Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty

7 marca 2017

Młodsza - 9.

     




Stęsknionych i najwierniejszych czytaczy (co to wciąż tutaj zaglądają, choć Matka długo i bez żadnych wieści milczy), Górkowa Matka zaprasza na swój instagram.*

/jejciu, rety, się porobiło!
 gdzie to ją pognało?! - podnosi lament złośliwy jak zawsze narrator/

Łatwo ją tam znajdziecie ;)



*Komputer Górkowej Matki to prawdziwie stary pryk. Słownik podkreśla jej na czerwono słowo instagram, sugerując zamianę na pentagram (!).
Albo to raczej z samej Matki stary pryk ... , skoro słownictwo owe tak późno wprowadza w komputera obieg, i skoro dopiero poznaje przez innych dawno już obeznane zasoby internetów.
Technika nigdy nie była Matki mocną stroną.



15 grudnia 2016

15 grudnia # kalendarz adwentowy


"Wyślij świąteczne kartki. Już czas!"

Tiaa, jasne!

Niniejszym Górkowa Matka donosi! Nie jest rzeczą możliwą pogodzić: pracy (w stopniu grudniowo natężonym), obowiązków domowych, szkoły, zadań domowych, modlitw do opanowania pamięciowego (dziecię komunijne), zajęć pozalekcyjnych (wcale nie licznych), przedświątecznych przygotowań, zadań adwentowych, zarwanych nocy i rorat o 6.30. Chyba że kto ma dobę z gumy (albo łyka jakie wspomagacze).
Co tu dużo ściemniać, że wyrabiamy ... Ano nie wyrabiamy! Ani z kalendarzem (mimo że zadania w tym roku mało absorbujące, tak że na prostsze już podmienić nie można), ani z porządkami, ani nawet z obiadem na czas - ledwo co. Grudzień jak co roku chodzi własnymi ścieżkami. Pisze się jak chce, za nic mając Matki plany i zamiary.
Z ręką na sercu: Górkowy harmonogram sypie się od dobrego tygodnia. Świąteczny film wcale nieobejrzany (jedynie zaplanowany), Robótka niedokończona (więc i dziś nie wysłana), świąteczne kartki dla najbliższych nawet nie wypisane, kilka prezentów wciąż niekupionych, a Górkową Matkę dopadło jakieś przesilenie, zasypia z kurami, a rano z łóżka ledwo zwlec się może. /Dobrze że przezornie podgoniła co nieco w listopadzie./
Im bardziej Matka chce  by wyszło, tym bardziej wali się jej dzień cały.
Z tego to powodu nerwowość wkradła się do domu na Górce.
Matka szuka ukojenia. Weekend idzie. Matka ma z nim związane poważne plany. Zaległe zadania podgoni, a jedno z zadań weekendowych podmieni jak nic na "SPA domowe" - będzie się wylegiwać z córami z maseczką na twarzy, balsamem wtartym w coraz dłuższe rude pukle, nogami wysoko na poduszkach ułożonymi, z pilotem od tv w jednej ręce,  z gorącym kakao z pianką w drugiej i z błogim uśmiechem na twarzy. Może se nawet panny pazury wymalują ... A co! U stóp. Bo u rąk to szkoda zachodu, gdy i tak zaraz lakier zlezie przy rychłych dalszych porządkach.
Na ten jeden wieczór Matka postara się wyłączyć w głowie tryb głośnomówiący o tym co to jeszcze przed  świętami ona zrobić musi. Będzie delektować się chwilą, sączyć niespiesznie kakao (tudzież inne napoje - wyskokowe?) i zbierać siły na ten ostatni tydzień. 
Tydzień! Dacie wiarę? Kiedy to zleciało?????
Choćby nie wiem jak było ciężko ... choćby ciężej niźli w dobiegającym właśnie finiszu tygodniu ... choćby powieki opadały, a ręce z bezsilności opadały ... Matka KOCHA ten czas. Jak nic innego w grudniu. Cały rok na niego czeka. Nie na święta same. WCALE NIE. Tylko na to co PRZED właśnie. Na to wyczekiwanie, szykowanie, spiskowanie ... , na tę całą otoczkę.
A jeśli by nawet zdarzyło się Matce o tym zapomnieć, to ma ludzi od tego by jej o tym co ważne przypomnieli ...
I dziś z rana takie właśnie Matka życzenia urodzinowe dostała:

"Droga Kamilko, mimo że dzień ma tyle trosk - uśmiechnij się! I przypomnij sobie, że jesteś z tych którzy szczęście wdychają z powietrzem ... "

Ekarteczka prosto z zagramanicy. Od Agnieszki. Dzieli ją z Matką (tysiące?) kilometrów, widują się rzadziej niż by wypadało, a zupełnie jakby w myślach Matki czytając, ujęła sedno sprawy dosadnie. Wzruszyła się Matka jak to tylko ona wzruszyć się potrafi. Swoje dołożyło te 35 lat co jej dzisiaj strzeliło na karku. Wcale jej ich nie żal. Niecierpliwie czeka na te, co wciąż przed nią. Ale świadomość upływającego czasu, w tym dniu w roku, zawsze sprawia, że jakoś tak same wilgotnieją oczy ...  


Żłóbek pojawił się na Górkowym pięterku. Jeszcze pusty. Czeka na narodziny dzieciątka.



Jezusek, co to mu się zeszłej zimy potłukło, po czym został pieczołowicie sklejony, teraz w zacnym miejscu czeka na swe narodziny.
Młodsze dziecię tak go ugościło.
Schronienie mu dało na ten czas szalony.
Nie wiem tylko czy Jezusek po takich wygodach, będzie chciał na powrót do żłoba wrócić.


Jezusek w domku dla lalek. Pościel wraz z szydełkową narzutą - hand made by Górkowa Matka we współpracy z zeszłorocznym Mikołajem :)


Póki co widać, że Jezuskowi aż za dobrze i ani myśli zmieniać lokalizacji.
Zobaczymy.
Może da się namówić i udobruchać jakimś pierogiem z wigilijnego stołu ...


7 grudnia 2016

7 grudnia # kalendarz adwentowy - J.

W kalendarzu karteczka specjalnie dla Niej:

"Dziś ty wybierasz zadanie." .

Bo dziś jej święto.
Ważne niesłychanie.
By w tym dniu było pięknie - Matka na głowie stanie.

Jak co roku, ta sama data przypomina o pięknych chwilach ...
Wraca się myślami do momentu gdy Jej życie się zaczyna.

12 lat temu o godz. 11.02 w szpitalu w Większym Mieście Górkowa Matka powiła swe pierwsze dziecię.
Córkę pierworodną.
A ilekroć tę chwilę sobie przypomni, to przecudne ciepło jej serce zalewa.
Szczęśliwość, radość, duma i ogromna miłość.


Góra z ulubionych 12 pączków dla wzruszonej jubilatki.


12 LAT mieć, to wielka rzecz.
Już nie dziecko, jeszcze nie podlotek.
Dorośleje w oczach.
Przemienia się.
Z pąka w KWIAT.
Są dni, że stanie przy mnie, a ja wpatrując się w nią myślę co w jej twarzy się zmieniło.
Rysy jakieś inne, czy to grymas nowy, bardziej dorosły, przemyślany...
Wyższa jakaś taka, jakby jej kto centymetrów w jednej chwili dołożył.
I ten but duży, co rozmiarem goni matczyny.
Dowcip jej się wyostrza. Sarkazm rośnie w siłę. Czasem aż bywa dla bliskich bolesny. Widzi to i z tym walczy.
Wrażliwa z Niej istota.
Tak łatwo Ją zranić.

J.
Piekielnie zdolna, ambitna, mądra, bystra.
Bardzo spostrzegawcza.
/W lot wyciąga wnioski./
Wiedzę przyswaja bez wysiłku.
Lubi się uczyć.
W szkole najbardziej lubi język polski i historię.
Najwięcej siedzi nad matmą.
Lubi sama dochodzić skutków i przyczyn.

Uparta.
Drażniąco pewna siebie i własnych racji. 
Zna swoją wartość i pilnuje swego miejsca w szeregu.
Nie da sobie w kaszę dmuchać.
Pyskata.
Lubi mieć ostatnie zdanie.
Odważna.
Zawsze z własnym zdaniem.
Nieszablonowym. Bo żadna z niej kalka otoczenia.
A przez to trochę samotny wilk.

Prawdomówna.
Dobra.
Koleżeńska.

Właścicielka najpiękniejszych włosów i najrozkoszniejszych piegów.
Wielbicielka kinderków i tylko tych pączków z budyniem, o których nawet w gorączce majaczy.
Zimą marzy o karkówce z grilla.

Wielka przeciwniczka porządków (nie mylić z porządkiem - ten bowiem lubi, jednak dobrze jeśli sama nie musi nad nim pracować. Nad jej łóżkiem w ramce wisi takie hasło: "Po co sprzątać? Skoro można zgasić światło.").
Obowiązki domowe ją brzydzą.
Szkoda jej na nie czasu.
A przy tym wszystkim schludna i obowiązkowa.
Że to się ze sobą nie kłóci  - matka nie pojmuje.
Lenistwo, lenistwo względem porządków zatem trzeba wciągnąć na niechlubną, lecz przykrótką listę wad jubilatki.

Gadżeciara z niej.
Lubi piękne przedmioty. Ku radości matki także te z duszą (nie tylko te na pełny połysk i z jabłkiem w logo).

Przed zaśnięciem musi mieć wymyziane plecki. Jak sama mówi, z tej rozkoszy " aż nóżka pod kołderką zaczyna jej chodzić".
 Wciąż śpi z Łatkiem (pluszowy piesek). Nie może go zabraknąć w żadnej walizce.
Uwielbia podróżować, zwiedzać, chłonąć to, co nowe.
W końcu jednostka autonomiczna - prawie bez smutku wytrzyma tydzień bez ojca i matki
(choć zaczątki wcale tego nie zapowiadały).

Bardzo chciałaby pięknie śpiewać. I wrócić do aktorstwa.
Scena ją kocha z wzajemnością.
J. nie wie co to trema.
Dla niej światła jupiterów, błysk fleszy i oklaski.

Kocha czytać książki i chodzić do kina.
Ogromna fanka Harrego Pottera, kronik Archeo, ... i wielu wielu innych.

Nie wie jeszcze czy zostanie pisarką, dziennikarką, aktorką czy może fotografem.
Uzdolniona technicznie - w lot chwyta wszelkie nowinki techniczne.
Bywa że udziela matce z informatyki korepetycji.
Uzależniona od gier The Sims i Minecraft.

Wrażliwa na czyjąś krzywdę i cierpienie.
Wzrusza się na widok staruszki czy porzuconego psa.
Niepoprawna psiara.
Jej ukochanym pupilem Maniek.
Zdjęcie jej autorstwa mówi wszystko.





Moja maleńka J.
Zlepek zalet i wad swoich rodziców.
Mój Świstak ukochany.
Moja duma i radosny promyczek słońca rozjaśniający każdy dzień.
Nigdy się nie zmieniaj!
Rośnij nam zdrowo!
Raduj serca dalej.


No i wymyśliła adwentowe zadanie.
Widząc swej szalonej matki styranie,
zgłosiła zadanie błache -
czytanie książki "opakiem".
/zmiana treści tak, by było jak najbardziej zabawnie;
fakt - dawnośmy nie praktykowały/



6 marca 2016

Osiem.

Wydaje się jakbym zaledwie wczoraj ocierała łzy rękawem pisząc Pięć.
Że zaledwie wczoraj piekłam ten tort.
Że zaledwie wczoraj pierwszy raz zaprowadzałam cię do przedszkola.
Że zaledwie wczoraj pokazywałam ci pierwszego kwiatka.
Prowadziłam przez park podtrzymując przed upadkiem.
Że zaledwie wczoraj tuliłam cię do piersi zachłannie zaciągając się twoim słodkim zapachem.
Że zaledwie wczoraj prawie na sygnale pędziłam do szpitala w Większym Mieście bojąc się co przyniesie noc.
Że zaledwie wczoraj dowiedziałam się, że oto jesteś pod mym sercem, że będziesz ... i zmienisz cały świat tak diametralnie i nieodwracalnie.
Nie ma ani grama przesady w stwierdzeniu że nie wiem kiedy minęło te osiem lat.
Wciąż bezskutecznie szukam w głowie tylu wspomnień.
Zupełnie jakby ktoś wymazał je z mojej pamięci gumką myszką.
Gdzie wspomnienie stuknięcia łyżeczki o pierwszy ząbek, gdzie twój pierwszy krok, ton płaczu, gdzie twoje miny, gdzie zwyczaje...?
Gdzie ulubiona zabawka, która z bajek tą ulubioną? Czy kochając tak bardzo, można być tak nieuważną? Może to wina życia chwilą ... Naszym tu i teraz, bez rozmieniania się na drobne ... Może to miłość aż na wskroś oślepia i odbiera rozum ... ? Ta miłość rodzi wciąż nowe strachy i drżenia serca. Drżeć będę o Ciebie już do końca mych dni. I kochać aż do utraty tchu, bezwarunkowo, nieopisanie, bez względu na wszystko. Kochać z uczuciem wręcz fizycznego bólu drążącego me ciało od środka. Aż do ściśniętego gardła i wilgotnych oczu. Jak kochać może tylko matka. Matka wariatka :)
Patrzę na twoje stare zdjęcia i nie dowierzam. Kiedy tak urosłaś? Kiedy tak ściemniały wcześniej prawie białe pukle? Kiedy poszarzały przejrzyście błękitne tęczówki? Kiedy wyostrzyły się rysy twarzy? Kiedy pulchne paluszki zastąpiły długie i smukłe palce?
8 długich lat zaklętych w tysiącach fotografii.
Uleciało mnóstwo wspomnień.
Z cudownych, wspólnych lat.
Dziękuję Ci za nie wszystkie.
Coraz niecierpliwiej oczekuję kolejnych.
Ciekawa jestem co też wyrośnie z tego wątłego ciałka wypełnionego po brzegi tak ogromną ufnością, miłością i wrażliwością.
Obiecuję być uważniejszą. Nigdy więcej nie gubić naszych wspólnych wspomnień.
A Ty, po prostu bądź szczęśliwą. Ciesz się każdą życia chwilą.







Samych pięknych chwil Kochanie ♥






6 marca 2015

6 marca

Dokładnie 7 lat temu, w pewnym szpitalu w Większym Mieście, Górkowa matka powiła we wcale niemałych bólach swe młodsze dziecię.
I od tego dnia jej życie miało już nigdy nie wyglądać tak samo ...









C.d. powyższej notki nastąpi.
Najpewniej nie prędko.
(Aktualizacja: bardzo nie prędko. Wena wyparowała. Czasu brak. Pilnie poszukuje się obu.)
O konieczną cierpliwość uprasza się.
;)

6 marca 2013

Pięć

Pięć lat temu przyszedł na świat Kalutek. Choć bardzo bym chciała, to niewiele pamiętam z naszych pierwszych wspólnych dni. Wszelkie ważne chwile zostały zatarte przez inne wspomnienia ... Bo inaczej wita się na świecie pierwsze dziecko i inaczej drugie ... Trudno ubrać to w słowa ... Ciężko opisać jak zmienia się wtedy nasz świat, jak zmienia się w naszej głowie obraz starszego dziecka ... Dziecka, które zostawia się w domu i do którego wraca się po kilku dniach patrząc na nie już innymi oczami ...

Bardzo boleśnie zniosłam uzmysłowienie sobie, że od teraz pierworodna jest Starszą ... Trudno odnaleźć się w tej nowej sytuacji. Pamiętam jak pierwszej nocy po powrocie z Młodszą ze szpitala, płakałam nad śpiącą Starszą. Patrzyłam na jej rączki i stópki, które jakoś dziwnie urosły przez te kilka dni naszej rozłąki ... Urosły już dawno temu, tylko ja cały czas widziałam w nich moją małą J. Tamtej nocy wydała mi się taka duża przy słodko śpiącym za ścianą noworodku. To było piorunujące doświadczenie. Porażająco przygnębiające. Poczułam się wtedy, jakby gdzieś uciekł mi moment, w którym ona urosła - jakbym wróciła po kilku latach nieobecności, jakbym coś straciła ... I straciłam. Moją maleńką J.

Teraz myślę, że wtedy po prostu bałam się o Starszą, o to jak sobie poradzi z naszą nową rzeczywistością. Bałam się także o to jak ja sobie poradzę ... Czy będę umiała dzielić sprawiedliwie mą matczyną miłość ... I pamiętam, że czułam się winna. Tak. Winna, że od tej pory Starsza będzie mnie miała mniej tylko dla siebie ... Bo przecież to naturalne i nieuniknione. Wiem, że to głupie. Ale tak było. I tak jest do tej pory ... Ciągły strach i czuwanie, by okazywać miłość po równo ... Ciągłe pilnowanie by dzielić się sobą z nimi w podobnych proporcjach ;) I dwa zupełnie inne modele wychowywania, dwa zupełnie inne podejścia. Myślę, że ten pierwszy schemat już nigdy nie jest do powtórzenia. Bo raz, że doświadczenie ... , a dwa że później swój czas trzeba dzielić na pół ... Nie jest to łatwe. Wyrzuty sumienia pojawiają się co i rusz ...

Nie wiem kiedy minęło te 5 lat! Mam wrażenie, że Młodsza wychowywała się tak samoczynnie, bez mojego udziału, na pewno bez zbędnego strachu i bez rodzicielskiej nadgorliwości (tak jak to było w przypadku Starszej), bez rozczulania się. Wprawieni w boju przy pierwszym dziecku, odpuściliśmy przy drugim ... i poszło sprawniej ;).

Młodsza. Moja słodka Przylepka. Mój Ocean Wrażliwości ^^ Choć wszyscy dookoła zgodnie twierdzą, że jest rozpieszczona, to guzik-prawda! Ona już taka jest. Nadwrażliwa, z muchami w nosie, przyklejona do maminej spódnicy i zapatrzona w starszą siostrę. Dwie zupełnie różne osobowości ... Każda równie mocno kochana ^^

Samych pięknych marzeń do spełnienia Kochanie :*






15 grudnia 2012

30 z groszami

Dziś kończę 30 ... ileś tam lat ;)))))))))))))))))))))))) 

Pisząc tego posta jednym uchem słucham jednego ze starych odcinków "Rodzinki.pl". "Jak człowiek nie ma marzeń to już jest koniec."- stwierdziła Marysia. Natalia mówiła o swoich spełnionych marzeniach. Mam z nią dużo wspólnego. I moje największe marzenia już się spełniły. Mam wspaniałą rodzinę, mam dwie cudowne córki (inteligentne, rozsądne, z poczuciem humoru, ...), mam cudownego męża i wspaniałą przyjaciółkę. I myśląc o tym wzruszyłam się jak Marysia ... , tylko że w puencie nikt nie beknął w tle ;)

Uwielbiam takie niespodzianki ... Gdy ktoś wie, że nie po drodze mi do IKEA, a marzę o TEJ konkretnej latarence, nie innej, tylko właśnie tej ...  ;) Gdy ten ktoś o tym pamięta, gdy ten ktoś celowo dubluje marzenie ... ^^ Ona. O niej będzie następny post.









I lubię pić piwo z przyjaciółmi do późnych godzin nocnych ... I mam nadzieję, że nie doskwierał im za bardzo brak stołu ... ;) Że podłoga nie była za twarda ... I mam nadzieję, że to wypite piwo nie ma wpływu na chaotyczność tego posta ;D 

Dobranoc :*

7 grudnia 2012

Osiem

Osiem lat temu przyszedł na świat mój ukochany świstak. Bardzo kudłaty łebek przypominał sierść tego zwierzaka i długo właśnie tak ją nazywaliśmy :). Ona, jej zapach, dotyk ciepłych łapek, miękkość włosków i ten ogrom uczucia, które swą wielkością unosi, a zarazem przytłacza. Bo nie wiedziałam, że można aż tak kochać ... Tak bezwarunkowo, tak po prostu, bo oto jest. Pierwsze dziecko. Nigdy nie zapomnę tego dnia ... ^^ Gdybym miała wybierać, to był to zdecydowanie najpiękniejszy dzień w moim życiu ... Nie do powtórzenia.