Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty

24 lipca 2014

Summer

W głowie wciąż weekendowy summertime :)





A tymczasem zapachniało deszczem zbawiennym ...
Zagrzmiało ...
Posypało gradem ...
Powiało chłodem ...
Młodsza z zaskoczeniem ogromnym przywitała ten fakt. Chłodek? :) Toż to ostatnimi czasy rzadkość nad rzadkościami! ;)
Deszczowe burzyny popłynęły nagrzanymi dachami, zawijasami rynien wprost na chodniki, a stamtąd już rwącym potokiem ulicami Mniejszego Miasta.
Od dziecka uwielbiałam podziwiać ten widok z nosem przyklejonym do szyby ^^
A jeszcze lepiej namacalnie, boso przez ciepłe kałuże i parzący w stopy asfalt...
Gdyby nie to, że byłam akurat w pracy, wyciągnęłabym dziewczyny prosto w ten deszcz ...

Jako istoty ciepłolubne czekamy na kolejną turę tropików ...
Zapowiadane na najbliższe dni opady deszczu popsuły nam wakacyjne plany.
Wycieczka do zoo będzie musiała poczekać.

Całuję Was mocno
:**

13 lipca 2014

Wakacyjne kadry

Po naszym krótkim spontanicznym wyjeździe pozostały jedynie miłe wspomnienia, kilka nowych piegów i skóra schodząca z różnych części ciała ;)
Było krótko, ale intensywnie.
Leniwie ...
Z uśmiechem na twarzy.
Z zapachem i smakiem wakacyjnej przygody.
Z parzącym piaskiem pod stopami, z chłodem jeziora na wyciągnięcie ręki.
Z promieniami słońca skaczącymi po przymkniętych powiekach, z lekkim wiatrem muskającym opalone policzki, z chłodną falą obmywającą rozgrzane piaskiem stopy.
Z materacem kołyszącym na spółkę z jeziorem wytęsknione ciała.
Z zamkiem z piasku.
Z wędrówkami po molo.
Z najlepszymi na świecie, topniejącymi w oczach i zdobiącymi dłonie lepkimi strużkami lodami.
Z niebiańskim smakiem gofrów. Takich gofrów nie ma nigdzie indziej (!).
Z tętniącym życiem o każdej porze dnia i nocy deptakiem.
Z muzyką na żywo prosto z plażowej sceny.
Z niezapomnianymi koncertami.
Z licznymi atrakcjami. Z ważniejszych brawurowe przedstawienie "Calineczka" dobrze już nam znanego wędrującego po całym kraju krakowskiego studia Art - Re . Niektóre skecze z niego na stałe wrosły w naszą codzienność. Najbardziej rozbrajająca Młodsza bezbłędnie odtwarzająca myszkę z rozbieganymi oczkami i rączkami zajętymi ręczną robótką. Pękamy ze śmiechu.
Całe dnie dla siebie i dla własnych planów. Niczyich innych.

Ktoś z duszą na ramieniu wsiadał na wodny rowerek, a gdy już się w nim znalazł, nie mógł się tą okolicznością nacieszyć. Wiatr we włosach, przejmujące uczucie przestrzeni, ogromu i siły wody ... Iskierki radości w oczach, niezamykająca się buzia. Okolicznościowa Trajkotka nasza :)
Ten sam Ktosiek uwielbił sobie lodowe shaki i spróbował chyba każdego kolorowego smaku, czyniąc wycieczki  po nie stałym elementem życia plażowego. Wyżeranie łyżeczką lodu z kubka zajęciem ulubionym ^^
Ktoś zaplótł sobie afrykańskie warkoczyki, o których bardzo marzył, a potem dumnie się nimi obnosił, oglądał, dotykał, grzywą zarzucał na boki ... ;)
Ktoś inny najchętniej nie schodziłby wcale z wodnego rowerka, wędrowałby nocami, okupywał chłodne już wtedy ławeczki na molo, puste huśtawki i bawił się wraz z tańczącym tłumem w rytm głośnej radosnej muzyki. I patrzył w nieskończoność na mistrza kostki Rubika - ulubioną deptakową ozdobę. Raz zamieszałyśmy mu kostką tak, że aż uśmiechnął się do nas z uznaniem :)
Ktoś inny serwował jak zawsze pyszne śniadanka, grillował aromatycznie i przejął całe dowodzenie pozwalając innym odreagować ...
By ktoś inny mógł pomalować paznokcie i poczytać starą poczciwą Grocholę. Tylko piasek wciskający się między ukochane stronice rozpraszał go na potęgę. Aż znużyło go strzepywanie natrętnych i wszędobylskich ziarenek i zrezygnował z męczącej lektury na rzecz budowania niezwykle okazałego zamku z piasku, z licznymi fosami i wieżyczkami, ozdobionymi kamykami wyłowionymi z jeziora. A stamtąd już krótka droga do robienia kotletów z błota ;D

Choć pozostało uczucie niedosytu i niedokończonej przygody, to zatęskniło się jednemu i drugiemu do domu, do naszych zwierzaków, do Mańka ...
I wróciło z radością. Mimo wszystko.





















Nie zamierzamy zakończyć naszych wojaży na tym jednym wyjeździe ... :)))



Lato, lato, lato czeka
Razem z latem czeka rzeka
Rzazem z rzeką czeka las
A tam ciągle nie ma nas

:)))

3 lipca 2014

Lipiec.

Spoglądam na kalendarz ...

STOP! Ty nie spoglądasz na kalendarz! Ty nawet porządnego jegomościa nie posiadasz! Wstyd! Ten z wizerunkiem Wioletty, znajdujący się obecnie pod łóżkiem Starszej, się nie liczy (wciąż czeka biedaczysko aż go kto na gwoździu zawiesi ... Tylko że szkoda ścianę dziurawić dla takiego szkaradztwa!). - wygarnie na jednym wdechu licho.
A ten książkowy upchnięty w nocnym stoliku ... ? - zapyta kąśliwie jeszcze.

Ten nie zachęca do częstych oględzin - odpowiem szybko.
(Nie lubimy się wszak z planowaniem :/)

 I zapominasz przez to o wielu istotnych datach! Jak chociażby o Dniu Psa! (przedwczoraj przecież!) - i tu głos karcąco zawiesi licho.
Ty tylko szybko zerkasz na datownik w prawym dolnym rogu komputera, tudzież innych urządzeń drukująco-notujących!!! Cenny czas przepuszczasz przez bylejakości praskę ... Dniem dzisiejszym żyjesz, jutrzejszym się nie martwisz, wciąż uważasz, że jeszcze ze wszystkim zdążysz, a później tylko oczy ze zdziwienia wybałuszasz, że już hen daleko za tobą kolejny miesiąc, a ty dalej stoisz w tym samym martwym życia punkcie. - zakończy dobitnie złośliwe jak zwykle licho.

I tak każdego
miesiąca ...
odzywa się niepytane licho w mej głowie ...
Boleśnie w bok trąca,
nie czeka co człek w obronie odpowie ...

Patrzę i nie dowierzam ...
Toż to lipiec.
Uśmiechniętą siódemką do mnie macha ...
Nie wiem doprawdy kiedy i jak minął jego poprzednik ...
Rozpłynął się gdzieś pomiędzy miseczką pełną czereśni,  truskawkowym koktajlem, a ciastem z rabarbarem ... 
Roztrwonił cenne chwile na hulanie po parkowych alejkach, ozłoconych słońcem chodnikach, skąpanych w słońcu placach zabaw ...
Zdarzyło mu się też nie raz w kałuży odbity promień słońca ujrzeć ...
Humorzasta towarzyszyła mu pogoda.
Raz nocną porą zawędrował do lasu i w scenę zamienił leśną polanę ...
Jednego dnia wskoczył na rower, drugiego pognał za psem nie wiadomo gdzie ...
Spił kawę w czyimś ogrodzie, pogadał o kapryśnej pogodzie ...
i z latem przywitał się.

Mam wrażenie, że ktoś złośliwie wyrywa z mojej codzienności po dwie kartki na raz.
Im więcej lat na mym karku, tym szybciej upływa moja codzienność i tym częściej myślę o tym, że wcale mi się to nie podoba ...




31 sierpnia 2012

Końcówka lata

I tak oto minął nam sierpień ... 

Pyszne lato

(...)

O siądź na moim oknie, przecudowne lato,

niech wtulę mocno głowę w twoje ciepłe pióra

korzennej woni,

na wietrze drżące--

niech żółte słońce

gorącą ręką oczy mi przesłoni,

Niech się z rozkoszy ma dusza wygina,

jak poskręcany wąs dzikiego wina.-

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska












8 sierpnia 2012

Lato w mieście



Dużo słońca, dużo chmur (= zero słońca, co widać na drugim zdjęciu) i duuuuużo piasku. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma ... :)) Czyli prawie jak nad morzem. Niestety "prawie" robi wielką różnicę.






6 sierpnia 2012

Smętny poniedziałek


Niedziela minęła towarzysko i rodzinnie. 
Miło spotkać się z dawno niewidzianymi krewnymi. 
Szkoda tylko, że tak ciężko żegnać się wiedząc, że ponownie spotkamy się dopiero za rok. Jeszcze dzisiaj czuję się jakaś przybita. 
 Nie cierpię pożegnań.
Mój nastrój udzielił się chyba dziewczynom. Okazuje się, że nie tylko w czasie deszczu dzieci się nudzą ... Od rana nie mogą znaleźć dla siebie miejsca. A mama jakoś nie ma dziś głowy do zabawy. Pogoda piękna, a my snujemy się smętnie po domu i podwórku.

 




Inwencja twórcza "starszej"- każdy sposób na ochłodę jest dobry :D