Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

23 kwietnia 2015

23 kwietnia - Światowy Dzień Książki













"Kto czyta książki, żyje podwójnie."

Umberto Eco




* A na zdjęciach pewna grudniowa sesyjka. Gdy to zachciało nam się w ramach zadań z kalendarza adwentowego zbudować ponownie wieżę z książek. Z tą różnicą, że tym razem tylko z książek, które dołączyły do nas od czasu pobrania poprzednich pomiarów .
Wieżę co prawda zbudowano (jak widać), ale zapomniano ją ... zmierzyć :/ Książki wróciły na odkurzone półki nawet nietknięte żadną miarką.
A że od grudnia przybyło gro nowych książek, w planach ponowne zbudowanie wieży. Tym razem z dokładnym pomiarem ;)

15 lutego 2015

Światło

Za co kocham niedzielne poranki.
Na co czekam caaały dłuuugi tydzień.
Czym mogę cieszyć się przez tylko jeden zawsze zbyt krótki poranek.



 



17 lipca 2014

Terapia

Poziom mego zapracowania można by spokojnie mierzyć wysokością książkowego stosika na  nocnym stoliku (jak również nieładem na nim panującym - dla potrzeb fotorelacji szybko i sprawnie uprzątniętym ;)).




Przybyło w czerwcu zacnych tytułów, tytułów upragnionych, tytułów spontanicznych.
Zamieszkały sobie bezpiecznie w naszym Domkowie. Równie szczęśliwe co ich nowa właścicielka.
Jedne sprezentowane, inne zakupione. (Eureka! - w Biedronie można całkiem apetyczne kąski upolować! Zapomniałam o tym zupełnie odkąd zamieszkałam w Mniejszym Mieście.)
Wszystkie jednakowo cieszą.
Choć na razie jedynie tytułem przepleconym, szerokim wachlarzem gatunków, wizualnie stworzoną kompozycją.
Bo z czytaniem to u mnie ostatnio marność nad marnościami.
Niebywała rzecz - dopadł mnie literkowstręt.
Ksztttt... Wszystkiemu winne przepracowanie.
Wciąż wypatruję czytelniczego burczenia mózgu.
Próżno. Więc gładzę, kartkuję, obwąchuję.
Zdarzy się, że z rozpędu jakiś akapit okiem łyknę.
Dobrze mi od samej kontemplacji.
Póki co tyle wystarcza.
To moja swoista terapia na męczącą i nużącą codzienność.
Wciąż bym tylko spała, spała i spała ...


* "Magda, miłość i rak" Aliny Mrowińskiej całe miesiące temu pożyczona i wyczytana zachłannie. Teraz własny egzemplarz czeka na ponowną, tym razem niespieszną lekturę połączoną z zakreślaniem stronic miękkim ołówkiem.
Z lektur pożyczonych w dodatkowych centymetrach powyższego stosiku "Chustka" Joanny Sałygi i "Trafny wybór" J.K. Rowling (nareszcie! - biblioteka w Mniejszym Mieście).

29 września 2013

Do zaczytania jeden krok ...


"Gdy się ktoś zaczyta, zawsze albo się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega, albo zaśnie - w każdym razie wygra ... "

-Henryk Sienkiewicz-


Nasza przeprowadzka ma tak naprawdę bardzo mało plusów. Jednak jest wśród nich kilka znaczących, takich, które potrafią przyćmić wszystkie minusy naszego wyboru i które sprawiają, że patrzę łaskawszym okiem na nasze Mniejsze Miasto ;)

Ten konkretny plus jest jednym z istotniejszych ... Bo biblioteka znajdująca się o rzut beretem od domu to prawdziwy rarytas. Szczególnie jeśli jest to taka (!) biblioteka, w której zostały zauważone i rozpoznane nasze gusta czytelnicze, a pod biurkiem czeka coś specjalnie dla nas. A jeśli dodatkowo jest to miejsce przyjazne dzieciom *, to już niczego więcej do szczęścia nam nie potrzeba :-)
Po chwilowym zaniedbaniu mojego czytelnictwa, uzbrojona w niezbędną i mam nadzieję skuteczną broń (zdjęcie poniżej), ruszam do walki z opadającymi powiekami i wszechogarniającą potrzebą snu, niweczącą moje mocne (nocne! :) postanowienie poprawy. Powoli na nowo otula mnie mój ulubiony stan ... Stan zaczytania ^^ Wszak jesień bardzo mu sprzyja ... :)




Nasz kolejny wspólny stosik :-) Powoli staje się on chlebem powszednim. I love it!

Jako wielbicielka Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, w końcu dotarłam do "McDusi" i już się cieszę na spotkanie po latach z rodziną Borejków. Z największą przyjemnością i na pewno ogromną nostalgią zanurzę się w jedynym w swoim rodzaju cieple lektury ... ^^
"Sparksów" dostałam spod biurka ;) Mam trochę mieszane uczucia co do tej książki ... Bo po pierwsze to książka biograficzna, a po drugie wymieszana z wątkiem podróżniczym ... Nie moja półka. Nigdy też nie czytałam nic, co wyszło spod pióra Nicholasa Sparksa. Jednak widziałam film "List w butelce", który wedle mojej skromnej oceny jest wystarczającą zachętą do bliższego poznania autora pomysłu. Zaczynam kolejną literacką przygodę :) Jak zwykle od końca ;)
Tyle z przyjemności przeznaczonych tylko i wyłącznie dla mnie :)
A dla młodszych czytelników ...
Fanom Astrid Lindgren i "Dzieci z Bullerbyn" już teraz mogę z czystym sumieniem polecić "Madikę z Czerwcowego Wzgórza". To już któraś z kolei pozycja książkowa tej autorki goszcząca na naszej półce. Jak zwykle nie zawiodłam/nie zawiodłyśmy się. Jej styl pokochałam już jako dziecko i cieszę się, że udało mi się zaszczepić tę miłość w moich córach.
Koszmarnego Karolka znają chyba już wszyscy ... :))) Tego łobuza nie trzeba przedstawiać!
"Abecelki i Duch Bursztynowego Domu" to książka idealna dla czytelników ceniących sobie przygodę i dobrą zabawę. Dobrze się czyta nie tylko rodzicom w ramach "20 minut dziennie. Codziennie."! Straszą lektura ta pochłonęła doszczętnie ^^ Wypożyczajcie w ciemno!




A poniżej "Madika z Czerwcowego Wzgórza".



Uwielbiam ilustracje książek Astrid Lindgren ^^ Zawsze mnie korciło by wziąć kredki i wypełnić je kolorem :) Zresztą zostało mi to do dzisiejszego dnia ;)
A i Starsza ma te same ciągoty ;)








*W wakacje w naszej miejsko-gminnej bibliotece trwała akcja "Wakacje z biblioteką". W każdy wtorek na dużym ekranie wyświetlano z projektora filmy i bajki dla dzieci. Klimat jak w kinie! :) Co prawda zamiast popcornu były ciasteczka, ale nie miało to najmniejszego znaczenia :) W czwartki natomiast odbywały się bardzo ciekawe zajęcia plastyczne, na których to niezwykle przywiązana do maminej spódnicy Młodsza zostawała bez żadnego szemrania (zdarzało się, że zupełnie sama - bez towarzystwa starszej siostry!). Ba! Nawet sama przypominała mi o zajęciach! I pędziła na nie jak na skrzydłach :)
Organizatorki stanęły na wysokości zadania. Pomysły miały przednie! Dzieci m.in. stworzyły od podstaw własną książkę, tworzyły ilustracje do wierszy Brzechwy, kleiły słodkie sówki z papieru i piórek, a przy tym poznawały różne techniki plastyczne, np. mieszanie farby plakatowej z pianką do golenia.
Udział w zajęciach został odpowiednio doceniony i nagrodzony. Do naszej teczki z dyplomami dołączył kolejny cenny dokument, a do biblioteczki zawędrowała nowa książka z pamiątkową zakładką (pochodzi z niej cytat z czołówki posta).
Na starszych czytelników również czekają tutaj atrakcje - oprócz spotkań literackich organizowane są wieczorki z filmem (babskie kino) przy kawie i ciastku, na których to niestety nie udało mi się jeszcze być. Ale wszystko przede mną. I to WSZYSTKO dosłownie pod nosem :))







Słonecznej i zaczytanej niedzieli Wszystkim
:***


17 lipca 2013

Bez mojej zgody

Dobrze, że są takie książki ... Choć to smutne, że potrzebuję tego rodzaju lektury, by na nowo docenić wszystko co posiadam ... i dziękować Temu w niebie za każdy kolejny, zwykły dzień ...


 


Nie lubię niespodzianek. Nie lubię być zaskakiwana. Zakończeniem książki również. 
Lubię wiedzieć co mnie czeka, lubię spodziewać się czegoś i być na to przygotowaną. 
Tu autorce udało się wyprowadzić mnie w pole. 
Naturalnie nie liczyłam na żaden happy end ... Takowy wręcz popsułby całą powieść. Ale są pewne czytelnicze granice ;) Takich zakończeń nie lubię ... I za ten niespodziewany, okupiony autentycznym bólem koniec historii... mały minus dla książki. Choć dla statystycznego czytelnika, na pewno będzie on plusem.
POLECAM.

28 maja 2013

Blogging every day - Day 2 - Ostudzony zapał i trochę książek, czyli groch z kapustą ;)

Z serii "Z życia wzięte"- dialogi samochodowe:
-Wiesz? Biorę udział w wyzwaniu blogowym ... - jeden post dziennie! - chwalę się Poślubionemu dumna z siebie licząc na jakiś doping.
-Ty lepiej weź udział w wyzwaniu "Jeden pokój dziennie"! - :D Poślubiony brutalnie studzi mój zapał pijąc do chaosu, który ostatnimi czasy zapanował w naszym królestwie :D

I pojechałam posprzątać ... do mamusi :D Nie żebym była złośliwa i chciała w ten sposób zemścić się na Poślubionym! Po prostu wcześniej umówiłam się tak z własną rodzicielką. Wszak wiadomo ... Boże Ciało ... Mała miejscowość ... Niechby się kto wychylił i nie umył okien ... Od razu obraza Boga i Kościoła! A huczałoby o tej zniewadze jak w ulu ;D i przez tydzień co najmniej!
Namachałam się więc skrzydełkami przy myciu ...nastu skrzydeł okiennych i nabiegałam po schodach niezliczoną ilość razów. Wieczorem planowałam rozruszać się przy zumbie, ale w takich okolicznościach odpuściłam sobie ... I tak nie wiem czy jutro będę w stanie ruszyć ręką czy nogą ;) Ogólnie po powrocie do domu nie miałam już sił na nic. Szybkie naleśniki, sprawdzenie lekcji, kąpiel, do łóżek, zbiorowe czytanie i spać. A później już tylko chwila dla siebie, która najprawdopodobniej znów skończy się uśnięciem po przeczytaniu dwóch stron książki :/
Dobrze że chociaż dziewczyny mają codzienną porcję literek ^^ Jeśli Ktoś z Was szuka prezentu na zbliżający się wielkimi krokami Dzień Dziecka, gorąco polecam "Czarownicę piętro niżej" Marcina Szczygielskiego - niesamowity świat magii podrasowany świetnym humorem! - podczas dzisiejszego czytania dosłownie zrywałam boki :))) Co i rusz parskałam gromkim śmiechem, a razem ze mną Starsza. Młodsza w tym czasie była już w krainie Morfeusza ;)
Ale wracając do książki - jest to mój dotychczasowy absolutny nr 1 wśród dziecięcych książek! Po skończeniu lektury bardzo (!) chciałabym napisać o niej ciut więcej. 

A tu książkowe propozycje dla dużych dziewczynek ;) (dla panów w innym terminie)
Bo każdy z nas ma w sobie coś z dziecka ^^  Dlaczego więc nie mielibyśmy świętować i my, i zrobić sobie sami prezentu ... ?
Absolutne minimum dla makijażowych maniaczek!







Tu nie trzeba zachwalać. Tu fakty mówią same za siebie. Te z Was, które nie znają KatOsu, odsyłam na jej kanał makijażowy na YouTube. Jej instruktażowe filmiki mogłabym oglądać całymi dniami (na co niestety nie mogę sobie pozwolić!). Chapeau bas! 
A o dwóch pozostałych książkach już kiedyś pisałam tutaj .

Oczywiście w domu bałagan jak był, tak jest. Okien umyć na pewno nie zdążę - co to będzie ...?!! Co to będzie? Brudno będzie! :) Ale co ja poradzę na to, że dzień jest zbyt krótki, rzeczy do zrobienia tysiąc, a na stoliku leżą takie ciekawe lektury ... ? :))) Bałagan nie zając ... ;)

Miłego wtorku! :))))



21 maja 2013

Najmniejszy okruszek życia + wywiad z Katarzyną Rosicką - Jaczyńską

"Jestem tylko ołówkiem w ręce Boga."
Matka Teresa z Kalkuty

Bardzo bałam się tej książki. Zostałam nią poniekąd nastraszona - że "ciężka", że może to nie odpowiedni moment na jej czytanie ... , że dużo w niej Kościoła ... Byłam więc znacznie uprzedzona do jej zawartości. Tak przygotowana do lektury bałam się efektu "zdołowania", oraz religijnych wątków, których tak bardzo nie lubię w literaturze. Spodziewałam się męczącego umoralniania i cytatów z Biblii. Nic bardziej mylnego.

"Ołówek" bardzo mile mnie zaskoczył. To lektura obowiązkowa zarówno dla zagorzałego katolika, jak również dla wątpiącego ateisty (i odwrotnie). To książka dla każdego. To pięknie napisana historia kobiety, która dopóki choroba nie zapukała do jej drzwi, ścigała się z życiem, każdym nerwem pragnąc adrenaliny. Co czuje tak głodny wrażeń człowiek słysząc taki wyrok ... ? Gdy w jednej chwili cały jego świat legnie w gruzach? Co czuje taki człowiek przykuty do łóżka przez chorobę i całkowicie zależny od innych? Jak bardzo zmienia się wtedy jego życiowa hierarchia? Czy możliwe jest wtedy bezbolesne przewartościowanie życia? Ile i jakich pytań zada sobie, Bogu ... ?

Zdrowej osobie trudno ogarnąć ten temat ...

Autorka i zarazem główna bohaterka do ostatniej chwili nie poddała się i w niesamowity sposób zmagała się z chorobą. Zmagając się z wieloma utrudnieniami i przeciwnościami walczyła do końca. Nie mogąc współpracować z własnym ciałem, mając utrudnioną możliwość porozumiewania się z otoczeniem, napisała cudowną, poruszającą książkę. Mądrą, ciepłą, momentami żartobliwą lekturę - bo autorka potrafiła też śmiać się ze swojej choroby. Łzy wzruszania mieszają się tu z uśmiechem. Takie emocje towarzyszą poznawaniu historii Kasi.

Bez zbędnego pouczania, bez użalania się nad sobą i nad swym cierpieniem, Kasia w subtelny sposób pokazuje nam którędy droga. W swej książce opisuje niesamowitą miłość do życia i czerpanie radości z najmniejszych jego darów.

Z "Ołówka" bije zadziwiająca wola życia, która wielu z nas opuszcza z czasem tak błahych powodów. Szacunek do życia, wiara i siła - tego nam brakuje. Kasia swą postawą dopinguje nas do walki i daje nam wiarę, uczy pokory i szacunku do życia.

Książka dotykając tak bolesnej tematyki, nie barwi świata nurkującego w jej głębinach czytelnika na ciemne kolory. Wręcz przeciwnie ... Pokazuje światełko w tunelu. Daje wiarę, że nawet cierpienie ma sens.

W "Ołówku" odnalazłam swoje myśli i odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań.
To książka do której na pewno wrócę. Książka, której nie wyobrażam sobie nie mieć we własnej biblioteczce.
Napisać o niej, że chwyta za serce to za mało ...
Podjąć się jej charakterystyki, to jak porwać się z motyką na słońce ... Bo żadne skróty myślowe nie oddadzą tego, co przekazuje nam w "Ołówku" Kasia ... To po prostu trzeba przetrawić samemu. Słowo po słowie. Linijka po linijce. Pewnie wiele zależy od wrażliwości czytelnika ... Pewnie niewiele mniej od tego w jakim momencie życia akurat się on znajduje ... Nie mniej myślę, że to lektura obowiązkowa dla każdego. Nie wierzę, że można przejść obok tej książki obojętnie. Nie wierzę, że można nie dostrzec jej blasku. Uczmy się od tych, którzy mają nam coś do przekazania ... Szczególnie jeśli jest to tak wartościowa lekcja ...
Docenić najmniejszy okruszek podarowanego życia ... Najmniejszy ...








"Ołówek" Katarzyna Rosicka - Jaczyńska

Dodaję tu  znaleziony w Sieci wywiad z autorką.


19 marca 2013

Klub dyskusyjny

Posłużę się tutaj pewnym kolokwializmem ... Zaczęłam od d..y strony ... ;) Nie przeczytałam ani jednej z jej książek (zbieram się od jakiegoś czasu). Przeczytałam za to kilka ciekawych artykułów na jej temat. Zafascynowana jej osobą, jej poglądami, nie mogłam nie pójść na spotkanie autorskie z jej udziałem. Na 15 minut przed spotkaniem, prawie że w podskokach pobiegłam do Empiku po jej najnowszą książkę. Teraz już się zmobilizuję ... ^^ Tym bardziej, że wyczuwam chemię między mną, a jej literkami ;)
Mogłabym tak siedzieć godzinami ... , słuchać tego co, i w jaki sposób mówi, patrzeć na nią ... Uwielbiam mądre kobiety ... , kobiety z pasją ^^ Ona bez wątpienia do takich należy. Niezwykle ciepła i skromna. Niesamowicie ciekawa osobowość.
Jeśli tylko będziecie mieli możliwość ... , koniecznie udajcie się na spotkanie z Sylwią Chutnik!











Sylwia to kulturoznawczyni, świadoma feministka, absolwentka Gender Studies (studiów nad kulturowym znaczeniem płci) na UW. Prezeska Fundacji MaMa działającej na rzecz poprawy sytuacji matek w Polsce. Należy do Porozumienia Kobiet 8 Marca. Pisarka i felietonistka. Przewodniczka miejska po Warszawie - oprowadza po autorskich trasach śladami wybitnych kobiet. Autorka powieści "Kieszonkowy Atlas Kobiet"(Ha!Art 2008), "Dzidzia" (Świat Książki 2009), "Cwaniary" (Świat Książki 2012) oraz książki "Warszawa Kobiet" (Biblioteka Polityki, 2011), "Mama ma zawsze rację" (Mamania 2012) i "Proszę wejść" (Nowy Teatr 2012). Twórczyni sztuki "Muranooo" (Teatr Dramatyczny w Warszawie) oraz "Aleksandra" (Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu). Laureatka Paszportów Polityki 2008 (literatura). Nominowana do Nagrody Nike 2009.

Tu  możecie ją troszkę poznać :)

Po raz pierwszy żałuję, że nie mieszkam w W-wie ;) Mimo że feministka raczej ze mnie marna, to poszłabym z nią na niejedną manifę :)

17 lutego 2013

Głód czytelniczy

Ostatnio strasznie brakuje mi czytania. Potrzeba pochłaniania literek aż ssie od środka ...
Czasu oczywiście brak. Jakże by inaczej ... :/ Wykorzystuję więc na lekturę każdą wolną chwilę. Dosłownie każdą! Wszędzie taszczę ze sobą opasłe tomiska - bo nigdy nie wiem kiedy przytrafi się wolna chwilka. Choćby jedną stronę, choćby dwie ... Bo to o jedną , dwie strony bliżej zaspokojenia czytelniczego głodu ... Czytam w poczekalni u dentysty, tam gdzie król piechotą chodzi ;) , czytam mieszając w garnku, zdarza się, że podczytuję też w pracy ;) Z przyzwoleniem szefowej ... No powiedzmy, że z przymknięciem przez nią na tę sprawę oka :D Późną nocą, gdy dom wypełnia błoga cisza, również funduję sobie krótki seansik. Nie oszukujmy się - bardzo szybko "odpadam", więc następnego dnia znów nie marnuję żadnej cennej minutki!
Odłożyłam na momencik Wiśniewskiego, gdyż w międzyczasie uświadomiłam sobie, że przetrzymałam książkę z biblioteki :/ Na szczęście nie zwróciłam jej z powrotem, tylko postanowiłam zrobić do niej drugie podejście ... - przy pierwszym nie przekonała mnie do siebie. Zaraz wyjaśnię dlaczego ...
W ten sposób obecnie pochłaniam "Czarownice z Salem Falls" Jodi Picoult!  Wspominałam już o tej książce tu i przyznaję się bez bicia, że dopiero teraz przyszła na nią pora :/
Dopiero co zaczęłam moją przygodę z tą autorką, a już wiem, że nie zakończy się ona na tej jednej książce. Jeśli tylko każda z jej powieści napisana jest w podobnym stylu - nie ominę żadnej.
"Czarownice ..."  to wartka fabuła napisana bez przynudzania i zbędnych opisów - czyta się ją lekko i przyjemnie. To bardzo poruszająca i ciekawa historia, trzymająca cały czas w lekkim napięciu. Nic nie jest tu oczywiste, każdy fakt jest zaskoczeniem i kolejnym ciekawym, niespodziewanym wątkiem. Aż korci by zajrzeć na ostatnie strony by zobaczyć w jakim kierunku zmierza akcja ;)
Autorka budzi w czytelniku ogromne emocje. Wzrusza dotkliwie - gula w gardle ściska co kilka stron. Z początku wydawało mi się, że to książka nie dla mnie (nie dla miękkiej kaczuszki ;), ale cieszę się, że brnęłam dalej i mogłam zmienić zdanie ... Nie wiem gdzie tkwi sekret tej pisarki ... Nie zagłębiłam się w jej życiorys, ale muszę przyznać, że jestem go bardzo ciekawa. Autorka opisuje ciemne zakamarki ludzkiej duszy w tak ciekawy i dogłębny sposób ... Opisuje bolesne problemy tak, że czytelnik z łatwością wczuwa się w sytuacje bohaterów, w ich problemy - wchodzi w ich skórę, a ich cierpienie i smutek są wręcz namacalne ...
Czytając "Czarownice ..." dociera do mnie jak maluczkie są moje problemy ... i zaczynam inaczej postrzegać to, co posiadam ... Myślę, że właśnie takiej lektury było mi trzeba. Jestem dopiero na 116 stronie, a już wiele się z niej nauczyłam ... Nie napiszę tu czego konkretnie ... To zbyt osobiste. Wiem, że wybaczycie ;) Zresztą myślę, że każdy znajdzie w niej coś innego ... Ale pisarka do pewnych refleksji i przemyśleń skłania bez dwóch zdań.
Gdzieś przeczytałam, że powieści Jodi Picoult nie zbierają kurzu na nocnym stoliku ... Nie sposób nie zgodzić się z tym stwierdzeniem :)

Na swoją kolej czekają ... (kolejność nie jest przypadkowa):
- Katarzyna Michalak - "Mistrz"
- Katarzyna Rosicka-Jaczyńska - "Ołówek"
- Katarzyna Grochola - "Houston, mamy problem"
Same Kasie! :))
- no i oczywiście rozpoczęty już Wiśniewski - jak zwykle pan Janusz nie zawodzi - interesująca historia ... , ciekawi mnie bardzo jej zakończenie!





21 listopada 2012

Z rumieńcem na twarzy 2

Dziś znów się nie wyśpię ... Druga część Greya wciąga jeszcze bardziej niż pierwsza (jest bardziej przyziemna :)! Nadal Harlequin, ale jaka moc ;)! Gdyby tylko nie morzył mnie sen, czytałabym całą noc. Nawet mi się zrymowało! :)
I spieszę potwierdzić, że to nie książki dla panów. Przynajmniej nie dla mojego! Oczywiście (jak dobrze przypuszczałam!) nie wciągnęła go historia romansu Any i Christiana. Czyta, ale robi to bez przekonania (bez rumieńców na twarzy :).
Stosik wciąż rośnie i rośnie ... Za sprawą zielonych-butów wybrałam się do biblioteki i zdecydowałam na "Czarownice z Salem Falls" Jodi Picoult. Nie znam żadnej książki tej autorki i dlatego jestem jej strasznie ciekawa. Gdy tylko zacznę czytać, dam znać czy warto.
A przy łóżku wśród naszych lektur coraz częściej znajduję książki Starszej i Młodszej, które to chyba podpatrując nas, upatrzyły sobie nasz ulubiony kącik czytelniczy :)) I tak z naszymi książkami aktualnie miesza się "Koszmarny Karolek" Starszej i "Plastusiowy pamiętnik" Młodszej :)) Lubię to wymieszanie ...

 


Wracam do przerwanej lektury :) 
 

30 października 2012

Z rumieńcem na twarzy

 

 

W ciągu dnia tęsknie spoglądałam w jej kierunku. Nic z tego. Brak czasu skutecznie utrudniał mi jej czytanie. Książka, o której mowa należy do gatunku tych, co to nie dośpię, ale przeczytam jeszcze kilka stron. Kończyło się na tym, że spoglądałam na zegarek i zdziwiona stwierdzałam, że to już trzy godziny minęły mi na czytaniu, a zegar wskazywał godzinę drugą w nocy. Gorzej jeśli dodatkowo zapomniałam przestawić zegarek (zmiana czasu!) i rano budzik dzwonił godzinę przed rzeczywistym czasem (tak, tak - zdolna jestem! ;).
Dawno nie czytałam czegoś, co tak skutecznie pochłaniałoby mnie i mój czas. Na czytaniu "Pięćdziesięciu twarzy Greya" czas płynie błyskawicznie. Starałam się je sobie dawkować (by choć trochę się wyspać i by nie skończyć zbyt szybko - druga część trylogii E.L. James w listopadzie!), ale ciężko mi to przychodziło. Sami spróbujcie ... A raczej same spróbujcie, bo wydaje mi się, że to raczej książka dla pań. Chociaż mogę się mylić. Dziś zamierzam to sprawdzić - Pan Poślubiony zostanie poddany próbie ;)
Czytana z wypiekami na twarzy, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, nie sposób oderwać się od niej. Gorąco polecam :D!

 


 


P.S. Czytana przez Małgosię Sochę późnym wieczorem w radio Zet.

 

23 września 2012

Spotkanie z książką

Porządków w szafach oczywiście nie zrobiłam ... Remontu też nie było - fachowcy nie dojechali, cała akcja została przełożona na poniedziałek. Większość weekendu spędziłam przy garach, przyrządzając nasze ulubione smakołyki (czasem tak mnie najdzie ... ;) Na szczęście nie tylko na pichceniu minął mi czas.
Choć uwielbiam czytać, to sto lat nie byłam w bibliotece. Ostatnio jakoś za czasów studiów. Od tamtej pory korzystałam z zasobów domowej biblioteczki, wymiany rodzinno-koleżeńskiej i otrzymanych prezentów. Natomiast już od początku wakacji planowałam wycieczkę zapoznawczą dla moich dziewczyn. Oczywiście wyleciało z głowy! Wczoraj to nadrobiłyśmy. Zapisałyśmy się do biblioteki :). Starsza potrzebowała lektury, której w bibliotece szkolnej zabrakło, więc wybraliśmy się do nowo otwartej niedaleko nas. Dziewczynom bardzo spodobało się nowe miejsce, każda wybrała coś dla siebie. Starsza już troszkę obeznana z tematem ciekawie przeglądała półki. Młodsza jakby wyczuwając powagę sytuacji, początkowo z przejęciem i prawie że z wypiekami na twarzyczce, nie mogła zdecydować się co do wyboru książki. Potrzebna była moja mała pomoc. Już po chwili śmielej i odważniej wertowała biblioteczne zbiory. A mnie przypomniało się jak przyjemnie jest w takich miejscach :)) Ten specyficzny klimat i zapach starych książek ... Miejsce z duszą. Na pewno będziemy zaglądać tu regularnie. Mam chrapkę na "Prawidła życia" Janusza Korczaka.











29 sierpnia 2012

Leniwy nocny marek

Ostatnio nie mam weny do prac domowych. Wracam do domu późno i ograniczam wtedy listę obowiązków do koniecznego minimum. Nadrabiam późnymi rankami, przed wyjściem z domu. Ale widzę ogrom zaległości i powoli zaczyna mnie to przerażać (!). Niestety nie ma mocnych, nic na siłę. Nie lubię do niczego się zmuszać. Mam swoje zasady - za bardzo lubię sprzątać (naprawdę lubię!), by robić to bez przyjemności i z przymusu. Czekam więc aż wena wróci, a wtedy z "siłą wodospadu" wszystko nadgonię :D. Jak zawsze. Niestety już tak mam - albo robię za dużo albo za mało (cały czas mam na myśli obowiązki domowe :), jakoś nigdy nie chce się to wypośrodkować. Mimo to zarywam nocki (coś ostatnio potrzebuję mniej snu). Z tego powodu mam małe wyrzuty sumienia ... że zamiast jeździć na ścierze, co wtedy robię? Jedyne do czego jestem w stanie się zmusić to trening (to akurat jest w porządku). No i jeszcze, gdy już wszyscy domownicy śpią, czytam. I to co! Wciągnęło mnie, ba! zassało. W końcu tematyka damsko - męska, więc nie ma co się dziwić. Recenzowanie nie ma tu sensu, po prostu trzeba te książki przeczytać, każda z płci oba egzemplarze. Pan Mąż czytał bardzo chętnie, a jest raczej przeciwnikiem "takich" książek. Zarówno panie jak i panowie mogą z nich dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o sobie nawzajem. Polecam!