Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ferie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ferie. Pokaż wszystkie posty

31 stycznia 2016

Niedzielne kadry











1. Niedzielne śniadanie z racji wciąż ofoliowanych okien i sporego zachmurzenia, przypominało raczej kolację przy świecach ;)
Niedziela - czyli jajo i spółka.  Rzadko wygląda to inaczej. Tak lubimy.  A kakao ponoć tego dnia smakuje jak nigdy indziej.
2. Mam ostatnio fioła na punkcie obrusów vintage. Ogólnie cała robię się vintage. Nie mamią mnie swoją ofertą ni sklepy sieciowe,  ni lokalne ... Męczę się okrutnie przebywając wśród szmatek bez kształtu  i wyrazu.
Autentyczny płaszcz vintage marzy mi się, mięsista wełniana sukienka za kolano szyta z koła, a do niej sznurowane pantofle na mocnym obcasie ...
i jeszcze stare "pozłacane" ramki na zdjęcia ... , dużo ramek!
Ciepłe papcie na Górce to podstawa. Widok Ich małych stópek rozczula niezmiennie. Lovam.
3. i 4. i 5. Ukochany Kalisz. Wciąż mnie do niego ciągnie.
To tu postanowiliśmy pożegnać ferie. Jutro zaś powrót do szkoły, wcześniejsze pobudki, lekcje ... ehhh ... Dobrze nam było przez te dwa tygodnie.
Był więc  ulubiony aquapark, pyszny obiad na mieście, później lody, zbyt krótki spacer po Starówce (bo powiało chłodem), brukowane ulice i piękne kamienice ...
6. Na linii telefonicznej zawisnął czyjś zagubiony kapelusz.
7. W zachwycającej Katedrze Kaliskiej.

Dobrego tygodnia
:*





28 stycznia 2016

Co słychać na górce

Jeszcze w grudniu, korzystając z sprzyjającej aury (lekkiej zimy) Górkowa starszyzna rodu rozpoczęła remonty na zewnątrz swej rezydencji. Z dnia na dzień ich domostwo z racji gabarytów i nabierającej urody coraz bardziej przypominało Belweder. Kilka okien wymieniono, co było trzeba ocieplono, nałożono stosowne tynki, odrestaurowano zabytkowe obramowania okienne, a na końcu betonową szarość zastąpiono eleganckim kremowym beżem. Tak miały się sprawy od frontu. Bowiem gdy rusztowania przeniesiono na ścianę szczytową budynku (tę z oknami Górkowego pięterka), zima w końcu postanowiła pokazać na co ją stać i skuła malowniczym mrozem ofoliowane szyby. Roboty musiały zaczekać. Robotnicy zawinęli się dnia pewnego i zniknęli jak się później miało okazać na długie tygodnie.

Styczeń więc upłynął na Górce za oklejonymi folią oknami. Co jak twierdzi Górkowa matka nie pozostało bez echa. Według niej ograniczony dostęp do promieni słonecznych  przyczynił się do takich a nie innych nastrojów domowników.

W końcu wraz z ostatnimi dniami zima zelżała, śnieg spłynął spadzistymi ulicami miasta, a tym samym robotnicy mogli powrócić na opuszczone stanowiska pracy. Czyli za ofoliowane okna. Od wczoraj, od wczesnych godzin porannych zza szyb na nowo dochodzą rubaszne śmiechy i dowcipy wypowiedziane w iście kwiecistym języku. Górkowe młode, jako że ferie w toku i ich obecność domowa wzmożona, przysłuchują się tym dziwom nieśmiało rozbawione.
W wytęsknieniu wypatruje się momentu ujrzenia przez własne okna świata prawdziwego, ptaków krążących po niebie,  czy wróbla skaczącego po gołych gałązkach brzozowych ... Zamiast mętnej szarości falującej do taktu z wiatrem.

Ferie na Górce mijają w atmosferze ogólnego lenistwa i znudzenia, długiego leżakowania i piżamowania. Nikomu nie chce się wyściubiać nosa z domu, nikt też nie oczekuje specjalnych rozrywek i wrażeń. I dobrze. Odnotowuje się bowiem ogólny spadek formy wszystkich domowników.

Młodsze dziecię ćwiczy tabliczkę mnożenia. Mozolnie. Ma to na pewno po swej rodzicielce, która dokładnie pamięta iż wszelkie nauki pamięciowe od zawsze były dla niej dość problematyczne. Nie dla niej teoria do wkucia na blaszkę.  Każdy wiersz do przyswojenia przyprawiał o cierpnięcie skóry, a wystąpienie przed szerszym forum (nic to że tylko znanych i lubianych szkolnych kolegów) zraszało zimnym potem. Doskonale matka rozumie swe dziecię. Stara się mu pomóc tę trudną sztukę polubić. Łatwe to to nie jest.  Ilekroć matka woła dziecię do nauki, dziecię nagle odczuwa przemożną chęć zabawy, budowania namiotów z kocy i pledów/czytania ulubionych książek /rysowania ....

/Wspomnieć w tym miejscu należy o niewspomnianym. O grudniowym przełomie młodszego dziecięcia w wystąpieniach publicznych. Wszak dziecię całe przedszkole odmawiało jakiejkolwiek współpracy w tym temacie. Aż do tegorocznych jasełek. Unowocześnionych jasełek. Dziecięciu została powierzona rola Kopciuszka. Choć jasełka wystawiane były dla rodziców, rodzicom dziecię zabroniło na nie przybyć. Jednak jak wieść niesie (bystra starsza siostra uczęszczająca do tej samej szkoły doniosła sms-em, Górkowy ojciec podglądający zza drzwi zdał wieczorną relację) dziecię wyszło na scenę, po czym nie bez tremy (co prawda), lecz głośno i wyraźnie powiedziało, co powiedzieć miało.
(Na wszystkich próbach zaś wiodło prym i było pod niebiosa wychwalane.)
Górkowi rodzice nie posiadali się ze szczęścia!
Tym samym zdjęto kolejne bolączki z załamującej ręce nad swym dzieciem matki./

Starsze dziecię zaś kończy czytać kolejną już książkę.  Którą to?  A któż to by zliczył!
A gdy akurat nie czyta to gra w The Sims. Nałogowo. Te dwie czynności pochłaniają je zupełnie.
Gdzie miała rozum Górkowa matka kiedy zakupiła dziecku pierwszą grę  ... ? O, gdzie?!!

W międzyczasie nuda.  Nuda.  I nuda. Powłóczysty krok, szuranie papciem, krążenie po domu bez celu konkretnego ...
Ale to się lada chwila zmieni.
Przybyła bowiem na górkę Górkowa siostra cioteczna.  Będzie się działo!

I Górkowa matka ostatnimi czasy w niemoc popadła dziwną. A ta niemoc wygnała ją do kuchni. Gdzie to upichciła obiadów na trzy dni i od razu zrobiło jej się na duszy i ciele lżej jakby.

Górkowy ojciec zaś nie mogąc znieść powyższej ciężkiej domowej sytuacji rzucił się w wir pracy.

***

Korzystając z wolnego wybrała się razu pewnego górkowa rodzina do odległego miasta do ulubionej pływalni (Aquaparkiem go zwą). Górkowa matka już na wejściu, przy samych kasach miała się najeść wstydu. Młodsza z córek bowiem, bardzo zadowolona ze swej czujności, patrząc znacząco na górkowej matki nogawki spytała niewystarczająco konspiracyjnym szeptem:

-"A ogoliłaś się ... ?"

Zbędnym owłosieniem jej rodzicielka nie musiała zaprzątać sobie głowy.
Za to przez bite trzy godziny udawała że w swym jednoczęściowym kostiumie nie wygląda jak dorodna krewetka. Górkowy ojciec zaś krążył od basenu do basenu na wciągniętym brzuchu. Dodatkowo oboje udawali że ta dwójka niedożywionych dzieci, co to wciąż wokół nich krążyła natrętnie, to wcale nie ich potomstwo ...

Jasnym się stało że coś trzeba z tym fantem zrobić. Z faktem obrastania w zimowy tłuszczyk rzecz jasna. (Bo że Górkowych dzieci nie sposób podtuczyć to wiadoma sprawa.)
G. matka ściągnęła z szafy zakurzoną matę do ćwiczeń. Filmik stosowny i jakże zapomniany na YouTube odnalazła. Teraz musi jeno odnaleźć swą silną wolę. Za pieruna nie może sobie przypomnieć gdzie ją odłożyła.
Zaś Górkowy ojciec znacząco do niej mrugając stwierdził, że on to zna przyjemniejsze formy spalania kalorii.







Photo by Starsza


20 lutego 2014

Ferie w Mniejszym Mieście

Ferie w Mniejszym Mieście.
Migawki wspomnień.
To co udało się złapać w obiektyw czyli feriowy misz-masz ulubionych zdjęć.
Z głównych atrakcji ...
Uroczysta inauguracja ferii i jak na prawdziwą "wieś" przystało sala OSP (a jakże! :) przeobrażona w salę kinową. A w repertuarze dla młodych widzów sympatyczna bajka "Safari". Duży plus, bo nie znaliśmy.
Dzień zamków dmuchanych i szaleństwo w oczach dużych i małych.
Ferie z kulturką. Teatrzyk jeden, drugi, trzeci ... Pierwszy wśród książek i przez to niezwykle klimatyczny. Biblioteka w Mniejszym  Mieście wciąż u nas punktuje ^^
Zajęcia w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury, do którego to ostatnio mamy ogromną słabość i uwielbienie. Bo zajęcia muzyczne (oswajamy), bo genialne zajęcia plastyczne i pełna pasji, świetnych pomysłów i zawsze dobrego humoru uwielbiana pani Gosia, bo wreszcie (!) zajęcia teatralne ... Frajdę podkręca fakt, że sama mama kilkadziesiąt lat wstecz uczęszczała na te same, na tej samej scenie deklamowała i siódme poty z nerw wyciskała ;) Choć u Starszej nie ma mowy o żadnej tremie. Jak sama twierdzi ... kiedyś zostanie aktorką :))) Szczerze i z niemałą dumą przyznam, że ma ku temu duże predyspozycje!
Bałwan z papierowych talerzyków autorstwa Młodszej skradł moje serce tak szybko, jak szybko powstał. Lovam go!
I Zośka domowej roboty. Balon + mąką + sznurek = radocha z męczenia i ściskania ile wlezie biednej Zośki ;)
Gazetowe walentynkowe serce według przepisu z lutowego numeru "Świerszczyka".
Oczywiście książki, książki i jeszcze raz książki! Długie chwile z mieszkańcami ulicy Czereśniowej. Uwielbiamy wymyślać historie o tych sympatycznych bohaterach - snujemy domysły co, kto, kiedy i dlaczego ...
Sfochowana Młodsza, która nie zawsze zamienia się w sprawnie ze mną współpracującą modelkę ;)
I wiele wiele innych, których nie udało się uwiecznić w zachwycie i dobrej zabawie.
Bo najlepsza zabawa jest wtedy, gdy szkoda czasu na szukanie aparatu ... Prawda ... ? My tak mamy :)
























14 stycznia 2013

Hu hu ha! Nasza zima zła! :)

Ferie mijają nam nadzwyczaj miło i przyjemnie, w atmosferze błogiego lenistwa i "nicnierobienia" ^^ Trochę leniuchujemy w domowych pieleszach (trochę porządkujemy, trochę pieczemy, trochę gramy, czytamy, ...), trochę korzystamy ze śnieżnej aury ... Były śnieżne kulanki, śnieżne "anioły" w pozycji horyzontalnej, rzucanie śnieżkami ma się rozumieć i polowanie na sople :) Miałyśmy też okazję obserwować, jak bardzo nie zna granic inwencja twórcza okolicznych dzieciaków ;) Okazuje się, że z górki można zjeżdżać na wszystkim. Dosłownie na WSZYSTKIM! Stare drzwi zyskały drugie życie :D
A wieczorami mamunia nadrabia filmowe* i książkowe zaległości ...  Pogłębia też blogowe znajomości ... ;) Żyć nie umierać :) Fajny czas ... Chwilo trwaj! Ale żeby nie było tak pięknie i kolorowo ... jutro do pracy! A pojutrze znów odpoczywamy :)






















W ostatnim "TS" wywiad z E.L.James (czyli Eriką Mitchel), autorką "Pięćdziesięciu twarzy Greya" ... Jeżeli ktoś nie ma jeszcze dość tego tematu, to polecam. W wywiadzie m.in. odpowiedź na pytanie skąd w książce tyle powtórzeń - główna bohaterka bowiem 30 razy "przygryza dolną wargę", 73 razy "przewraca oczami" i 25 razy "eksploduje" ;)  Ponoć "wydawca tak ciął koszty, że tekst poszedł do druku niemal niezredagowany". Marne wytłumaczenie, ale książkę oczywiście nadal polecam :D Choć trzecia część wciąż przede mną ... Czekam na swoją kolej (Justyna czytaj szybciej!!!!! ;).







*Bardzo (!) polecam film Tomasza Lewkowicza "Huśtawka", z Wojciechem Zielińskim, Joanną Orleańską i Karoliną Gorczycą w rolach głównych ^^ Gdzieś przeczytałam, że to "film nie o zdradzie, a o udawaniu ..." i podpisuję się pod tym obiema łapkami.
Blogowe koleżanki rozpisały się już na jego temat wystarczająco, więc ja tylko gorąco zachęcam :)

Dobranoc!