Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty

21 marca 2016

Na dobry tydzień # 6

Tadzio poskarżył katechecie:
- W Zaduszki ksiądz groził ludziom tak, że musiałem uciec z kościoła.
- Jak to groził?
- Mówił "ZA DUSZĘ HENRYKA", "ZA DUSZĘ ANDRZEJA", "ZA DUSZĘ MACIEJA"... Bałem się, że i mnie zadusi.


***

Zdenerwowana pani od polskiego pyta Julka, który znów nie przygotował się do lekcji:
- Czy ty wiesz, kto to Mickiewicz i Słowacki?
- A pani wie, kto to Mały i Zyga? Nie? To niech mnie pani swoją bandą nie straszy.



***

- Olu, podaj przykłady zaimków.
- Kto? Ja?
- Bardzo dobrze, piątka.


***

Katecheta pyta jaki jest najradośniejszy dzień tygodnia dla prawdziwego chrześcijanina.
- Piątek wieczór? - upewnia się Grześ.




20 kwietnia 2015

Na dobry tydzień # 4


Na lekcji pani pyta dzieci o ulubione kwiaty.
- Jaki jest wasz ulubiony kwiat?
- Ja najbardziej lubię róże - wyrywa się do odpowiedzi Kasia.
- Dobrze Kasiu, to napisz tę nazwę na tablicy.
- To ja jednak wolę maki.



jeszcze zimowa (czyt. drukowana) laurka by Młodsza

♥♥♥


13 kwietnia 2015

Na dobry tydzień # 3


Dzieci robią na wuefie "rowerek". Wszyscy wykonują ćwiczenie
tylko Jaś położył się na plecach i trzyma nieruchomo nogi w górze.
- A ty co? - pyta nauczyciel.
- Jadę z górki ...


Nauczycielka oddaje Jasiowi zeszyt z wypracowaniem domowym i mówi:
- Same błędy! Znów niedostateczny!
Jasio mruczy pod nosem:
- Biedny tata ...


Informatyk dostaje urodzinowy prezent. Otwiera, patrzy, a tam pendrive.
Po chwili mówi:
- Dziękuję za pamięć.


Do kawiarenki internetowej wchodzi mężczyzna i pyta:
- Czy są jakieś wolne komputery?
- Nie, mamy tylko szybkie. 


 Jaś wybrał się z kolegą do teatru.
Kolega przegląda program i mówi:
- Wiesz ... Drugi akt tej sztuki rozgrywa się po pięciu latach.
- Ale bilety zachowują ważność???


Szatnia w teatrze.
-Proszę powiesić mój płaszcz.
- Nie powieszę. Nie ma pan wieszaczka.
- To za kaptur pan powiesi.
- Nie powieszę. Nie ma pan wieszaczka!
- Ale zaraz zacznie się  przedstawienie!
- Nie zacznie. Proszę spojrzeć - tam siedzą aktorzy i przyszywają wieszaczki.

 :)))

30 marca 2015

Na dobry tydzień # 2


- Jasiu, dlaczego śpisz podczas lekcji?
- Wcale nie śpię, proszę pani.
- W takim razie powtórz moje ostatnie pytanie.
- "Jasiu, dlaczego śpisz podczas lekcji?"


Lekcja w szkole jaskiniowców.
Nauczycielka wykuwa na kamiennej tablicy: 2+2=?
i do odpowiedzi wzywa Jasia.
Ten nie wie, co powiedzieć.
Nagle słychać huk i w powietrze wzbijają się tumany kurzu. Nauczycielka pyta surowo:
-Dzieci! Kto rzucił ściągę?!


- Szeregowy, czy coś was boli?
- Tak, ucho środkowe, panie sierżancie.
- Bzdury gadacie! Ucho jest lewe albo prawe.


Obcokrajowiec idzie po zakupy do osiedlowego sklepu spożywczego:
- Dzyń dobly, ci jest mąka?
-Nie ma mąka - głośno i wyraźnie odpowiada sprzedawczyni.
Obcokrajowiec wpatruje się w ekspedientkę i kiedy ta już chce mu zacząć tłumaczyć na migi, pyta niepewnie:
- A ciemu pani uziwa mianownika zamiast dopełniacia ... ?

;))


23 marca 2015

Na dobry tydzień ;)


Mały mól pierwszy raz samodzielnie wyleciał z szafy, zrobił rundkę po pokoju i wrócił na płaszczyk.
 - Jak poszło? - pyta stary mól.
- Chyba dobrze ... - odpowiada maluch -
- wszyscy klaskali.


- Grzesiu, umyj ręce przed wyjściem do szkoły!
- Po co? Przecież nie będę się zgłaszać do odpowiedzi!


Na lekcji.
- Jasiu, powiedz nam jak wygląda kaczka.
- Kaczka wygląda oczami.
 


Nauczycielka do Jasia :
- Gdzie podpisano Traktat Wersalski ?
- Na dole strony, pod tekstem.


- Jasiu gdzie leży Australia ? - pyta nauczycielka.
- Tam gdzie zawsze, proszę pani.


Z ziemi wystaje dżdżownica, a tuż obok - druga.
- Dzień  dobry!
- No co ty ?
Własnego ogona nie poznajesz ?



Wchodzi kurczak do łazienki a tam ...
wszystkie kurki zakręcone!


:)))))))))

Źródło "Świerszczyk"*



* Wielbione przez nas już od wielu, wielu lat czasopismo ^^ A uwielbienie owe przechodzi w Górkowej rodzinie z pokolenia na pokolenie. Do dnia dzisiejszego nie wybaczono seniorce rodu haniebnego czynu jakiego dokonała u schyłku ubiegłego tysiąclecia ... Czystek poczynionych na stryszku w domu na górce, konkretnie - spalenia zabytkowej kolekcji "Świerszczyka", całego piętrzącego się stosu, własności rodzonych córek!


6 lutego 2015

Upadek dobrego chrześcijanina*

Zwykły dzień z życia pewnej klasy.
Czwartkowa lekcja religii.
Katecheta (bardzo przykładnie i poważnie traktujący swoje obowiązki)  przez całą godzinę lekcyjną próbuje w jak najciekawszy sposób przekazać młodym ludziom jak ważne jest bycie dobrym chrześcijaninem. (Z racji własnych obserwacji z szerszym potraktowaniem tematu nie używania wulgaryzmów.)
IVa niestety do grzecznych nie należy.
Aniołków w niej niewiele. Diabełków natomiast co niemiara.
Trudno tu o posłuch.
Warunki do prowadzenia lekcji spartańskie (bynajmniej nie ze względów lokalowych).
Uczniowie jak zwykle pochłonięci są rozmowami, ci dyskretniejsi zaś pisaniem i rzucaniem do siebie liścików.
Klasowy błazen skutecznie skupia na sobie uwagę wszystkich. A to co w tym celu wyczynia nie nadaje się na tutejszą publikację.
W pewnym momencie między chłopcami wybucha bójka. (W sumie nic nowego. Dzień jak co dzień i nie powinno to już nikogo dziwić.)
Hałas, harmider, głowa boli.
Jakże magiczna cisza musiała nastać w klasie po niekontrolowanym krzyku wydobywającym się z gardła katechety:

-K..wa! Mam was już wszystkich dosyć!





 * Przy całej sympatii i współczuciu należnemu poległemu katechecie, całe zdarzenie śmieszy mnie okrutnie :)))

13 sierpnia 2014

Mniejsze Miasto w krzywym zwierciadle

Mniejsze Miasto porasta swymi zabudowaniami spore wzniesienie. Niegdyś bardzo gęsto zalesione, teraz będące głównie skupiskiem drzew owocowych.
To miasteczko czereśniowych sadów doczekało się już nawet książkowych wzmianek i opowieści. Bo okazuje się, że dla niektórych może być ono urokliwą mieściną godną takiegoż wyróżnienia, tudzież spisania na jego tle dziejów swego rodu.

To cicha i spokojna mieścina. Idealną ciszę przecina jedynie jednostajny pomruk samochodowych silników przejeżdżających głównymi ulicami miasta, z rzadka (ze wzmożoną siłą wieczorową porą) zawarczy jakiś skuter lub hamulcami zapiszczy i smród spalonej gumy po sobie zostawi zbłąkany dawca organów.
Bywa że ciszę dnia znienacka zakłóci przeraźliwe wycie syreny strażackiej. Poczucie grozy potęguje fakt, że rozchodzi się ono tuż za rogiem i świdruje powietrze rosnącymi decybelami.  Z rzadka da się słyszeć odgłos pędzącej w oddali karetki, pojawiający się nagle nie wiadomo skąd krótki sygnał policyjnej syreny, częściej pojedyncze okrzyki, krótkie pozdrowienia, czyjeś nawoływanie, urwane fragmenty rozmów tuż za oknem (uroki domostwa przy samej ulicy - dobrze, że chociaż tej bocznej, mało ruchliwej...).
Nie uświadczysz tu głośnej komunikacji miejskiej, linii podmiejskiej czy tramwaju. Z rzadka mignie autobus lub przewoźny busik.
Czyli całkiem normalne podrzędne miasteczko.

W samym jego sercu tętni życie miasta. A tym życiem stały komplet miejscowych pijaczków okupujących od wczesnych godzin porannych po wieczorny mrok rynkowe ławeczki.
Jak w każdej tego typu mieścinie tak i tu mieszkańcy karmią się co większą sensacją. Jakiś romans,  rozwodzik, czyjś odwołany ślub (o, to przede wszystkim!) - tym tu się żyje (!). Od sensacji do sensacji. Lub jak kto woli od niedzieli do niedzieli - czyli od jednej kościelnej rewii mody do drugiej.

W tymże sercu miasta, mniej więcej (mniej lub więcej) na samym szczycie wzniesienia mieści się nasze domostwo. Z jednej jego strony kościół wraz z okalającym go słynnym już ryneczkiem z przylegającą doń biblioteką i marnymi sklepikami,  komisariat policji i placówka służby zdrowia, dalej po omacku odrestaurowany park wraz z zacnym Miejsko - Gminnym Ośrodkiem Kultury, bank, budynek gminy, poczta, mały targ, na którym codziennie wystawiają na sprzedaż swe produkty okoliczni rolnicy, kilka sklepowych pawilonów, trzy domy weselne, trzy apteki oraz kilka supermarketów drugiej kategorii.  Z drugiej zaś strony budynek Ochotniczej Straży Pożarnej, piekarnia, mini-księgarnia, pizzeria ...  Na obrzeżach miasta cmentarz, osiedle domków jednorodzinnych,  szkoła podstawowa, gimnazjum. Ot i cała mieścina.

Żyje się tu spokojnie, by nie nazwać rzeczy po imieniu ... nudno.

W Mniejszym Mieście czas odmierza zegar na wieży kościelnej. Żaden kwadrans ani godzina nie umknie jego uwadze i skrupulatnej rachubie. A i każdą porę dnia przydzieloną mu melodią sumiennie ogłosi.  I tak wczesnoporanną ciszę przetnie trąbka zawodząca na potęgę w nutę "Kiedy ranne wstają zorze", południe "Anioł Pański" nakreśli, a koniec dnia w godzinę śmierci papieskiej mieszkańcom "Barka" obwieści.
W okolicach kluczowych katolickich świąt ku radości mieszkańców repertuar ulega lekkim modyfikacjom. Da się wówczas słyszeć kolęda jedna z drugą.  Klimat zdecydowanie milszy uchu.

Niedziela.
Mój cotygodniowy jednodniowy weekend.
Budzi mnie nawoływanie kościelnych dzwonów. Na mszę wierni! Zasypiam. Zanim wywlekę z łóżka swe leniwe ciało jeszcze parokrotnie z ramion Morfeusza wyciągnie mnie dochodzący zza okna, jak zwykle niezwykle podniosły i zbolały ton kazania naszego proboszcza, od którego to niezmiennie moja skóra cierpnie, a mózg robi się senny.
Wreszcie udaje mu się ściągnąć na mnie wyrzuty sumienia.  Zwlekam swe cztery litery i wspólnie podążamy nieśmiało w stronę kuchni. Nie uskuteczniając przy tym pustych przebiegów, zabieram ze sobą po drodze kilka pustych kubków, bezwiednie niczym pies Pawłowa uprzątam ogólny drobny bałagan.
Dzień bez kawy dniem straconym. Kiedy czajnik zaczyna przyjemnie szumieć, kątem oka dostrzegam frustrujące jak zwykle śmieci. Nie pozwalając sobie na grzeszne lenistwo, postanawiam zrobić z tym czym prędzej porządek.

Miejsce akcji - oblane ostrym słońcem przydomowe podwórko.
Czas akcji - niedzielne przedpołudnie, dla niektórych zaś (tych zmęczonych całotygodniową harówą)  wczesny ranek.
Wynosząc śmieci staję oko w oko ze wzmożonymi słońcem objawami alergii. Prychając, pociągając nosem i kichając na potęgę, witam się jak zwykle radośnie z Mańkiem. Po rozprawieniu się ze śmieciami i entym kichnięciu, mam serdecznie dosyć i zaczynam kierować się do zaciemnionego domostwa. Wtedy to do moich uszu dociera chrypliwe i głośne:

-Tak się kicha na kielicha!!!

dochodzące zza płota.
To sąsiad zza wschodniej granicy. Sąsiad z więzienną przeszłością,  z ponoć licznymi układami z mafią (ludzie gadają), bawiący się w szmugle i inne podejrzane interesy, niezwykle rozrywkowy stary kawaler, lubiący się napić i niestety nie znający w tym temacie umiaru. Recytujący z głowy z brawurową intonacją "Baśń o trzech braciach i królewnie" , od pierwszego wersu po ostatni, bez najmniejszego zająknięcia, czy choćby chwili zawahania w głosie, z niezbędnym wypikaniem w miejscu każdego wulgaryzmu. O jego zdolnościach aktorskich miałam okazję i wątpliwą przyjemność przekonać się niedawno i o ile dotąd nieznany mi wierszyk nie przypadł mi do gustu i podążania za jego rozbudowaną akcją zaprzestałam mniej więcej gdzieś w jego połowie, o tyle sąsiada zdolności aktorskie nie pozwoliły mi ani na moment oderwać od niego oczu. Wespół z inną sąsiadką, z którą to sąsiad uraczył nas swym występem, zdumione i porażone gabarytem utworu, stwierdziłyśmy ... że chłop się marnuje.





Sąsiad to dla mnie nieszkodliwy. Szanujemy się. Mimo wszystko. Zawsze grzecznie się witamy, uśmiechy i sąsiedzkie żarciki wymieniamy. Nie inaczej było tym razem ...

- Chodź Kamila!  Wypijemy jednego i od razu przestaniesz kichać. - i dalej kontynuuje swoje żarty. Gołym okiem widać, że od rana w świetnym jest humorze. Jedno piwko lub dwa pewnie już spożyte. Jak na jego możliwości to małe śniadanko. - Widzisz jak Cię poznałem po kichaniu ... ? - dalej bredzi w piwnym uniesieniu.

Parsknęłam najszczerszym śmiechem. Ubawiło mnie to szczerze. Uśmiechałam się głupio do siebie jeszcze długo po tym, gdy tylko przypomniałam sobie powyższą anegdotkę.

Sąsiadowi grzecznie odmówiłam w duchu ciesząc się (po raz pierwszy), że zamiast wymarzonego ogrodzenia dzieli nas wysoki mur, a tym samym  oczom sąsiada nie ukazała się poczochrana zjawa spowita w kuse nocne woale.


Ciąg dalszy być może nastąpi ....

1 czerwca 2013

Blogging every day - Day 6 - Zgadywanki i nietypowy Dzień Dziecka

Starsza z Młodszą bawią się w zagadki. Trwa walka która z nich wymyśli trudniejszą.
Młodsza recytuje wymyśloną na prędce łamigłówkę:
-Mają ostre zęby i chodzą zaws(z)e do s(z)koły ... (Młodsza ma problemy z wymawianiem trudnych spółgłosek ;) Co to?! - pyta.
- Yyyy... - to Starsza - Nie wiem. - poddaje się, a i ja z coraz większą ciekawością przysłuchuję się tej zabawie i czekam na rozwiązanie zagadki.
- Lalki Monster High!!!* - tryumfuje Młodsza :D

No kto by zgadł ... ?!!



* Dla nie wtajemniczonych - Z Wikipedii!
Monster High – amerykańska linia lalek stworzona przez Garrett Sander z ilustracjami wykonanymi przez Kelly Riley. Postacie są inspirowane filmowymi potworami i fantastyką grozy, co odróżnia je od większości lalek. Postacie są przedstawione jako będące potomstwem lub związane ze sławnymi potworami takimi jak Dracula, potwór Frankensteina, mumia, meduza, potwór z Czarnej Laguny, zombie, wilkołaki, kotołaki i duchy.


Póki co jeszcze żadna z tych lalek nie zamieszkała w naszym słodkim, niewinnym domku :) I oby tak zostało!

Przybyła natomiast kolejna ciekawa i upragniona książka (szykuje się bardzo interesujący post czytelniczy z propozycjami dla dzieci ;), ukochane Lego Friends, zestaw do robienia biżuterii (strzał w dziesiątkę! - wiedziałam!) , oraz trochę słodyczy ^^




Młodsza postanowiła puścić matkę z torbami ... ;) Pozaznaczała w gazetce LEGO, które zestawy klocków chciałaby jeszcze przygarnąć! Trochę tego jest! ;/




Dać dziecku kawałek żyłki, troszkę koralików ... i proszę! Dziecko przepadło prawie na pół dnia ^^ Jakie skupienie, jaka precyzja, jaka selekcja koralików ... ! ;) A na koniec ogromna duma z siebie!





Naszyjnik i bransoletka DIY by Młodsza ^^ Obiecała, że i dla mnie stworzy takie cudo! ^^




A Dzień Dziecka minął nam bardzo nietypowo ... Bo nie było ani kina, ani wycieczki na festyn, ani nawet lodów! Cóż za znieważenie! ;)
Było natomiast planowane dzielenie dnia z fajnymi ludźmi ... i cieszenie się ich szczęściem ^^
Ale najpierw ...
Przebudzenie z radośnie błyszczącymi oczami dziewczyn tuż nad naszymi twarzami i głośne chwalenie się prezentami - zupełnie jakbym sama ich nie wybierała ;)
Bliższe zapoznanie z podarkami, a tym samym dodatkowa godzina snu dla rodziców ...
Leniwy ranek i takie samo przedpołudnie ... , a potem szalone, przyspieszone obroty by zdążyć na czas ... na pewien ślub ... Ale o tym już jutro ^^ Chyba że padnę na pysk z niewyspania!

28 maja 2013

Blogging every day - Day 2 - Ostudzony zapał i trochę książek, czyli groch z kapustą ;)

Z serii "Z życia wzięte"- dialogi samochodowe:
-Wiesz? Biorę udział w wyzwaniu blogowym ... - jeden post dziennie! - chwalę się Poślubionemu dumna z siebie licząc na jakiś doping.
-Ty lepiej weź udział w wyzwaniu "Jeden pokój dziennie"! - :D Poślubiony brutalnie studzi mój zapał pijąc do chaosu, który ostatnimi czasy zapanował w naszym królestwie :D

I pojechałam posprzątać ... do mamusi :D Nie żebym była złośliwa i chciała w ten sposób zemścić się na Poślubionym! Po prostu wcześniej umówiłam się tak z własną rodzicielką. Wszak wiadomo ... Boże Ciało ... Mała miejscowość ... Niechby się kto wychylił i nie umył okien ... Od razu obraza Boga i Kościoła! A huczałoby o tej zniewadze jak w ulu ;D i przez tydzień co najmniej!
Namachałam się więc skrzydełkami przy myciu ...nastu skrzydeł okiennych i nabiegałam po schodach niezliczoną ilość razów. Wieczorem planowałam rozruszać się przy zumbie, ale w takich okolicznościach odpuściłam sobie ... I tak nie wiem czy jutro będę w stanie ruszyć ręką czy nogą ;) Ogólnie po powrocie do domu nie miałam już sił na nic. Szybkie naleśniki, sprawdzenie lekcji, kąpiel, do łóżek, zbiorowe czytanie i spać. A później już tylko chwila dla siebie, która najprawdopodobniej znów skończy się uśnięciem po przeczytaniu dwóch stron książki :/
Dobrze że chociaż dziewczyny mają codzienną porcję literek ^^ Jeśli Ktoś z Was szuka prezentu na zbliżający się wielkimi krokami Dzień Dziecka, gorąco polecam "Czarownicę piętro niżej" Marcina Szczygielskiego - niesamowity świat magii podrasowany świetnym humorem! - podczas dzisiejszego czytania dosłownie zrywałam boki :))) Co i rusz parskałam gromkim śmiechem, a razem ze mną Starsza. Młodsza w tym czasie była już w krainie Morfeusza ;)
Ale wracając do książki - jest to mój dotychczasowy absolutny nr 1 wśród dziecięcych książek! Po skończeniu lektury bardzo (!) chciałabym napisać o niej ciut więcej. 

A tu książkowe propozycje dla dużych dziewczynek ;) (dla panów w innym terminie)
Bo każdy z nas ma w sobie coś z dziecka ^^  Dlaczego więc nie mielibyśmy świętować i my, i zrobić sobie sami prezentu ... ?
Absolutne minimum dla makijażowych maniaczek!







Tu nie trzeba zachwalać. Tu fakty mówią same za siebie. Te z Was, które nie znają KatOsu, odsyłam na jej kanał makijażowy na YouTube. Jej instruktażowe filmiki mogłabym oglądać całymi dniami (na co niestety nie mogę sobie pozwolić!). Chapeau bas! 
A o dwóch pozostałych książkach już kiedyś pisałam tutaj .

Oczywiście w domu bałagan jak był, tak jest. Okien umyć na pewno nie zdążę - co to będzie ...?!! Co to będzie? Brudno będzie! :) Ale co ja poradzę na to, że dzień jest zbyt krótki, rzeczy do zrobienia tysiąc, a na stoliku leżą takie ciekawe lektury ... ? :))) Bałagan nie zając ... ;)

Miłego wtorku! :))))



5 listopada 2012

Poniedziałek

W poniedziałek na pierwszej lekcji Jaś szepcze do kolegi:

- Która godzina?
- Dwadzieścia po ósmej.
- Do licha! Ale ten tydzień się wlecze.

:D 

Niedzieli nie cierpię, za jej specyficzny klimat, w którym to czuć w powietrzu zbliżający się nowy tydzień. Nie umiem wypoczywać z czającym się za rogiem poniedziałkiem, ze świadomością, że to jeszcze tylko kilka godzin i znów do biegu, gotowi, start!, gonitwę czas zacząć. Do poniedziałków mam ambiwalentny stosunek. Bo z jednej strony cieszę się, że to już nie znienawidzona niedziela z widmem kończącego się weekendu (wszak już lepiej mieć za sobą tę napiętą atmosferę oczekiwania), z drugiej strony wkurzam się na maszynę, która ruszyła i zatrzyma się dopiero w piątek. I w każdy poniedziałek smętnie powtarzam sobie BYLE DO PIĄTKU :)


  




  Życzę Wam udanego tygodnia :) !!!


1 listopada 2012

No i po Halloween

Szkoda, że w czasach mojego dzieciństwa nikt nawet nie słyszał o Halloween. Jestem przekonana, że czynnie brałabym w nim udział! Na szczęście jest to do nadrobienia :))






Mały bonusik :)

-Słyszałem, że jakiś duch nawiedza to miejsce  ... - mówi turysta zwiedzający stary zamek.
-Ludzie plotą bzdury! Mieszkam tu od trzystu lat i nigdy go nie spotkałem!

 

23 października 2012

Anegdotka


Starsza wraca z tatą z zajęć dodatkowych i już w progu podniecona wyrzuca z siebie jednym tchem:

-Fajnie było poznałam nowego kolegę starszy 10 lat.

W myślach szybko obliczyłam. Ona ma 8 lat, on starszy o ... Fuck! 18-latek?!! Wiem, że na zajęciach łączone są różne grupy wiekowe, ale żeby aż tak ... ?! Zrobiło mi się gorąco, następnie oblał mnie zimny pot ;)
Moje przerażenie ;) musiało być widoczne, bo Poślubiony szybko mnie uspokoił:

-Starszy od niej. Ma 10 lat.

Uff! odetchnęłam z ulgą i teraz już mogłam cieszyć się razem z nią :)
Gdy zostajemy same, pytam znacząco mrugając:

-Fajny...?
-No... Podobny do Justina Biebera. Ale ładniejszy!- odpowiada z rozbrajającą szczerością Starsza.

:D Niezupełnie o to pytałam, ale w porządku ... ;)
I tak oto zupełnie z zaskoczenia poczułam przedsmak posiadania zięcia. 









P.S. To niestety nie nasze dyniowe prace. Ostatnio na spacerze spotkałyśmy zdolnego pana, który sprzedawał takie cuda.