Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

13 listopada 2014

Ulotność sikorki

JESIEŃ na dobre rozgościła się w Mniejszym Mieście.
Przycupnęła w parku pod starym kasztanem. Dobrze jej tam. Choć prawie nikt jej nie odwiedza. A może właśnie dlatego ...
Pokryła grubą warstwą rozpaćkanych liści chodniki, trawniki, podwórka i parkowe alejki.
Gęstą jak kaszka manna mgłą puka co wieczór do okien.
Kroplami deszczu czasem miarowo zastuka w parapet, zapomniane pranie zrosi, mozaikę z kałuż na nierównych chodnikach zostawi.
Chłodem zawieje w kołnierz, szalikiem w twarz trzepnie, nos w czerwień przystroi, w kominie złowrogo zawyje.
Innym razem zbłąkanym promieniem słonecznym kurtkę rozepnie, czapkę z głowy ściągnie, ciepły cień na ścianę rzuci, po regale z grzbietów przeczytanych książek przepłynie, podświetli tańczący w powietrzu kurz, policzki przez szybę przygrzeje.
Uważnych jesień uraczy widokiem sikorki wesoło i z gracją skaczącej po kikutach brzozowych konarów. Na wyciągniecie ręki przecież, tuż za oknem.
Tych którzy na chwilę zwolnią zachwyci dywanem szeleszczących liści, prawdziwą feerią barw oślepi.
Dla spóźnionych grzybiarzy łaskawa jest (była).
Dobra jesień potrzebujących milusińskich ciepłą budą obdaruje. I odtąd niestraszna im zima.

Jesień lubi się stroić. Najchętniej w żywe kolory. Zagląda do tutejszych szmateksów i wyłuskuje z nich ciepłe swetry i miękkie sukienki.
Miedzianym złotem koloruje blond włosy dodając szarym dniom blasku.
Jesień nocną porą odkurza zaległe stosy zapomnianych książek, uwalniając jedną po drugiej z niebytu, by zaraz upchnąć w przepełnionym regale.
Jesień nieśmiało błądząca myślami wokół szydełka i szydełkowej patchworkowej kapy na łóżko.
Jesień gorąca od parującej kawy wypijanej w hektolitrach. Słodka od kilogramów słodyczy pożeranych bez skrupułów. Pełna nocnego obżarstwa (jak wcześniej).
Jesień z zapachem garujących drożdży i smakiem domowej pizzy w menu przewodnim.
Jesień pisana wyczekiwanymi emisjami serialu "Wataha", oglądanego na wstrzymanym wdechu, ze zgryzaniem lakieru z paznokci włącznie, z uwzględnieniem oczywistych nagrań i późniejszych powtórek, z cofaniem i przesuwaniem fabuły, by rozwikłać wciąż nierozwikłaną zagadkę ... (Ostatnio z takim zaangażowaniem to chyba sto lat temu "Prison break"... :)





Jesień otulająca jak miękką kołderką pragnieniem nicnierobienia.
Jesień pełna dni bez wytchnienia, dni znikających zbyt szybko za horyzontem, dni niezauważonych ...
Jesień sennych dni pełnych niemocy w kuchennych wojażach utulonych i oswojonych.
Jesień dni lepkich od nietęgich myśli spływających słoną strużką po policzku.
Gdy niezauważone w ciągu dnia wydarzenia wracają wieczorem pod postacią stop-klatek, wywołując uczucie wstydu i żalu nie do ugaszenia.
Gdy Ktoś zachwyci się skaczącymi za oknem sikorkami, a ktoś inny odbierze tej chwili magię wydając kolejne komendy. Bo szybko. Bo czas goni. Bo nerwy. A nerwy przecież najlepiej ... w konserwy.
PRZECIEKA PRZEZ PALCE TO CO CENNE.
Ucieka Życie przez duże Ż. Zbyt naturalnie ustępuje miejsca sprawom mniej ważnym. Mówię STOP. Staram się pamiętać by w odpowiednim momencie wzniecić bunt, tupnąć nóżką, zagrozić sobie samej srogo palcem.

A przecież jesień nas nie oszczędza.
Przywitała nas skumulowaniem szkolnych i pozaszkolnych obowiązków.
Starszą sprowadziła na ziemię pierwszą tróją i dwóją (o dziwo obyło się bez większej rozpaczy), pokazując tym samym, że to już nie przelewki ... ;) Mimo to Starsza wciąż dzierży tytuł pilnej uczennicy, zapisuje się coraz zuchwalej w historii swej szkoły, sztandar i apele jej niestraszne, wszystkie konkursy zaliczone (niestety bywa że w dosłownym tego słowa znaczeniu - choćby bez przygotowania charakterystycznego wszystkim pewnym swych umiejętności zdolnym leniwcom), wciąż w radości i skupieniu pracuje nad swoim miejscem w szeregu nieświadomie dając początek nowemu wyścigowi szczurów (co niezmiennie ją zadziwia).
I wreszcie obudził się w niej duch sportu. Pan od w-f-u dojrzał w niej potencjał siatkarki. Przy okazji owocowe imię zamienił w ksywkę "Borówka" :) Przyjęła się. Lovamy ^^
Starsza zaniedbując nieco szkołę, rozwija coraz bardziej pozaszkolne skrzydła, teatralnie rozpościerając je do coraz potężniejszych rozmiarów. To właśnie ich głośny trzepot zmniejsza ból po gorszej ocenie. Bo Starsza kocha scenę z wzajemnością.
Młodszej jesień dała fory w szkolnej przygodzie jako tej z przypiętą metką nieśmiałej. Po pierwszych wątpliwościach, po naszym strachu, że znów ze spuszczoną głową odmówi przeczytania czytanki, że znów z trzęsącymi nóżkami i ze skubaniem paluszków odpowie cichutko na zadane pytanie, zostały wspomnienia ... Bo Młodszej wbrew MOIM obawom najlepiej zrobiła właśnie zmiana otoczenia. Choć jeszcze długa droga przed nią, to jednak zmieniła się bardzo ... Zaskoczyła wszystkich swą samodzielnością i ... skrywaną bystrością przyćmioną porządną porcją geniuszu :D I olśniło tępą matkę, że przecież i Starszej początki,  pierwsze kroki były stopniowe, że trochę trwało nim uwierzyła w swą siłę sprawczą ;)
Póki co więc nie psioczę na rządowy podręcznik (choć znalazłoby się kilka powodów), a Ona w skupieniu kreśli piękne literki (cała rodzina zachwyca się nie bez powodu), odbębnia niedbale cyferki (to strasznie nuuuuuudne przecież), zużywa tony gumki do ścierania, nie informuje/informuje ze znacznym opóźnieniem o nowych ocenach, za to nadgorliwie donosi o nowych notkach w zeszycie do korespondencji (nie mylić z uwagami!), odmawia nauki modlitw na religię, kaleczy palec krojąc owoce do szkolnej sałatki, mówi "dostałam złą ocenę" podczas gdy w zeszycie widnieje 5- (ach! ten zdradliwy minusik!), z trzęsącą bródką daje z siebie wszystko na lekcjach pływania, pokonując kolejne strachy jak bajkowy krokodyl ze szkolnych zajęć bajko-terapii, i uwielbia gdy pan od w-fu zwraca się do wszystkich per Smerfy ^^


Taka to właśnie pisze nam się jesień.



28 sierpnia 2014

W pajęczynie jesiennych myśli

W Mniejszym Mieście zapachniało jesienią.
Poranki i wieczory zaskoczyły wszystkich swym niespodziewanym chłodem.
Temperatura niebezpiecznie spadła, a słońce na długie dni schowało się za burymi chmurami, powodując u mieszkańców nagły spadek nastroju oraz obniżoną odporność na stres.
Wreszcie można sobie porządnie ponarzekać.
Aura iście jesienna.
Trudno uwierzyć, że to wciąż sierpień.
Jednak wychłodzone podłogi i wiatr smutno śpiewający w kominach stuletniego domu nie kłamią ...
Liście coraz bezczelniej szwendają się po chodnikach,  kasztany coraz zuchwalej dyndają na gałęziach kasztanowców, na tutejszym targu powoli kończą się smaki lata ...
(Znajomy ogrodnik zapowiedział dostarczenie ostatniej już w tym roku porcji bobu. )
Pachnie mroźnym powietrzem,  wiatrem i czymś jeszcze ...
Zbliżającym się wielkimi krokami powrotem do stałego rytmu szkolnych obowiązków.
Idzie nowe,  a wraz z nim całe zatrzęsienie coraz to nowszych wątpliwości. Strach ma wielkie oczy,  a ten mój ma jeszcze większe.
W powietrzu nie unosi się już gorący zapach lata i beztroski.
Zewsząd dochodzi zapach nowych podręczników,  chińskich piórników i gumek "myszek". Zawartość szkolnych plecaków jest teraz sprawą kluczową.
Ale nie tylko ...
Miejscowe pijaczki intensywniej dogrzewają swe ciała od środka.  Prywatny sąsiad z więzienną przeszłością oczywiście im wtóruje i teraz częściej można spotkać go niebezpiecznie zataczającego się na boki.
W miejscowych sklepikach zaobserwowano zwiększoną sprzedajność zapachowych świec (a i pewnie tłustych kalorycznych kiełbas).
Mocno schłodzone piwo pija się już pewnie tylko w domu na górce. Zamieszkujący go piwosze praktykują podobne zwyczaje okrągły rok nie bacząc na ból gardła i panoszące się dokoła choróbska. A wraz z pierwszymi chłodami zawiało zarazą (!),  w skutek czego co niektórych zaczęło łamać w kościach.

Mieszkańcom domu na górce marzną stopy. Zaobserwowano także wzmożone nocne poprawianie kołder. Z głębokich szuflad wypełzły ciepłe skarpety i zimowe papcie.  Kartony z jesienną garderobą wyjechały z ciemnych pawlaczy - rozpatruje się ich rychły przegląd.
Gorący kubek kawy coraz częściej używany jest jako termofor dla chłodnych dłoni. Coraz nieśmielej sięga się po zwiewne sukienki i cieniutkie bluzeczki, za to coraz łaskawiej patrzy na przykurzone nieużywaniem miękkie i otulające ciepłem swetry. Chętniej też otula się ciężkim zapachem perfum. Do łask wróciły ciepłe piżamy.
Pledy i koce poszły w ruch.
Ręka chętniej sięga po książkę z nocnego stolika.
Parująca herbata z cytryną przygląda się tym dziwom.

 Tutejsza ludność chętniej skupia się przed telewizorami aniżeli w przydomowych ogródkach.  Gdy wieje jakby chciało łeb urwać, sąsiad sąsiada widzi jeno w przelocie. Zresztą nikt nie ma teraz czasu na gadanie po próżnicy. Wszak przetwory i zapasy zimowe nie mogą już dłużej czekać. Sąsiadki licytują się która więcej "przerobiła" owoców i warzyw. Walka toczy się na słoiki, nie zaś kilogramy. Kto da więcej!
A będzie jeszcze gorzej ...
Wraz z nadejściem września w godzinach emisji popularnych seriali nie uświadczysz tu żywej duszy, ulice kompletnie się wyludnią, a jedynym widzialnym znakiem wskazującym na obecne tu życie będą odbite w okiennych szybach migoczące telewizory.
Tymczasem ...
Co i rusz pod kolejne domostwa zajeżdża samochód dostawczy z opałem na zimę.
To spóźnieni mieszkańcy przygotowują się na nadchodzące chłody.
Lada dzień ruszy sezon grzewczy.
Tylko odważniejsi zostawiają szeroko otwarte okna na noc.
Wszyscy z nadzieją wypatrują obiecywanych przez meteorologów cieplejszych dni. Ci zaś,  którzy narzekali na męczące upały, teraz biją się w pierś, że ta fala nagłego ochłodzenia to nie przez ich zaklinanie.


Nie lubię tutejszej jesieni ... Jest smutna, ponura i bardziej nudna niż gdziekolwiek indziej.
Niewiele się dzieje.
Przy dobrze zapowiadającym sezon maju i czerwcu, miesiące wakacyjne wypadły tutaj dość marnie. Nie obfitowały w spotkania kulturalne tudzież rozrywkowe. Dyskotek w parku do takowych nie zaliczam - to rozrywka dla bardzo wąskiego (czyt. smarkatego) grona.
 To jesienią najdotkliwiej odczuwam tu brak takich rarytasów jak kino, prawdziwy park, porządny second hand czy dobrze zaopatrzona księgarnia, w której można w chwili kryzysu zaciągnąć się świeżym drukiem, usłyszeć miły uchu szelest, nacieszyć oczy błyszczącymi okładkami nowości.
Tu nawet kasztany zbiera się inaczej ... bo z oddechem nudy i pośpiechu na plecach ... Bo głęboko w sercu wciąż wspomnienia ukochanego parku kilkadziesiąt kilometrów stąd.
Bo nie umiem tutaj być na luzie. Nie potrafię.
Tęsknię za moją swobodą, luzem ...
Taki nostalgii nadszedł czas. 

Dziś po powrocie z pracy (gdzie zimno jak w psiarni) pozwoliłam sobie na chwilę "luksusu". Zaraz po zmianie lokalizacji władowałam się w łachach prosto w bety. Przygarnęłam do siebie łaskawie kubek gorącej herbaty.  Zimne stopy wkopałam najgłębiej pod kołdrę. Bolącą od całodziennego przebywania w wyziębionym pomieszczeniu głowę złożyłam na poduszce. Sięgnęłam po nienużącą  lekturę.
Niskie temperatury mają na mnie bardzo destrukcyjny wpływ.  Nic mi się nie chce (i obserwuję jakby mniejsze z tego powodu wyrzuty sumienia - widać wyraźnie nawet tu spadek formy, choć jeden korzystny ;)),  jestem bez energii,  więcej narzekam ... , więc też z lubością stąd uciekam  ... Byle jak najdalej. Choć na chwilkę. A najmilej w takie miejsca ...


Jarmark św. Bartłomieja

Konin


A oto co zobaczyliśmy ...
Przecudne kocury. 
Najtrudniej było się zdecydować, które zabrać ze sobą do domu.



Urocze lale i równie uroczą autorkę, która oddawała swe prace tylko w dobre ręce ;)





Jak to mawia moja mama "krupy"- czyli wszelaka zastawa :)
Jak w babcinym kredensie ^^


Wyniosłabym stąd wszystko. Zgarnęła w szydełkowy obrusik i na plecki! ;)


Mnóstwo różnego rękodzieła ...
I niestety słabo widoczne na zdjęciu  kocie broszki ^^









Troszkę malarstwa ...



I mnóstwo staroci, które po prostu kocham ...











Szkoda tylko, że kapryśna pogoda nie pozwoliła nam cieszyć się wszystkimi atrakcjami Jarmarku.
Nic to.
Może za rok ...

:)


6 października 2013

Lazy Sunday

Tygodnie pędzą jak szalone. W pamięci pozostają jedynie nasze wspólne niedziele. Takie jak ta ...
Zaległa fotorelacja sprzed tygodnia.