratunku. Nadzieja kiełkuje.
Sięgam też po stosowne kino. O czym innym razem. (Kiedyś kochałam pisać recenzje książek, filmów  ... , a teraz zwyczajnie mnie to przerasta. Nie ma chemii między nami.)
Muszę zrobić ten pierwszy krok. Jakikolwiek. Choćby najmniejszy. By nie stać bezmyślnie w miejscu trwoniąc cenny czas. A później następny krok, i następny ...
Wszystko zależy ode mnie. Od moich decyzji.
Najgorsza decyzja jest lepsza od braku decyzji ...
Jakoś tak to leciało.

Więc pomimo braku energii i weny zacznę dziś ćwiczyć.
Wycisk dany mięśniom postawi mnie na nogi.
I zacznę się  lepiej odżywiać.
Niech to będzie  mój pierwszy krok. Zadbanie o siebie.
Krok w kierunku odzyskania siły i wiary we własne możliwości.
A późnym wieczorem, gdy trzy dające mi się ostatnio we znaki wać panny wreszcie wylądują w swych łóżkach, w spokoju przeczytam regulamin pewnego konkursu (zabieram się za to od dobrego miesiąca). I wezmę się do roboty. 
Tylko ode mnie zależy co zrobię z moim życiem.


* Regina Brett "Bóg nigdy nie mruga"

* Aktualizacja: 20 lipca o godzinie 21.55 na świat przyszedł Antek - 4130 g szaleńczego szczęścia i 64 cm niewyobrażalnej miłości.
♡♡♡

31 maja 2015

Weekendowa przyniedzielna sielanka


W tym roku w domu na górce przyspieszono obchody Dnia Dziecka.
Odbyły się mało hucznie.
(Dzień wcześniej bowiem towarzystwo wyeksploatowało się imprezowo i towarzysko. O czym może innym razem.)
O poranku po prostu rozdano dobrze skryte pakunki.
(A ileż to razy Górkową matkę aż świerzbiło by dobyć je z szafy i przyspieszyć jeszcze bardziej moment obdarowania.)
Pewne klocki wciąż rządzą!
Papierowe tomiska nie inaczej!!!
(Muminki lovamy!)
Element zaskoczenia (o przyspieszeniu Bardzo Ważnego Święta bowiem nie poinformowano najbardziej zainteresowanych) zadziałał.
Dziatwa miała radochę i zajęcie, a matka spokój i luz w kuchni.
(Spokoju i ciszy jest ostatnio łasa.)
W międzyczasie złożono bowiem zamówienie na niedzielne śniadanie.
Uwielbianych naleśników wedle życzenia więc nasmażono.
Kakao z pianką podano.
I tu kończy się przyniedzielna sielanka.
Później atmosfera stawała się z minuty na minutę coraz bardziej gęsta.
Odnotowano liczne kłótnie, płacze, humorki nietęgie.
A wszystkie na podniesionych decybelach.
(Bo płuca pojemne to Górkowa dziatwa ma, a i owszem!
Szkoda że nieeksploatowane w milszy dla ucha sposób.)
Aż okno wychodzące na ulicę trza było przymknąć (!), by mylnych podejrzeń sąsiedzkich na siebie nie ściągnąć .
(Co duszność dodatkową na Górkowym pięterku spowodowało.)
Matka raz po raz aż czerwieniała ze złości po całości.
Coś wisiało w powietrzu.
Od jakiegoś czasu mieszkańcy domu na górce odczuwają zauważalny spadek nastroju.
Czynników mających na tenże spadek nijak nie można wyeliminować czy choćby niwelować.
To bowiem jest karalne.
A jednak chęć mordu pojawia się w oku raz po raz.
Złość musiała znaleźć ujście i tym razem.
Szatkowanie jarzynek i w zlewie zamaszysty ruch gąbki uspokoiły matki skołatane nerwy.
Inni radzili sobie jak mogli.
Niech więc nikogo nie dziwią te krzyki, tupoty, czy zgrzyt zębów.
Drzemki popołudniowe chwytające po kolei kolejnych domowników także okazały się cud-lekarstwem na całe zło.
I oto znów nastał błogi spokój.
Nie wiadomo tylko na jak długo.
Weekend wszak znów nie wiadomo kiedy się skończył.
Co już samo w sobie jest niebywałym punktem zapalnym.
Byle do piątku zatem.






23 kwietnia 2015

23 kwietnia - Światowy Dzień Książki













"Kto czyta książki, żyje podwójnie."

Umberto Eco




* A na zdjęciach pewna grudniowa sesyjka. Gdy to zachciało nam się w ramach zadań z kalendarza adwentowego zbudować ponownie wieżę z książek. Z tą różnicą, że tym razem tylko z książek, które dołączyły do nas od czasu pobrania poprzednich pomiarów .
Wieżę co prawda zbudowano (jak widać), ale zapomniano ją ... zmierzyć :/ Książki wróciły na odkurzone półki nawet nietknięte żadną miarką.
A że od grudnia przybyło gro nowych książek, w planach ponowne zbudowanie wieży. Tym razem z dokładnym pomiarem ;)

22 lutego 2015

Informacyjnie.

Wpadłam rankiem do Kropki i przepadłam.
Najpierw w LEOBLOGU - nie mogłam oderwać się od komputera.
Podczas gdy łzy kapały na kołdrę, ja odpłynęłam gdzieś daleko. Daleko od katarów, narastającej gorączki, nieprzespanej od męczącego kaszlu nocy (zaledwie jednej nocy - phi!), nużącej pracy i braku perspektyw na przyszłość. Bo czymże to wszystko jest wobec historii Leosia i jego rodziców ...
Później szybka rejestracja na ninateka.pl
Teraz już tylko czekam na wieczór i długo wyczekiwaną prezentację.

Tylko dziś, w godzinach 19:00-22:00, na stronie ninateka.pl, wyjątkowy, jednorazowy, bezpłatny pokaz filmu Anety Kopacz "Joanna".

Kto czytał Chustkę, kto zna jej bloga i tę historię, ten wie że nie można przejść obojętnie obok tego dokumentu.
A kto nie zna, nie słyszał, niechaj szykuje się na wieczorny seans. 
Bez wątpienia warto.
Piękna lekcja dla Każdego, bez wyjątku.








16 lutego 2015

Lektury







"- Trudno przebaczyć komuś, kto mówi ci, że robisz z igły widły - zawołałam, zrywając się z krzesła. - Trudno przebaczyć komuś, kto nie ma sobie nic do zarzucenia. Ludzie nie umieją przełknąć krzywdy, za którą nikt nie przeprasza, więc próbują oddać ją temu, od kogo przyszła. Jeśli gniew jest duży, oddadzą każdemu, kto się nawinie. A jeśli to gniew bezsilny, zamieni się w nienawiść. Ciężar nienawiści dźwigają potem na własnych plecach, póki nie stracą sił. Wtedy ich przygniecie.
(...) 
To jakby twój krzywdziciel wskoczył ci na plecy i kazał się nieść. 
(...)
-I w końcu błagasz los, żeby zdjął ci ten ciężar z karku. Dopiero kiedy cały staniesz się tym błaganiem, kiedy zapomnisz, kim byłeś i czego chciałeś, ciężar zniknie.
To właśnie jest przebaczenie. Jedyne jakie znam.
(...)
Żebyśmy mogli przebaczyć, kiedy nikt nie przeprasza (...) ktoś w nas musi umrzeć. (...) Ofiara."

Magdalena Tulli "Szum"
/s.174-175/



17 lipca 2014

Terapia

Poziom mego zapracowania można by spokojnie mierzyć wysokością książkowego stosika na  nocnym stoliku (jak również nieładem na nim panującym - dla potrzeb fotorelacji szybko i sprawnie uprzątniętym ;)).




Przybyło w czerwcu zacnych tytułów, tytułów upragnionych, tytułów spontanicznych.
Zamieszkały sobie bezpiecznie w naszym Domkowie. Równie szczęśliwe co ich nowa właścicielka.
Jedne sprezentowane, inne zakupione. (Eureka! - w Biedronie można całkiem apetyczne kąski upolować! Zapomniałam o tym zupełnie odkąd zamieszkałam w Mniejszym Mieście.)
Wszystkie jednakowo cieszą.
Choć na razie jedynie tytułem przepleconym, szerokim wachlarzem gatunków, wizualnie stworzoną kompozycją.
Bo z czytaniem to u mnie ostatnio marność nad marnościami.
Niebywała rzecz - dopadł mnie literkowstręt.
Ksztttt... Wszystkiemu winne przepracowanie.
Wciąż wypatruję czytelniczego burczenia mózgu.
Próżno. Więc gładzę, kartkuję, obwąchuję.
Zdarzy się, że z rozpędu jakiś akapit okiem łyknę.
Dobrze mi od samej kontemplacji.
Póki co tyle wystarcza.
To moja swoista terapia na męczącą i nużącą codzienność.
Wciąż bym tylko spała, spała i spała ...


* "Magda, miłość i rak" Aliny Mrowińskiej całe miesiące temu pożyczona i wyczytana zachłannie. Teraz własny egzemplarz czeka na ponowną, tym razem niespieszną lekturę połączoną z zakreślaniem stronic miękkim ołówkiem.
Z lektur pożyczonych w dodatkowych centymetrach powyższego stosiku "Chustka" Joanny Sałygi i "Trafny wybór" J.K. Rowling (nareszcie! - biblioteka w Mniejszym Mieście).

25 czerwca 2014

O przyjaźni

Są przyjaźnie,  które przychodzą i odchodzą.
Są też takie,  które do nas wracają.

Z Martyshką znamy się od bardzo zamierzchłych czasów.
Z przedszkolnego podwórka jej nie pamiętam, z zerówki też nie bardzo kojarzę.
Nasze wspólne dzieje zaczynają się w szkole podstawowej.
Pamiętam jak w którejś tam klasie (pamięć niestety już nie ta i zawodzi coraz częściej ;), wystosowałam do niej liścik z zapytaniem czy możemy zostać przyjaciółkami ... ;)
Pamiętam również bardzo dobrze towarzyszący temu zapytaniu strach przed odrzuceniem.  A był to czas, gdy strasznie chciałam mieć kogoś na wyłączność (i byłam o nią po dziecięcemu zazdrosna; zaborcza to wtedy była przyjaźń z mojej strony - choć myślę, że nigdy nie dałam jej tego odczuć; zresztą później nasza dwójka rozrosła się do całkiem sporej, zgranej paczki).
Jakież było moje zdziwienie, gdy bez większego zastanowienia zgodziła się ^^
Najlepsza uczennica, klasowa "kujonka" wywodząca się z nauczycielskiej rodziny, co w tamtych czasach stanowiło prawdziwy prestiż ;))
(Swoją drogą i Ona teraz naucza,  tyle tylko że nieco starsze "dzieci" ;)
Przyjaźń trwała przez długie lata. Całą podstawówkę, szkołę średnią (choć obrałyśmy zupełnie inne drogi kariery :), studia ...  Tańczyła na moim weselu,  patrzyła jak rośnie Starsza ... Nieco później, gdy to obie wybyłyśmy z Mniejszego Miasta w zupełnie innych kierunkach, ciągle było nam do siebie nie po drodze. Nasze drogi rozeszły się jakoś tak naturalnie. Zostały jedynie krótkie świąteczne życzenia i coraz krótsza pamięć o bardziej osobistych świętach ...
Naszą przyjaźń odkurzyłyśmy po kilku latach. Zadzwoniłam do Niej. Ona miała już wtedy synka, ja Młodszą ...
Nie byłam przy Niej, gdy byłam jej najbardziej potrzebna ... I strasznie mi z tym źle. Może gdybym wiedziała ... Ale Ona nie wyciągnęła ręki po pomoc ...
Ta przerwa w znajomości, ten czas gdy każda żyła swoim życiem, to przepaść w naszej przyjaźni, wielka wyrwa nie do zasypania.
Jest szczerość i zaufanie, ale z pominięciem tego co było ... Jakby luka w pamięci. Męcząca luka.

Trzeba by wypić morze wódki, by przegadać to, co boli i niepotrzebnie zagęszcza powietrze. 

Pielęgnujemy tę przyjaźń ostrożnie. Uczymy się siebie na nowo.

Zawsze będzie mi piekielnie bliska.
Zawsze będę miała w pamięci nasze spacery, rozmowy, różne perypetie "klubowe" (MY kontra inna babska grupka klasowa :D) , wspólne pisanie listów do Listy Przebojów Radia Łódź i szeleszczącego cukierkami od nas na antenie radiowej Adasia , pierwsze dyskoteki, a także ... pizzę lądującą sosem na Jej nowym dywanie ^^ Naprawdę niechcący (!).
Nigdy też nie zapomnę kto zaraził mnie miłością do poezji, od Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej przecież się zaczęło ...
Mnóstwo wspólnych wspomnień ... Mnóstwo przegadanych godzin ...
To był najfajniejszy okres w moim życiu. Z rozrzewnieniem wspominam tamte czasy ...

Kiedy odwiedziła mnie dziś znienacka w pracy,  z wiązką lawendy z własnego ogródka w jednej dłoni i z książką do przeczytania w drugiej, wzruszyłam się ... ^^
Tak mało spotyka mnie ostatnio dobrego, że jak nikt potrafię docenić każdy najmniejszy promyk słońca bijący od drugiego człowieka.



















3 lutego 2014

Niedzielnie


Zupełnie inny wymiar chilloutu ...
Marchewkowe i spółka.
Ciasto marchewkowe według przepisu Joasi [TUTAJ] . Kolejny kulinarny pierwszy raz, a przy tym (nie chwaląc się ;) udany debiut. 
Wyszło pysznie.
Pulchne, a zarazem wilgotne, z lekko spękanym i chrupiącym wierzchem. Pięknie pachnące mieszanką cynamonu, rumu i słodyczy marchewki. Bogate w bakalie (od siebie, od serca dorzuciłam jeszcze rodzynek).
Dobrze, że przezornie podwoiłam porcję! W przeciwnym wypadku po cieście nie byłoby już ani śladu :)

Do tego rozgrzewająca herbata z cytryną i miodem w ulubionym kubku ...
A także niezbędna obecność zapachowych świec (zupełnie jakby mało mi było naturalnych aromatów!).

I moja pierwsza powieść Wiesława Myśliwskiego. Sprowadzona do tutejszej biblioteki na moje specjalne zamówienie ^^ 
Owijam się tą opowieścią niczym kokonem cudzych wspomnień ... , jakże mądrych, barwnych i ciekawych ... 
Mistrzowska narracja. Monolog, od którego nie sposób się oderwać. Nieodparte wrażenie jakby obcowania z autorem, przysłuchiwania się tej "rozmowie", przypatrywania się całemu procesowi łuskania fasoli z bliska. Połykam literki odczuwając każdym nerwem niezwykle klimatyczną rozmowę.
Staranny język. Pozytywne myśli. Ciepło bijące z opowieści.
To nie jest książka do "odbębnienia" ... Tu ważne jest każde słowo. Każda kropka. Każdy przecinek.
Przy takiej prozie należy co chwilę przystanąć, zastanowić się, tyle ile trzeba rozkoszować się jej smakiem, a nawet zanotować, ocalić od zapomnienia ...
Za takie pióro i za tę niesamowitą życiową mądrość pokochałam od pierwszych stron!
Polecam bardzo!

***







"Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość? Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym? Czy nie za tym, czego nigdy nie było, a co jednak minęło? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. Przeszłość, drogi panie, nie ma nic wspólnego z czasem, jak się sądzi." 

Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli"



29 września 2013

Do zaczytania jeden krok ...


"Gdy się ktoś zaczyta, zawsze albo się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega, albo zaśnie - w każdym razie wygra ... "

-Henryk Sienkiewicz-


Nasza przeprowadzka ma tak naprawdę bardzo mało plusów. Jednak jest wśród nich kilka znaczących, takich, które potrafią przyćmić wszystkie minusy naszego wyboru i które sprawiają, że patrzę łaskawszym okiem na nasze Mniejsze Miasto ;)

Ten konkretny plus jest jednym z istotniejszych ... Bo biblioteka znajdująca się o rzut beretem od domu to prawdziwy rarytas. Szczególnie jeśli jest to taka (!) biblioteka, w której zostały zauważone i rozpoznane nasze gusta czytelnicze, a pod biurkiem czeka coś specjalnie dla nas. A jeśli dodatkowo jest to miejsce przyjazne dzieciom *, to już niczego więcej do szczęścia nam nie potrzeba :-)
Po chwilowym zaniedbaniu mojego czytelnictwa, uzbrojona w niezbędną i mam nadzieję skuteczną broń (zdjęcie poniżej), ruszam do walki z opadającymi powiekami i wszechogarniającą potrzebą snu, niweczącą moje mocne (nocne! :) postanowienie poprawy. Powoli na nowo otula mnie mój ulubiony stan ... Stan zaczytania ^^ Wszak jesień bardzo mu sprzyja ... :)




Nasz kolejny wspólny stosik :-) Powoli staje się on chlebem powszednim. I love it!

Jako wielbicielka Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, w końcu dotarłam do "McDusi" i już się cieszę na spotkanie po latach z rodziną Borejków. Z największą przyjemnością i na pewno ogromną nostalgią zanurzę się w jedynym w swoim rodzaju cieple lektury ... ^^
"Sparksów" dostałam spod biurka ;) Mam trochę mieszane uczucia co do tej książki ... Bo po pierwsze to książka biograficzna, a po drugie wymieszana z wątkiem podróżniczym ... Nie moja półka. Nigdy też nie czytałam nic, co wyszło spod pióra Nicholasa Sparksa. Jednak widziałam film "List w butelce", który wedle mojej skromnej oceny jest wystarczającą zachętą do bliższego poznania autora pomysłu. Zaczynam kolejną literacką przygodę :) Jak zwykle od końca ;)
Tyle z przyjemności przeznaczonych tylko i wyłącznie dla mnie :)
A dla młodszych czytelników ...
Fanom Astrid Lindgren i "Dzieci z Bullerbyn" już teraz mogę z czystym sumieniem polecić "Madikę z Czerwcowego Wzgórza". To już któraś z kolei pozycja książkowa tej autorki goszcząca na naszej półce. Jak zwykle nie zawiodłam/nie zawiodłyśmy się. Jej styl pokochałam już jako dziecko i cieszę się, że udało mi się zaszczepić tę miłość w moich córach.
Koszmarnego Karolka znają chyba już wszyscy ... :))) Tego łobuza nie trzeba przedstawiać!
"Abecelki i Duch Bursztynowego Domu" to książka idealna dla czytelników ceniących sobie przygodę i dobrą zabawę. Dobrze się czyta nie tylko rodzicom w ramach "20 minut dziennie. Codziennie."! Straszą lektura ta pochłonęła doszczętnie ^^ Wypożyczajcie w ciemno!




A poniżej "Madika z Czerwcowego Wzgórza".



Uwielbiam ilustracje książek Astrid Lindgren ^^ Zawsze mnie korciło by wziąć kredki i wypełnić je kolorem :) Zresztą zostało mi to do dzisiejszego dnia ;)
A i Starsza ma te same ciągoty ;)








*W wakacje w naszej miejsko-gminnej bibliotece trwała akcja "Wakacje z biblioteką". W każdy wtorek na dużym ekranie wyświetlano z projektora filmy i bajki dla dzieci. Klimat jak w kinie! :) Co prawda zamiast popcornu były ciasteczka, ale nie miało to najmniejszego znaczenia :) W czwartki natomiast odbywały się bardzo ciekawe zajęcia plastyczne, na których to niezwykle przywiązana do maminej spódnicy Młodsza zostawała bez żadnego szemrania (zdarzało się, że zupełnie sama - bez towarzystwa starszej siostry!). Ba! Nawet sama przypominała mi o zajęciach! I pędziła na nie jak na skrzydłach :)
Organizatorki stanęły na wysokości zadania. Pomysły miały przednie! Dzieci m.in. stworzyły od podstaw własną książkę, tworzyły ilustracje do wierszy Brzechwy, kleiły słodkie sówki z papieru i piórek, a przy tym poznawały różne techniki plastyczne, np. mieszanie farby plakatowej z pianką do golenia.
Udział w zajęciach został odpowiednio doceniony i nagrodzony. Do naszej teczki z dyplomami dołączył kolejny cenny dokument, a do biblioteczki zawędrowała nowa książka z pamiątkową zakładką (pochodzi z niej cytat z czołówki posta).
Na starszych czytelników również czekają tutaj atrakcje - oprócz spotkań literackich organizowane są wieczorki z filmem (babskie kino) przy kawie i ciastku, na których to niestety nie udało mi się jeszcze być. Ale wszystko przede mną. I to WSZYSTKO dosłownie pod nosem :))







Słonecznej i zaczytanej niedzieli Wszystkim
:***