Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartka z kalendarza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartka z kalendarza. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2016

Let your freedom run!





Mój indywidualny Bieg Niepodległości.
10 km przez tutejsze pola i lasy.
Dumnam z siebie.
Pierwszy raz po śniegu, który to zawitał dziś do Mniejszego Miasta.
Potwierdzam - nie ma to jak bieganie zimową porą!
 

* * * * * * * *






2 listopada 2016

Zaduszki




W dniu Zaduszek, w czas jesieni,
odwiedzamy bliskich groby,
zapalamy, zasmuceni,
małe lampki - znak żałoby.
Światła cmentarz rozjaśniły,
że aż łuna bije w dali,
lecz i takie są mogiły, 
gdzie nikt lampki nie zapali.

Władysław Broniewski "Zaduszki"



... deklamuje z powagą Młodsza*.
I w tym roku pamiętała o opuszczonych grobach.
Wzruszyła się Matka.
Wzrok na chwilę odwrócić musiała. 
Taki to nasz listopad. 
Wzruszeniem kolejny raz zaczął się.


 
*Wyzbyła się  strachu i nieśmiałości już prawie doszczętnie. Obecny stopień nieśmiałości nazwałabym raczej ostrożnością czy niestrzępieniem języka po próżnicy ;) Wciąż wszystkich zadziwia. A od 3-ej klasy wiersz na pamięć pracą domową ulubioną (!). Już w drzwiach radosną nowinę matce obwieszcza, a potem chodzi, ćwiczy, powtarza, i z dumą o postępach w nauce informuje. Nie inaczej było i tym razem. A  jeszcze przecież nie tak dawno było zgoła inaczej (KLIK)
 

6 marca 2016

Osiem.

Wydaje się jakbym zaledwie wczoraj ocierała łzy rękawem pisząc Pięć.
Że zaledwie wczoraj piekłam ten tort.
Że zaledwie wczoraj pierwszy raz zaprowadzałam cię do przedszkola.
Że zaledwie wczoraj pokazywałam ci pierwszego kwiatka.
Prowadziłam przez park podtrzymując przed upadkiem.
Że zaledwie wczoraj tuliłam cię do piersi zachłannie zaciągając się twoim słodkim zapachem.
Że zaledwie wczoraj prawie na sygnale pędziłam do szpitala w Większym Mieście bojąc się co przyniesie noc.
Że zaledwie wczoraj dowiedziałam się, że oto jesteś pod mym sercem, że będziesz ... i zmienisz cały świat tak diametralnie i nieodwracalnie.
Nie ma ani grama przesady w stwierdzeniu że nie wiem kiedy minęło te osiem lat.
Wciąż bezskutecznie szukam w głowie tylu wspomnień.
Zupełnie jakby ktoś wymazał je z mojej pamięci gumką myszką.
Gdzie wspomnienie stuknięcia łyżeczki o pierwszy ząbek, gdzie twój pierwszy krok, ton płaczu, gdzie twoje miny, gdzie zwyczaje...?
Gdzie ulubiona zabawka, która z bajek tą ulubioną? Czy kochając tak bardzo, można być tak nieuważną? Może to wina życia chwilą ... Naszym tu i teraz, bez rozmieniania się na drobne ... Może to miłość aż na wskroś oślepia i odbiera rozum ... ? Ta miłość rodzi wciąż nowe strachy i drżenia serca. Drżeć będę o Ciebie już do końca mych dni. I kochać aż do utraty tchu, bezwarunkowo, nieopisanie, bez względu na wszystko. Kochać z uczuciem wręcz fizycznego bólu drążącego me ciało od środka. Aż do ściśniętego gardła i wilgotnych oczu. Jak kochać może tylko matka. Matka wariatka :)
Patrzę na twoje stare zdjęcia i nie dowierzam. Kiedy tak urosłaś? Kiedy tak ściemniały wcześniej prawie białe pukle? Kiedy poszarzały przejrzyście błękitne tęczówki? Kiedy wyostrzyły się rysy twarzy? Kiedy pulchne paluszki zastąpiły długie i smukłe palce?
8 długich lat zaklętych w tysiącach fotografii.
Uleciało mnóstwo wspomnień.
Z cudownych, wspólnych lat.
Dziękuję Ci za nie wszystkie.
Coraz niecierpliwiej oczekuję kolejnych.
Ciekawa jestem co też wyrośnie z tego wątłego ciałka wypełnionego po brzegi tak ogromną ufnością, miłością i wrażliwością.
Obiecuję być uważniejszą. Nigdy więcej nie gubić naszych wspólnych wspomnień.
A Ty, po prostu bądź szczęśliwą. Ciesz się każdą życia chwilą.







Samych pięknych chwil Kochanie ♥






22 stycznia 2016

Kartka z kalendarza


"Tyle naprawdę żyjemy, ile żyje pamięć o nas."
Jan Karski

21-22 stycznia. Dwa dni zadumy. Częstszych powrotów do przeszłości. Pełne ciepłych wspomnień i nieodłącznych wzruszeń. Bo żadnej z tych osób nie ma już wśród nas.

Dwie babcie.
Dwa zupełnie inne bieguny wrażliwości.
A życie pokazuje jak wzorce nakładają się na miękki materiał jakim jest potomstwo.

Mama taty. Ukochana babcia. Oaza spokoju i serdeczności. Ciepła, dobra, troskliwa, dbająca o innych, zawsze najpierw myśląca o innych, a dopiero na końcu o sobie ... Zawsze pytająca o to co u nas ... ale nigdy nie nadgorliwa, ... zawsze taktowna ... Z spiżarką pełną śliwek w occie i brązowych pączków upudrowanych na biało cukrem pudrem, gorących drożdżówek z najlepszą na świecie kruszonką, z budyniem czekającym na białym kredensie ... Doglądająca wszystkich członków licznej rodziny jak ognia w swojej kuchni ... Do późnych lat w misternie upiętym koczku z długiego, cieniutkiego warkocza siwych włosów  ... W rozpuszczonych włosach mogłam ją ujrzeć jedynie gdy przyjeżdzałam do dziadków na wakacje, gdy babcia kładła się spać. Lubiłam wtedy na nią patrzeć.  Pamiętam że nie mogłam się nadziwić jak w maleńkim koczku mieszczą się tak długie pasma włosów ... Babcia Jadzia - mięciutka przytulanka w kwiecistym fartuchu pachnącym domowym ciastem ...
   
Mama matki - tak naprawdę nigdy niepoznana ... Słaby mieliśmy z nią kontakt. Może dlatego w mej pamięci pozostały jedynie powściągliwość w okazywaniu uczuć, dystans i obcość ... Niewiele zajmuje miejsca w mej pamięci.

W tym wszystkim ciocia Hela. Zupełnie jak trzecia babcia. Zresztą rodzona siostra ukochanej babci. Mieszkała z nami. Gotowała rosołek na gołąbkach,  a do niego gęstą mannę, którą potem pokrojoną w kostkę zalewała parującym i aromatycznym płynem. Zimą gdy wracałam ze szkoły,  w piecu czekały na mnie pieczone jabłka ... To Ona uczyła mnie pacierza, opowiadała o wojnie, pozwalała grzebać w swej przepastnej szafie rodem z Opowieści z Narnii, pachnącej naftaliną, ... i przymierzać długie nakrapiane sukienki, trzewiki na obcasiku i powojenne torebki ...
Zabierała mnie na cmentarz na grób swego męża oraz przedwcześnie zmarłego dziecka ... Co lato wspólnie pokrywałyśmy nową warstwą złotolu aniołka na jego maleńkim grobie.
Na maszynie szyła mi torebki na butelki, z którymi to chodziłam do sąsiadki po mleko ...
Lubiłam przybiegać do niej rankiem i wskakiwać do jej łóżka, pod ciężką pierzynę, prosto na prawdziwy, twardy i kłujący siennik, i prowadzić rozmowy, wypytywać o dawne dzieje, o nią i babcię, o jej stary zegar z kukułką, który wisiał przy białym piecu kaflowym ...
Wciąż mam ją przed oczami.  Uśmiechniętą. Siedzącą na podwórku na żółto-musztardowej obdrapanej ławce, pod garażem na drewnianym rozkładanym krzesełkiem w tym samym kolorze ... W fartuchu i chustce na głowie ... Z siwą trwałą na głowie ...

Dziadka od strony matki nigdy nie poznałam. Niewiele też mi o nim opowiadano.
Odszedł na zawsze nie zobaczywszy większości wnuków.

Z kolei dziadek Antoni ... surowy dla własnych dzieci,  ale pobłażliwy dla wnuków. Owoce leszczyny upychał w papierowe torby i wraz z pieniążkami wręczał sprawiedliwie wszystkim wnukom. Bardzo nas wszystkich kochał.
Choć chyba nie potrafił okazywać uczuć i był w tej materii powściągliwy, to szybko się wzruszał. Małomówny. Nie rzucał słów po próżnicy.
W szybkim czasie, dość nagle zniedołężniał. Miał problemy z mową, trudno było mu się samodzielnie poruszać. Wstydząc się swej ułomności trzymał się na uboczu. Dziś nie pozwoliłabym mu na to.

Moja matka w roli babci powiela dobrze jej znane wzorce. Nie jest typem babci nadskakującej wnukom, nie do niej na ciepłe obiadki, wspomnienia i miłą rodzinną atmosferę. Choć mieszkamy w jednym domu, to dziewczyny zapytane o babcię niewiele mają do powiedzenia ... Chłód, obcość, nieobecność i zero potrzeby by to zmienić ... Niewiele zapisanych wspomnień.
Życie zatoczyło koło.

Tato - inna bajka. Choć jak to chłopak ze wsi wychowywany surowo, to nie uciekł przed wrażliwością babci ... Ciepły,  niespotykanie szczery i serdeczny, bardzo rodzinny, wrażliwy ... Dobry.
W jego dobrym spojrzeniu,  uśmiechu,  w każdym geście,  sylwetce ... widzę babcię. Troszczy się o nas, martwi, pomaga. To ten typ mężczyzny, który przez całe życie nie mieszał się żonie do garnków, a teraz gdy widzi że obowiązki znów piętrzą się na mojej głowie, to pozmywa naczynia, zrobi obiad, pójdzie po zakupy, posprząta za wnuczki klatkę zwierzaków, nakarmi nasz zwierzyniec, przyniesie do pracy gorącą herbatę i kanapki ... Lubi wyręczać innych, sprawiać im w ten sposób radość ...
A ja przez całe życie sądziłam że ta moja nadwrażliwość to wyssana z mlekiem matki.

Moje najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa wiążą się najmocniej z ludźmi, których już nie ma.
Im więcej lat w metryce,  tym dotkliwiej odczuwam ich nieobecność.
Tyle pytań zostawionych na zawsze bez odpowiedzi  ...
Tyle słów nieusłyszanych i niewypowiedzianych.
Jakże dobrze byłoby mieć ich wciąż przy sobie ... I czerpać z tego morza mądrości, i czerpać,  czerpać ...
Nie wyszła Bogu starość.









Fotorelacja z uwzględnieniem najcenniejszego mebla na całym górkowym pięterku - stołu po ukochanych dziadkach.



31 maja 2015

Weekendowa przyniedzielna sielanka


W tym roku w domu na górce przyspieszono obchody Dnia Dziecka.
Odbyły się mało hucznie.
(Dzień wcześniej bowiem towarzystwo wyeksploatowało się imprezowo i towarzysko. O czym może innym razem.)
O poranku po prostu rozdano dobrze skryte pakunki.
(A ileż to razy Górkową matkę aż świerzbiło by dobyć je z szafy i przyspieszyć jeszcze bardziej moment obdarowania.)
Pewne klocki wciąż rządzą!
Papierowe tomiska nie inaczej!!!
(Muminki lovamy!)
Element zaskoczenia (o przyspieszeniu Bardzo Ważnego Święta bowiem nie poinformowano najbardziej zainteresowanych) zadziałał.
Dziatwa miała radochę i zajęcie, a matka spokój i luz w kuchni.
(Spokoju i ciszy jest ostatnio łasa.)
W międzyczasie złożono bowiem zamówienie na niedzielne śniadanie.
Uwielbianych naleśników wedle życzenia więc nasmażono.
Kakao z pianką podano.
I tu kończy się przyniedzielna sielanka.
Później atmosfera stawała się z minuty na minutę coraz bardziej gęsta.
Odnotowano liczne kłótnie, płacze, humorki nietęgie.
A wszystkie na podniesionych decybelach.
(Bo płuca pojemne to Górkowa dziatwa ma, a i owszem!
Szkoda że nieeksploatowane w milszy dla ucha sposób.)
Aż okno wychodzące na ulicę trza było przymknąć (!), by mylnych podejrzeń sąsiedzkich na siebie nie ściągnąć .
(Co duszność dodatkową na Górkowym pięterku spowodowało.)
Matka raz po raz aż czerwieniała ze złości po całości.
Coś wisiało w powietrzu.
Od jakiegoś czasu mieszkańcy domu na górce odczuwają zauważalny spadek nastroju.
Czynników mających na tenże spadek nijak nie można wyeliminować czy choćby niwelować.
To bowiem jest karalne.
A jednak chęć mordu pojawia się w oku raz po raz.
Złość musiała znaleźć ujście i tym razem.
Szatkowanie jarzynek i w zlewie zamaszysty ruch gąbki uspokoiły matki skołatane nerwy.
Inni radzili sobie jak mogli.
Niech więc nikogo nie dziwią te krzyki, tupoty, czy zgrzyt zębów.
Drzemki popołudniowe chwytające po kolei kolejnych domowników także okazały się cud-lekarstwem na całe zło.
I oto znów nastał błogi spokój.
Nie wiadomo tylko na jak długo.
Weekend wszak znów nie wiadomo kiedy się skończył.
Co już samo w sobie jest niebywałym punktem zapalnym.
Byle do piątku zatem.






23 kwietnia 2015

23 kwietnia - Światowy Dzień Książki













"Kto czyta książki, żyje podwójnie."

Umberto Eco




* A na zdjęciach pewna grudniowa sesyjka. Gdy to zachciało nam się w ramach zadań z kalendarza adwentowego zbudować ponownie wieżę z książek. Z tą różnicą, że tym razem tylko z książek, które dołączyły do nas od czasu pobrania poprzednich pomiarów .
Wieżę co prawda zbudowano (jak widać), ale zapomniano ją ... zmierzyć :/ Książki wróciły na odkurzone półki nawet nietknięte żadną miarką.
A że od grudnia przybyło gro nowych książek, w planach ponowne zbudowanie wieży. Tym razem z dokładnym pomiarem ;)

6 marca 2015

6 marca

Dokładnie 7 lat temu, w pewnym szpitalu w Większym Mieście, Górkowa matka powiła we wcale niemałych bólach swe młodsze dziecię.
I od tego dnia jej życie miało już nigdy nie wyglądać tak samo ...









C.d. powyższej notki nastąpi.
Najpewniej nie prędko.
(Aktualizacja: bardzo nie prędko. Wena wyparowała. Czasu brak. Pilnie poszukuje się obu.)
O konieczną cierpliwość uprasza się.
;)

1 listopada 2014

1 listopada [*]

Jeszcze wczoraj praca praca praca ... I dziewczyny smutne, że znów nie świętujemy Halloween ...
Kupny uśmiechnięty lampion z dyni to troszkę za mało jak na Ich oczekiwania.
Miały być straszne ciasteczka, duszkowe chipsy, wiszące dekoracje, odpowiedni repertuar filmowy i "impreza" ...
Był mój brak sił i chęci na wszystko co "zbędne" i ponad program.
Na szczęście był też telefon od Niej* i propozycja nie do odrzucenia.
Wieczorny spacer po cmentarzu z Młodszą, Martyską i jej synkiem.
Obrażona Starsza została w domu wraz z obolałym dziąsłem i ruszającym się zębem (prawa dolna piątka). Nie dała się skusić.
Niechaj żałuje. Bo było pięknie. Mimo że krótko, bo chłód przegonił nas do domów. Mimo że znów krótkie i niedokończone rozmowy, urwane myśli i słowa rzucone w zimny wiatr, uciekające lekko w przestworza. Przywykłyśmy. Czytamy o tym co ważne pomiędzy wierszami. Niektóre niewypowiedziane słowa kiełkują w naszych głowach na długo po spotkaniu. Bywa że trzeba sięgnąć po telefon, wstukać je w klawiaturę, by rozwiać ciążącą niepewność, niepokój.
Późnym wieczorem Poślubiony przeprowadza akcję "ząb".
O kolejnego mleczaka mniej.

Sobotni ranek.
Za oknem brzoza z niedawno przyciętymi konarami.
Dużo więcej światła w ulubionym pokoju.
Przytulna wygodność łóżka, ciepła miękkość kołdry, Ich zimne stopy tuż po wskoczeniu do naszego łóżka i smak przestygłej zapomnianej kawy ...
Dwudniowy weekend to prawdziwy luksus.
Ze szczęścia aż nie wiadomo jak spożytkować ten cenny czas. Byleby nie przepuścić go na rzeczy marne, nie przemielić na bylejakość.
Byleby zrobić coś ważnego ...





"Na każdym liściu komunikat..." 

Na każdym liściu komunikat
Ministra Najważniejszych Rzeczy:
"Palenie zniczy nie jest groźne...
Palenie zniczy może leczyć".

W każdym płomyku jeden człowiek
Którego komuś ciągle brak,
Który jeżeli go zapytać
Spokojnie odpowiada tak:

Dokąd tak pędzisz?
Spójrz za siebie
I na zielono drogę znacz
Stań między ludźmi, patrz im w oczy
Uśmiechaj się lub chociaż płacz.

I powiedz ludziom niech przychodzą
Na cmentarz w Lesku i Uhercach.
Palenie zniczy nie jest groźne
Chroni od ciężkich chorób serca.

Chroni od pychy, niepokory
Podarte losy umie zszyć.
Niech ludzie chodzą na cmentarze
I niech się tutaj uczą żyć...

Dokąd tak pędzisz?
Zwolnij trochę...
Po drodze coś ważnego zrób.
Dokąd tak pędzisz?
Zwolnij trochę
I kochaj albo chociaż lub... 


Artur Andrus, Na każdym liściu komunikat


* Polecam Wam jeden świeżutki adres ...
  martyshkowelove.blogspot.com [KLIK]
Moja Martyshka wreszcie odważyła się skrobnąć dla szerszego grona :)

20 lipca 2013

Minął rok

Minął rok odkąd umieściłam tu pierwszego posta. Bilans: 204  opublikowane posty,  2332  komentarzy, 27 634 wyświetleń. Dla mnie to bardzo dużo. Zaczynając swoją przygodę z Bloggerem nie liczyłam na taki odbiór. Pamiętam jak dopiero raczkując w blogosferze, cieszyłam się z zaledwie kilku odwiedzin bloga w ciągu dnia. Radość z każdego komentarza trwa nieprzerwanie. Nowi obserwujący to prawdziwe wyróżnienie, a stali bywalcy to powód do dumy.
Całe 12 miesięcy. Zleciało ... Pochłaniające, pasjonujące i rozwijające zajęcie ... Minęła mi na nim niejedna nieprzespana nocka.
Kocham to! Mogłabym z tego żyć ... Tylko niestety nie jestem córką premiera! ;)
Taki mały, wredny żarcik, bo temat niezwykle świeży i drażliwy ;)


źródło



Dziękuję Wszystkim, którzy tu zaglądają ... , tym, którzy trwają przy mnie nieprzerwanie ... , tym, którzy pamiętają każdego dnia ... , tym, którzy odwiedzają mnie sporadycznie i tym, którzy zaczynają ze mną każdy dzień ... ,  a szczególnie tym, którzy  po cichu, anonimowo podczytują i niecierpliwie wyglądają nowych wieści ...
Bez Was, moich czytelników, nie byłoby Marzeń Do Spełnienia!
Dzięki!
:***


11 lipca 2013

Memento mori

9 lipca odszedł z tego świata Ktoś dla mnie bardzo ważny :(((
Choć sama prosiłam Boga by już zabrał ją do siebie, by nie cierpiała ani minuty dłużej ... , to jednak łzy płyną strużkami po policzkach, gdy tylko pomyślę, że już nigdy więcej jej nie odwiedzę, nie przytulę, już nigdy nie poczuję ciepła bijącego od niej, nie wtulę się w ten zapamiętany z dzieciństwa zapach, od lat wciąż ten sam ... , że już nigdy się do mnie nie uśmiechnie i nie powie do mnie "moja kochana Kamilka", nie spyta co u Nas ...  ^^
I nigdy nie zapomnę naszego ostatniego pożegnania ... Powiedziała wtedy, żebym o niej pamiętała ... Choć zamierzałam jeszcze zdążyć ją odwiedzić, to Ona musiała czuć, że to nasz ostatni raz ...
Nigdy o Tobie nie zapomnę. NIGDY.
Bo moich cudownych wspomnień nie zabierze mi nikt.
Ukochana babcia ...
Dziś razem z nami żegnało ją całe niebo. Przez całą mszę żałobną świeciło słońce, a zaraz po naszym wyjściu z kościoła, niebo zasnuły chmury, zaczęło kropić, z każdą minutą deszcz szalał coraz bardziej i padał już aż do końca ceremonii ... Uspokoił się wraz z rozejściem się żałobników ...

W takich momentach zawsze zarzucamy sobie, że za rzadko Kogoś odwiedzaliśmy, że zbyt mało z nim rozmawialiśmy, że nie byliśmy z tym Kimś wystarczająco blisko ... Jak to jest, że tylko w takich chwilach przypominamy sobie wiersz ks.Twardowskiego ... i obiecujemy sobie przewartościowanie spraw, a jednak po krótkim czasie na nowo pogrążamy się w zbytnim dążeniu ku sprawom przyziemnym, które przemijają wraz ze śmiercią, znów nie znajdujemy czasu dla bliskich, znów stajemy się trybikami samonapędzającej się machiny i zapominamy, że nic nie jest wieczne ... ?
Spieszmy się kochać ludzi ...






23 czerwca 2013

I love it - Father's Day!






Zupełnie samodzielnie. Bez jakichkolwiek podpowiedzi. Takie to życzenia wypisała na laurce Tatusiowi Starsza! 

Na nieogolonej twarzy! - Bu ha ha! :)))))))))))))))))))))))))))))))) No  i wszystko jasne! To SIĘ nam Ojciec "zapuścił"! ;D


1 czerwca 2013

Blogging every day - Day 6 - Zgadywanki i nietypowy Dzień Dziecka

Starsza z Młodszą bawią się w zagadki. Trwa walka która z nich wymyśli trudniejszą.
Młodsza recytuje wymyśloną na prędce łamigłówkę:
-Mają ostre zęby i chodzą zaws(z)e do s(z)koły ... (Młodsza ma problemy z wymawianiem trudnych spółgłosek ;) Co to?! - pyta.
- Yyyy... - to Starsza - Nie wiem. - poddaje się, a i ja z coraz większą ciekawością przysłuchuję się tej zabawie i czekam na rozwiązanie zagadki.
- Lalki Monster High!!!* - tryumfuje Młodsza :D

No kto by zgadł ... ?!!



* Dla nie wtajemniczonych - Z Wikipedii!
Monster High – amerykańska linia lalek stworzona przez Garrett Sander z ilustracjami wykonanymi przez Kelly Riley. Postacie są inspirowane filmowymi potworami i fantastyką grozy, co odróżnia je od większości lalek. Postacie są przedstawione jako będące potomstwem lub związane ze sławnymi potworami takimi jak Dracula, potwór Frankensteina, mumia, meduza, potwór z Czarnej Laguny, zombie, wilkołaki, kotołaki i duchy.


Póki co jeszcze żadna z tych lalek nie zamieszkała w naszym słodkim, niewinnym domku :) I oby tak zostało!

Przybyła natomiast kolejna ciekawa i upragniona książka (szykuje się bardzo interesujący post czytelniczy z propozycjami dla dzieci ;), ukochane Lego Friends, zestaw do robienia biżuterii (strzał w dziesiątkę! - wiedziałam!) , oraz trochę słodyczy ^^




Młodsza postanowiła puścić matkę z torbami ... ;) Pozaznaczała w gazetce LEGO, które zestawy klocków chciałaby jeszcze przygarnąć! Trochę tego jest! ;/




Dać dziecku kawałek żyłki, troszkę koralików ... i proszę! Dziecko przepadło prawie na pół dnia ^^ Jakie skupienie, jaka precyzja, jaka selekcja koralików ... ! ;) A na koniec ogromna duma z siebie!





Naszyjnik i bransoletka DIY by Młodsza ^^ Obiecała, że i dla mnie stworzy takie cudo! ^^




A Dzień Dziecka minął nam bardzo nietypowo ... Bo nie było ani kina, ani wycieczki na festyn, ani nawet lodów! Cóż za znieważenie! ;)
Było natomiast planowane dzielenie dnia z fajnymi ludźmi ... i cieszenie się ich szczęściem ^^
Ale najpierw ...
Przebudzenie z radośnie błyszczącymi oczami dziewczyn tuż nad naszymi twarzami i głośne chwalenie się prezentami - zupełnie jakbym sama ich nie wybierała ;)
Bliższe zapoznanie z podarkami, a tym samym dodatkowa godzina snu dla rodziców ...
Leniwy ranek i takie samo przedpołudnie ... , a potem szalone, przyspieszone obroty by zdążyć na czas ... na pewien ślub ... Ale o tym już jutro ^^ Chyba że padnę na pysk z niewyspania!

30 maja 2013

Blogging every day - Day 4 - Ku pamięci

Odkąd sięgam pamięcią co roku w dniu Bożego Ciała wciąż ta sama pogoda. Do południa ciepło i słonecznie, tuż po procesji - wietrznie i deszczowo, i powietrze przesiąknięte dziwnym lękiem i pewnością nieuniknionego ...





 






A jutro do pracy rodacy i ciężki dzień wraz z przykrą konfrontacją. Się nawarzyło piwa, to trzeba je wypić. Dawno nie było mi tak wstyd. Dawno nie czułam się tak głupio. Obiecuję sobie, że ostatni raz byłam tak nieodpowiedzialna i zabieram się za naprawianie wszystkich błędów. Dumę chowam do kieszeni. Tak bardzo mi z tym nie do twarzy. Ale zaraz przypominam sobie "Ołówek" - Tak Kasiu. Życie uczy pokory. Stanowczo. Brutalnie. Dobitnie. 
I odliczam dni do końca maja. Wierzę, że wraz z jego ostatnim dniem, mój pech zniknie, a po złym, pozostaną jedynie rozmyte wspomnienia ... Bo tak zupełnie, to szybko o nim nie zapomnę.