Póki co noworoczne postanowienia wciąż żarzą się w myślach i sercu ... , zostawiają na codzienności swe ślady ...
Więcej mnie w kuchni zdecydowanie. Staram się nie poruszać w niej utartymi ścieżkami. Nie błądzę. Intuicyjnie sunę wśród nowych smaków płynnym szusem.
Odczuwam większą potrzebę bycia tutaj. Wciąż myśli bezwiednie w posty zamieniam.
A że doba wciąż za krótka i wydłużyć się nie da ... Na to nic nie zaradzę.
Pamiętam jednak o rzeczach fajnych, tych wszystkich rzeczach ważnych ...
Więc wspólnie czytamy "Charliego i fabrykę czekolady" , oglądamy po kilka razy film o tym samym tytule, odkurzamy z zapomnienia gry planszowe, karty i szachy ...
Więc głośniej chwalę laurkę i samodzielne czytanie ...
Znów spontanicznie cieszę się z przyniesionych piątek, do których zbyt łatwo przywyknąć i które nabrawszy mocy powszedniości jakby tracą na wartości, a przecież nigdy nie powinny ... Okropne uczucie być niedocenianym.
Jestem obok, tulę jeszcze mocniej, częściej, najchętniej bez powodu ... , piekę ulubione łakocie, szukam w piwnicy sanek, udzielam wskazówek z dziedziny "szkic postaci"(ach! te nieokiełznane proporcje! co zrobić by łydki były jednakowoż ukształtowane, a palce właściwie rozczapierzone ... ? ; jednak najwięcej problemów to z konturem głowy (!) - Młodsza ma na to swój patent ... - zostawia rysowanie głowy na sam finisz! - wpierw korpusik, rączki, nóżki, czasem nawet włosy wpierw pojawią się na kartce, a na uwieńczenie - owal twarzy :) ), cierpliwie daję się oprowadzać po nowo zaaranżowanym domu dla lalek, zachwycam się ...
Na specjalne życzenie, w drzwiach prawie, choć późno już i pora do szkoły z domu wychodzić, plotę ulubiony cieniutki warkoczyk dyndający wśród pukli pachnących beztroskim dzieciństwem ...
Przed zaśnięciem milion razy odpowiadam że kocham i że dobranoc ...
Słucham uważniej ... Pocieszam ... Ostrożniej zapytuję .
Gdzieś pomiędzy znajduję czas na tylko moje przyjemności.
I cieszę się z małych rzeczy.
Co rano zapuszczam energetyczne Coldplay i uśmiecham się gdy rozbrzmiewa "Hymn for the weekend" ... Takie to nie moje, a płynę tanecznym krokiem przez ranek ...
Trzeci dzień z rzędu oglądam "Czekoladę", zaczytuję się Nesbo, gładzę spojrzeniem czekające na stoliku lektury znalezione pod choinką, piszę maila do kogoś kto bardzo na niego czeka, a później niecierpliwie wypatruję odpowiedzi, i odczuwam to samo podekscytowanie co kiedyś przy wrzucaniu listu do czerwonej skrzynki, a ikonka nieotwartej koperty nakrywa twarz uśmiechem ...
Umawiam się do kina na dobry film, po czym okazuje się że wolny wieczór to wcale nie taka łatwa sprawa, a na pewno nie tym razem... Może jeszcze zdążę, nim zniknie z ekranów ... przecież właśnie śmieję się do rozpuku z informacyjnego sms-a od G., męża ulubionej kuzynki :"W niedzielę w kinie C. są te krowy* (...)".
Prawie spontanicznie daję się namówić na pewien koncert (już w lutym!) ... A teraz ciiii ... bo licho nie śpi.
Uśmiechem witam śnieg za oknem, zachwytem gałązki otulone puszystą kołderką ... Nie tylko mnie cieszy biały puch. Dziewczyny zdobyły większe i mniejsze górki i pagórki, przemoczyły nie raz rękawiczki ... Maniek zaliczył samodzielne zwiedzanie okolicy wśród tańczących gigantycznych płatków. Nie byłby naszym mądrym psem gdyby nie skorzystał z tak długo uchylonej furtki ... ;) Piękną wybrał sobie scenerię ... Wyhasany i szczęśliwy szybko i grzecznie powrócił. Gdzie mu będzie lepiej ... ? Długo jeszcze zamroczony swym szczęściem i niecodzienną przygodą siedział z kością w pysku w samym centrum śniegowego przedstawienia, ani mu w głowie było schować się do ciepłej i przytulnej budy.
Pomimo wszystko rejestruję dobry czas.
Mniej przyjmuję się sprawami na które nie mam wpływu, nie zawracam sobie głowy maluczkimi złośliwcami ...
I uśmiecham się szeroko, gdy nieznany podlotek wychodząc z firmy życzy mi miłego dnia ...
I rozgaszcza się w sercu radość prostego szczęścia.
Boże, czego tu marudzić ... ?
Jest pięknie.
* "Moje córki krowy" Kingi Dębskiej
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobry czas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobry czas. Pokaż wszystkie posty
15 stycznia 2016
3 lutego 2014
Niedzielnie
Zupełnie inny wymiar chilloutu ...
Marchewkowe i spółka.
Ciasto marchewkowe według przepisu Joasi [TUTAJ] . Kolejny kulinarny pierwszy raz, a przy tym (nie chwaląc się ;) udany debiut.
Wyszło pysznie.
Pulchne, a zarazem wilgotne, z lekko spękanym i chrupiącym wierzchem. Pięknie pachnące mieszanką cynamonu, rumu i słodyczy marchewki. Bogate w bakalie (od siebie, od serca dorzuciłam jeszcze rodzynek).
Dobrze, że przezornie podwoiłam porcję! W przeciwnym wypadku po cieście nie byłoby już ani śladu :)
Do tego rozgrzewająca herbata z cytryną i miodem w ulubionym kubku ...
A także niezbędna obecność zapachowych świec (zupełnie jakby mało mi było naturalnych aromatów!).
Pulchne, a zarazem wilgotne, z lekko spękanym i chrupiącym wierzchem. Pięknie pachnące mieszanką cynamonu, rumu i słodyczy marchewki. Bogate w bakalie (od siebie, od serca dorzuciłam jeszcze rodzynek).
Dobrze, że przezornie podwoiłam porcję! W przeciwnym wypadku po cieście nie byłoby już ani śladu :)
Do tego rozgrzewająca herbata z cytryną i miodem w ulubionym kubku ...
A także niezbędna obecność zapachowych świec (zupełnie jakby mało mi było naturalnych aromatów!).
I moja pierwsza powieść Wiesława Myśliwskiego. Sprowadzona do tutejszej biblioteki na moje specjalne zamówienie ^^
Owijam się tą opowieścią niczym kokonem cudzych wspomnień ... , jakże mądrych, barwnych i ciekawych ...
Mistrzowska narracja. Monolog, od którego nie sposób się oderwać. Nieodparte wrażenie jakby obcowania z autorem, przysłuchiwania się tej "rozmowie", przypatrywania się całemu procesowi łuskania fasoli z bliska. Połykam literki odczuwając każdym nerwem niezwykle klimatyczną rozmowę.
Staranny język. Pozytywne myśli. Ciepło bijące z opowieści.
To nie jest książka do "odbębnienia" ... Tu ważne jest każde słowo. Każda kropka. Każdy przecinek.
Przy takiej prozie należy co chwilę przystanąć, zastanowić się, tyle ile trzeba rozkoszować się jej smakiem, a nawet zanotować, ocalić od zapomnienia ...
Za takie pióro i za tę niesamowitą życiową mądrość pokochałam od pierwszych stron!
Polecam bardzo!
***
"Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z
przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość?
Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej
tęsknoty, tylko za czym? Czy nie za tym, czego nigdy nie było, a co
jednak minęło? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia
potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. Przeszłość, drogi panie,
nie ma nic wspólnego z czasem, jak się sądzi."
Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli"
3 stycznia 2014
My December - Ten czas ...
"Święta są dla ludzi, którzy wierzą. W narodzenie nadziei, zbawienia, odkupienie win przeszłych i przyszłych. Dla uduchowionych ludzi, którzy przedkładają chwilę ciszy w pustym kościele nad gwar dużych supermarketów. Którzy w ciszy i spokoju godzą się ze światem." *
Ulubiony miesiąc ... Bo Mikołajki, bo zaraz potem urodzinki Starszej, bo w samym środeczku moje kolejne skończone "dzieści", przedszkolne jasełka i Młodsza w roli kruchej jak szkiełko Maryi, a potem już tylko wielkie odliczanie ... Najbardziej magiczny czas w roku ... Jedyny, na który czeka się całe jedenaście miesięcy, a gdy dobiega końca, z miejsca, na nowo zaczyna się odliczanie ...
Dlatego mimo złożonych tu obietnic mało było mnie na blogu ... I aparat znów mało używany ... W same święta diabeł nakrył go ogonem. I może dobrze się stało ... Bo dzięki temu zobaczyłam o wiele więcej, aniżeli zatrzymałabym w stop klatce ...
Chciałam maksymalnie wykorzystać ten czas ... Wycisnąć każdy dzień do ostatniej kropelki ... Każdą wolną chwilę wkładałam w święta i w przygotowania do nich ... W wypełnianie kalendarza adwentowego ... Każda jedna chwilka poświęcona "pisaniu" wspomnień dziewczyn ... By jak najwięcej było miłego do pamiętania ... By jak najwięcej było radości, uśmiechu, magii chwili ...
Wiele zarwanych nocy ... Wiele nieprzytomnych ze zmęczenia dni ... Warto było ^^
Pochłonęły mnie bez reszty bombki, filcowe choinki, girlanda z pamiętających moje szczenięce lata świątecznych pocztówek, pierniczki, lukrowanie, choinki ubieranie, prezentów pakowanie, pichcenie, a później w tym wszystkim przebywanie ...
Uwielbiam ten magiczny czas, gdy makowiec smakuje tak, jak nigdy później ...
Gdy późną nocą, choć czuć piasek pod powiekami, to żal iść spać, by nie stracić z oczu tylko teraz cieszącej tak mocno choinki ... Przecież lada chwila przestanie ona już mieć ten mistyczny wymiar ... Nadejdzie ten dzień, gdy zamiast cieszyć, drażnić będą zakurzone świerkowe gałązki i zupełnie nie pasujące do chwili świąteczne ozdoby ...
Uwielbiam klimat całego wigilijnego dnia .... Pełnego napięcia, oczekiwania ...
Napływające piękne życzenia ...
Przemiłe poranne odwiedziny ... , wzruszające gesty ...
Uśmiech zdobiący piękne lica ... I wypieki z tak wielkich emocji ...
Zaskakujące prezenty ... Wychodzi na to, że byłam grzeczna ... ;)
Radość z trafionych prezentów ... Uff! Mikołaj znów się spisał ;)
Radosny śmiech dzieci ...
I dalej ...
Leniwe świąteczne poranki ... Piżamowe wylegiwania w zatłoczonym łóżku ...
Smak makiełek z kawą na śniadanie ... i obżarstwo do granic możliwości (do guzika poluzowanego w spódnicy ;) ...
Świąteczne lektury (z jednej takiej górny cytat), takie same filmy i bajki ... I piosenki dzięki nim odkryte ... Takie jak na przykład ta z poprzedniego posta ...
Wspólne podziwianie i testowanie prezentów ...
Wspólny czas ...
Najchętniej zamknęłabym te chwile w słoiku i odkręcała denko kiedy tylko by mnie naszła na to ochota ...
Ale ale ... Czas biegnie nieubłaganie ... Stary, niezwykle ciężki rok już za nami ... Oto zaczął się 2014. A wraz z nim ogromne plany, nadzieje, oczekiwania ... I oczywiście postanowienia noworoczne ... A wśród nich te najważniejsze ... by nie bać się marzyć, by nie zagubić siebie w zwykłej codzienności, by codziennie mówić bliskim jak bardzo Ich kocham, by spędzać razem (a nie tylko obok siebie ... ) jeszcze więcej czasu, by nigdy nie zapominać o tym, co jest w życiu ważne ...
Okres około-świąteczny i noworoczny bardzo mile mnie zaskoczył ... Znów uśmiechnęłam się do Mniejszego Miasta ^^ Okazuje się, że nie brakuje tu ludzi z świetnymi pomysłami, z inicjatywą ...
Że TU Mikołaj przybywa na najprawdziwszym koniu, którego mimo odmrożonych nosów można długo w mroźny wieczór głaskać po błyszczącej sierści, że można bez końca wsłuchiwać się w stukot końskich kopyt uderzających o rynkowy bruk, że kieszenie potrafią pomieścić mnóstwo cukierków od konnego przybysza ... , że zupa grzybowa i makowiec smakują wyjątkowo na swej prapremierze, na tydzień przed świętami, szczególnie że pałaszowane na świeżym powietrzu, mimo że serwowane w styropianowym kubku i na papierowym talerzu, ale przecież wśród innych uśmiechniętych ludzi, wyczekujących radośnie świąt, czekających na swój własny cud ... , że Tu szopka betlejemska jest tak piękna jak nigdzie indziej ... , że w Sylwester mimo glutów do pasa i lekkiej gorączki (to ja ;) ciągnie człowieka do ludzi i że potrafi on w pobliskim parku, wśród wystrzału fajerwerków, przy akompaniamencie głośnej muzyki, w towarzystwie innych "szaleńców" pląsać radośnie i że nie chce mu się później wracać do domu ... , że fajerwerki jeszcze długo potem dudnią w uszach, a "szampans" (to Młodsza i szampan bezalkoholowy oczywiście :) miło gilgocze w gardło ...
Wraz z rozpoczęciem 2014 mam poczucie rozpoczętego nowego etapu w życiu ...Czuję to bardzo wyraźnie ...
Coś się kończy, coś się zaczyna ...
Mocno wierzę, że teraz musi być dobrze ...
Mam w sobie dziwną moc ...
Czuję, że mogę wszystko!
Nie lękam się ... Już nie.
Może to właśnie magia świąt ... ?
A dla Was moi mili na nowy rok ...
Wielu sukcesów,
odważnych marzeń,
mądrych decyzji,
spokojnych myśli,
dostrzegania piękna w codzienności,
niezwykłości w zwykłości ...
Samych cudów na ten rok!
Wszystkiego dobrego Kochani!
:****
14 stycznia 2013
Hu hu ha! Nasza zima zła! :)
Ferie mijają nam nadzwyczaj miło i przyjemnie, w atmosferze błogiego lenistwa i "nicnierobienia" ^^ Trochę leniuchujemy w domowych pieleszach (trochę porządkujemy, trochę pieczemy, trochę gramy, czytamy, ...), trochę korzystamy ze śnieżnej aury ... Były śnieżne kulanki, śnieżne "anioły" w pozycji horyzontalnej, rzucanie śnieżkami ma się rozumieć i polowanie na sople :) Miałyśmy też okazję obserwować, jak bardzo nie zna granic inwencja twórcza okolicznych dzieciaków ;) Okazuje się, że z górki można zjeżdżać na wszystkim. Dosłownie na WSZYSTKIM! Stare drzwi zyskały drugie życie :D
A wieczorami mamunia nadrabia filmowe* i książkowe zaległości ... Pogłębia też blogowe znajomości ... ;) Żyć nie umierać :) Fajny czas ... Chwilo trwaj! Ale żeby nie było tak pięknie i kolorowo ... jutro do pracy! A pojutrze znów odpoczywamy :)
W ostatnim "TS" wywiad z E.L.James (czyli Eriką Mitchel), autorką "Pięćdziesięciu twarzy Greya" ... Jeżeli ktoś nie ma jeszcze dość tego tematu, to polecam. W wywiadzie m.in. odpowiedź na pytanie skąd w książce tyle powtórzeń - główna bohaterka bowiem 30 razy "przygryza dolną wargę", 73 razy "przewraca oczami" i 25 razy "eksploduje" ;) Ponoć "wydawca tak ciął koszty, że tekst poszedł do druku niemal niezredagowany". Marne wytłumaczenie, ale książkę oczywiście nadal polecam :D Choć trzecia część wciąż przede mną ... Czekam na swoją kolej (Justyna czytaj szybciej!!!!! ;).
*Bardzo (!) polecam film Tomasza Lewkowicza "Huśtawka", z Wojciechem Zielińskim, Joanną Orleańską i Karoliną Gorczycą w rolach głównych ^^ Gdzieś przeczytałam, że to "film nie o zdradzie, a o udawaniu ..." i podpisuję się pod tym obiema łapkami.
Blogowe koleżanki rozpisały się już na jego temat wystarczająco, więc ja tylko gorąco zachęcam :)
Dobranoc!
18 grudnia 2012
Prezenty, jaszczurki i Pan Żaba ;)
Mikołaj troszkę się pospieszył :))
Ale ja wcale nie narzekam! :D I czekam na efekty. Jeśli będą równie zjawiskowe jak u mojej Mikołajki ..., to będę w pełni usatysfakcjonowana! Czekam niecierpliwie.
Z rzeczy ważnych! Zagadka czerwonej jaszczurki w brązowe plamki liżącej lody została rozwiązana! :D Chodziło po prostu o figurkę Littlest Pet Shop - model z wysuwanym języczkiem :) Uff! Udało się!
Młodsza dorwała dziś aparat i udało się jej pstryknąć kilka zdjęć, które szczerze mnie rozbawiły. Sesja Pana Żaby wywołuje uśmiech na mojej twarzy bezustannie od mniej więcej godziny :)). Zatem zaprezentujmy!
Prawda, że zdolne mam dziecko ... ? :D
Chyba właśnie znalazłam nowego osobistego fotografa ;)
Dobrej nocki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







