Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolne perypetie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolne perypetie. Pokaż wszystkie posty

2 listopada 2016

Zaduszki




W dniu Zaduszek, w czas jesieni,
odwiedzamy bliskich groby,
zapalamy, zasmuceni,
małe lampki - znak żałoby.
Światła cmentarz rozjaśniły,
że aż łuna bije w dali,
lecz i takie są mogiły, 
gdzie nikt lampki nie zapali.

Władysław Broniewski "Zaduszki"



... deklamuje z powagą Młodsza*.
I w tym roku pamiętała o opuszczonych grobach.
Wzruszyła się Matka.
Wzrok na chwilę odwrócić musiała. 
Taki to nasz listopad. 
Wzruszeniem kolejny raz zaczął się.


 
*Wyzbyła się  strachu i nieśmiałości już prawie doszczętnie. Obecny stopień nieśmiałości nazwałabym raczej ostrożnością czy niestrzępieniem języka po próżnicy ;) Wciąż wszystkich zadziwia. A od 3-ej klasy wiersz na pamięć pracą domową ulubioną (!). Już w drzwiach radosną nowinę matce obwieszcza, a potem chodzi, ćwiczy, powtarza, i z dumą o postępach w nauce informuje. Nie inaczej było i tym razem. A  jeszcze przecież nie tak dawno było zgoła inaczej (KLIK)
 

26 marca 2015

Pierwszy kryzys

W tym tygodniu młodszą córkę państwa Górkowych dopadł pierwszy szkolny kryzys.
Dnia pewnego tuż po powrocie ze szkoły bąknęła pod nosem tym swoim niewyraźnym "ż/sz": "Jusz nie lubię tej szkoły!", po czym rzuciła w kąt plecak i tyle ją widziano.
W tym dniu nie odwiedziła swej matki w pracy. Nie usłyszano też jak to było dotąd w jej zwyczaju wesoło rzuconej propozycji: "Odróbmy jusz te lekcje, bo chcę jusz mieć je z głowy." .
W międzyczasie doszły matkę słuchy (kontrwywiad w osobie starszej siostry) iż na pięterku w domu na górce dochodzi do jawnych aktów dewastacji.
Jak się później okazało, złośliwie pokreślono kredkami (w myśl "jak najpaskudniej"!!!) całą pracę domową zadaną tegoż dnia.

(Górkowa matka niestety nie zdążyła dokonać stosownej fotorelacji - nim dotarła do niej owa stosowność, praca domowa zawędrowała do szkoły i tam też już została. Ale niech no tylko matka uda się na wywiadówkę! Tedy uwieczni to i owo, w przepastny klasowy segregator dziecka swego nie omieszka zaglądnąć. Nie wie jeszcze tylko jak wytłumaczy zapewne wielce zdziwionej nauczycielce w jakim celu ta dokumentacja. Niemniej jednak zamierza się w późniejszym terminie umieścić tu stosowny załącznik.)

Późno wieczorny (gdy już emocje opadły) rodzicielski wywiad przyniósł marny skutek. Widać było że dziecko coś skrywa ... Ponoć powodem tegoż napiętrzenia się emocji miały być prace domowe ("Pani za dużo zadaje."- stwierdziło rzeczowo dziecko). Jednak żadnych zwyżek w temacie prac domowych matka ani nikt inny nie odnotował. Natomiast między wierszami wyczytano zgoła inne powody ...
Matka Sokole Oko ma swoje przypuszczenia.
Myśli iż powodem całego zamieszania jest nie tyle gorszy dzień czy zwyczajne wiosenne przesilenie ...
Matka wyczuwa pierwszy szkolny stres. Prawdziwy. Strach przed porażką?* A może przed byciem gorszym ... ? Zbyt wygórowane ambicje? 
Kontrwywiadowcze penetracje w toku. Przeszkoleni szpiedzy czuwają.
Coś nie gra za dobrze w tej orkiestrze ... Coś tu ewidentnie zgrzyta. Da się słyszeć fałszywa nuta.
Sprawę trzeba pilnie wyjaśnić. 
Oczekuje się powrotu do normalności.
Takiej oto (jak "z obrazka" ^^) normalności ...




*Zadano bowiem w szkole pierwszy wiersz na pamięć. Toż to wydarzenie tygodnia! Poruszenie dla całej Górkowej rodziny (!) - nieśmiałe dziecko bowiem jeszcze nigdy do tej pory nie deklamowało przed szerszym gronem żadnej(!), choćby najkrótszej (!) frazy. Przez całe przedszkole wykręcało się od tego płaczem połączonym z dreszczem na całym wątłym ciałku. Za którymś razem więc odpuszczono sobie dalsze pertraktacje.
Jednak problem ten, aż do teraz, spędzał sen z powiek Górkowej matce.
Zważ szanowny czytelniku na celowe użycie słów "do teraz" ... Bowiem - ta dam! - pierwsze koty za płoty! Strach pokonany. PIĄTECZKA za poniższy wiersz stoi jak wół od dzisiejszego piątku w dzienniku, a dziecko pęka z dumy, wręcz dostało skrzydeł^^



Zofia Lorek
Marzec

Idzie marzec łąkami,
budzi śpiące krokusy.
Przebiśniegi pod lasem
czasem śniegiem oprószy.

Kotki wierzby płaczącej
wieczorami kołysze.
Patrzy z nimi na gwiazdy
i wsłuchuje się w ciszę.


Wierszyk ten chyba już na zawsze pozostanie w pamięci Górkowej matki.
Należy ufać, że będzie to dla Górkowej córy wiersz przełomowy.


25 marca 2015

Codzienność #3

Odkąd młodszą z górkowych córek dotknęło szkolne jarzmo przymusu, ta raczej unika książek.
Sięga po nie sporadycznie. Zazwyczaj po to by przypodobać się matce. Najczęściej późną wieczorową porą. Zmierza wtedy w kierunku przepastnego regału i dobywa z niego adekwatną do chwili lekturę. Wracając, niby mimochodem spogląda w kierunku rodzicielki sprawdzając czy ta aby na pewno odnotowała ten jakże(!) ją radujący fakt, po czym zasiada wygodnie z lekturą w swej ulubionej pantalowatej piżamce* i ... CZYTA.
O tak, właśnie ;)







Szkolnych czytanek nienawidzi.
S
Zczytuje natomiast wszystko co tylko nawinie się "na oko", ot, przypadkiem i niezobowiązująco zaciekawi ... Więc i znaki drogowe (w podróży), i plakaty reklamowe, etykiety kosmetyków (w kąpieli) i artykułów spożywczych (w trakcie posiłków), wszelkie dotąd nierozszyfrowane napisy na swoich/cudzych ubraniach, matki prywatne notatki, stare zeszyty siostry, to co łaskawie zaserwuje telewizor/komputer, itd.
 I przy tym (co rzadkie jest niebywale przy wprost chorobliwej nieśmiałości jednostki) lubi pochwalić się tym co uda się jej rozszyfrować.
Nie raz, nie dwa wyrwał z zamyślenia górkową matkę dziecka dźwięczny głosik rzucający w powietrze wyrwane z kontekstu właśnie wyczytane skądś słowo czy zdanie.
 Jednak ze wszystkich dotychczasowych - najulubieńszym sposobem ćwiczenia bywa że niestety nudnej (wedle jej oceny) sztuki czytania jest ...




Nie naciska się. Nie przymusza. Liczy się na samoistne (dobrym przykładem i zapatrzeniem) wskóranie tego, co tak bardzo chciano by wskórać.

A dziecko czyta pięknie.
 Potrafi(!). W domu na górce wciąż nie dowierza się i zastanawia się kiedy to się stało???
Z tygodnia na tydzień coraz płynniej.
Z intonacją. Bo tu przecinek, tam wykrzyknik, a jeszcze przecież najpiękniej znak zapytania odczytany ^^
I tak mało w tym matki pomocy.
Starsza córka była nieporównywalnie bardziej dopilnowanym dzieckiem ...
Był więc strach, obawa o pomyślność "przedsięwzięcia" ...
Jednak wbrew obawom górkowej matki dziecko rzucone na głęboką wodę wcale nie tonie, a tylko płynie kraulem w stronę wakacji.
A przecież jeszcze nie tak dawno litery były dla dziecka kompletnie nieczytelne, wykaligrafowane przezeń E wyglądało jak 3, 2+2 wcale nie sumowało się w 4 ... , a jeszcze chwilę wcześniej był przedszkolny worek z papciami i na ustach radosna pieśń "całuski, całuski dla was mamy" ... i  w rodzicielskich oczach łzy wzruszenia.
Bo czas ten zasuwa jak szalony.
O czym miała niedługo  przekonać się jeszcze dobitniej górkowa matka ...
Która to uprzednio otarwszy z policzka swe wzruszenie, jęła zastanawiać się nad istotą przemijania.
I wciąż się zastanawia ...
Nie wie bowiem: cieszyć się czy płakać?

Górkowa matka dopatrzyła się na swym licu pierwszych oznak starości.
Zawiało grozą przed jak zwykle zachlapanym lustrem w łazience na górce.
 Górkowa matka teraz tylko w głowę zachodzi dlaczegóż to proces starzenia się rozpoczął się akurat od poziomych bruzd na czole ...?


Ku pamięci.


*widoczna na zdjęciu większa wersja śpiochów, absolutny Nr1 ostatnich tygodni

6 lutego 2015

Upadek dobrego chrześcijanina*

Zwykły dzień z życia pewnej klasy.
Czwartkowa lekcja religii.
Katecheta (bardzo przykładnie i poważnie traktujący swoje obowiązki)  przez całą godzinę lekcyjną próbuje w jak najciekawszy sposób przekazać młodym ludziom jak ważne jest bycie dobrym chrześcijaninem. (Z racji własnych obserwacji z szerszym potraktowaniem tematu nie używania wulgaryzmów.)
IVa niestety do grzecznych nie należy.
Aniołków w niej niewiele. Diabełków natomiast co niemiara.
Trudno tu o posłuch.
Warunki do prowadzenia lekcji spartańskie (bynajmniej nie ze względów lokalowych).
Uczniowie jak zwykle pochłonięci są rozmowami, ci dyskretniejsi zaś pisaniem i rzucaniem do siebie liścików.
Klasowy błazen skutecznie skupia na sobie uwagę wszystkich. A to co w tym celu wyczynia nie nadaje się na tutejszą publikację.
W pewnym momencie między chłopcami wybucha bójka. (W sumie nic nowego. Dzień jak co dzień i nie powinno to już nikogo dziwić.)
Hałas, harmider, głowa boli.
Jakże magiczna cisza musiała nastać w klasie po niekontrolowanym krzyku wydobywającym się z gardła katechety:

-K..wa! Mam was już wszystkich dosyć!





 * Przy całej sympatii i współczuciu należnemu poległemu katechecie, całe zdarzenie śmieszy mnie okrutnie :)))

13 listopada 2014

Ulotność sikorki

JESIEŃ na dobre rozgościła się w Mniejszym Mieście.
Przycupnęła w parku pod starym kasztanem. Dobrze jej tam. Choć prawie nikt jej nie odwiedza. A może właśnie dlatego ...
Pokryła grubą warstwą rozpaćkanych liści chodniki, trawniki, podwórka i parkowe alejki.
Gęstą jak kaszka manna mgłą puka co wieczór do okien.
Kroplami deszczu czasem miarowo zastuka w parapet, zapomniane pranie zrosi, mozaikę z kałuż na nierównych chodnikach zostawi.
Chłodem zawieje w kołnierz, szalikiem w twarz trzepnie, nos w czerwień przystroi, w kominie złowrogo zawyje.
Innym razem zbłąkanym promieniem słonecznym kurtkę rozepnie, czapkę z głowy ściągnie, ciepły cień na ścianę rzuci, po regale z grzbietów przeczytanych książek przepłynie, podświetli tańczący w powietrzu kurz, policzki przez szybę przygrzeje.
Uważnych jesień uraczy widokiem sikorki wesoło i z gracją skaczącej po kikutach brzozowych konarów. Na wyciągniecie ręki przecież, tuż za oknem.
Tych którzy na chwilę zwolnią zachwyci dywanem szeleszczących liści, prawdziwą feerią barw oślepi.
Dla spóźnionych grzybiarzy łaskawa jest (była).
Dobra jesień potrzebujących milusińskich ciepłą budą obdaruje. I odtąd niestraszna im zima.

Jesień lubi się stroić. Najchętniej w żywe kolory. Zagląda do tutejszych szmateksów i wyłuskuje z nich ciepłe swetry i miękkie sukienki.
Miedzianym złotem koloruje blond włosy dodając szarym dniom blasku.
Jesień nocną porą odkurza zaległe stosy zapomnianych książek, uwalniając jedną po drugiej z niebytu, by zaraz upchnąć w przepełnionym regale.
Jesień nieśmiało błądząca myślami wokół szydełka i szydełkowej patchworkowej kapy na łóżko.
Jesień gorąca od parującej kawy wypijanej w hektolitrach. Słodka od kilogramów słodyczy pożeranych bez skrupułów. Pełna nocnego obżarstwa (jak wcześniej).
Jesień z zapachem garujących drożdży i smakiem domowej pizzy w menu przewodnim.
Jesień pisana wyczekiwanymi emisjami serialu "Wataha", oglądanego na wstrzymanym wdechu, ze zgryzaniem lakieru z paznokci włącznie, z uwzględnieniem oczywistych nagrań i późniejszych powtórek, z cofaniem i przesuwaniem fabuły, by rozwikłać wciąż nierozwikłaną zagadkę ... (Ostatnio z takim zaangażowaniem to chyba sto lat temu "Prison break"... :)





Jesień otulająca jak miękką kołderką pragnieniem nicnierobienia.
Jesień pełna dni bez wytchnienia, dni znikających zbyt szybko za horyzontem, dni niezauważonych ...
Jesień sennych dni pełnych niemocy w kuchennych wojażach utulonych i oswojonych.
Jesień dni lepkich od nietęgich myśli spływających słoną strużką po policzku.
Gdy niezauważone w ciągu dnia wydarzenia wracają wieczorem pod postacią stop-klatek, wywołując uczucie wstydu i żalu nie do ugaszenia.
Gdy Ktoś zachwyci się skaczącymi za oknem sikorkami, a ktoś inny odbierze tej chwili magię wydając kolejne komendy. Bo szybko. Bo czas goni. Bo nerwy. A nerwy przecież najlepiej ... w konserwy.
PRZECIEKA PRZEZ PALCE TO CO CENNE.
Ucieka Życie przez duże Ż. Zbyt naturalnie ustępuje miejsca sprawom mniej ważnym. Mówię STOP. Staram się pamiętać by w odpowiednim momencie wzniecić bunt, tupnąć nóżką, zagrozić sobie samej srogo palcem.

A przecież jesień nas nie oszczędza.
Przywitała nas skumulowaniem szkolnych i pozaszkolnych obowiązków.
Starszą sprowadziła na ziemię pierwszą tróją i dwóją (o dziwo obyło się bez większej rozpaczy), pokazując tym samym, że to już nie przelewki ... ;) Mimo to Starsza wciąż dzierży tytuł pilnej uczennicy, zapisuje się coraz zuchwalej w historii swej szkoły, sztandar i apele jej niestraszne, wszystkie konkursy zaliczone (niestety bywa że w dosłownym tego słowa znaczeniu - choćby bez przygotowania charakterystycznego wszystkim pewnym swych umiejętności zdolnym leniwcom), wciąż w radości i skupieniu pracuje nad swoim miejscem w szeregu nieświadomie dając początek nowemu wyścigowi szczurów (co niezmiennie ją zadziwia).
I wreszcie obudził się w niej duch sportu. Pan od w-f-u dojrzał w niej potencjał siatkarki. Przy okazji owocowe imię zamienił w ksywkę "Borówka" :) Przyjęła się. Lovamy ^^
Starsza zaniedbując nieco szkołę, rozwija coraz bardziej pozaszkolne skrzydła, teatralnie rozpościerając je do coraz potężniejszych rozmiarów. To właśnie ich głośny trzepot zmniejsza ból po gorszej ocenie. Bo Starsza kocha scenę z wzajemnością.
Młodszej jesień dała fory w szkolnej przygodzie jako tej z przypiętą metką nieśmiałej. Po pierwszych wątpliwościach, po naszym strachu, że znów ze spuszczoną głową odmówi przeczytania czytanki, że znów z trzęsącymi nóżkami i ze skubaniem paluszków odpowie cichutko na zadane pytanie, zostały wspomnienia ... Bo Młodszej wbrew MOIM obawom najlepiej zrobiła właśnie zmiana otoczenia. Choć jeszcze długa droga przed nią, to jednak zmieniła się bardzo ... Zaskoczyła wszystkich swą samodzielnością i ... skrywaną bystrością przyćmioną porządną porcją geniuszu :D I olśniło tępą matkę, że przecież i Starszej początki,  pierwsze kroki były stopniowe, że trochę trwało nim uwierzyła w swą siłę sprawczą ;)
Póki co więc nie psioczę na rządowy podręcznik (choć znalazłoby się kilka powodów), a Ona w skupieniu kreśli piękne literki (cała rodzina zachwyca się nie bez powodu), odbębnia niedbale cyferki (to strasznie nuuuuuudne przecież), zużywa tony gumki do ścierania, nie informuje/informuje ze znacznym opóźnieniem o nowych ocenach, za to nadgorliwie donosi o nowych notkach w zeszycie do korespondencji (nie mylić z uwagami!), odmawia nauki modlitw na religię, kaleczy palec krojąc owoce do szkolnej sałatki, mówi "dostałam złą ocenę" podczas gdy w zeszycie widnieje 5- (ach! ten zdradliwy minusik!), z trzęsącą bródką daje z siebie wszystko na lekcjach pływania, pokonując kolejne strachy jak bajkowy krokodyl ze szkolnych zajęć bajko-terapii, i uwielbia gdy pan od w-fu zwraca się do wszystkich per Smerfy ^^


Taka to właśnie pisze nam się jesień.



27 czerwca 2014

Biały kołnierzyk

Od kilku dni w domu trwa obstawianie ... Przez samą zainteresowaną oczywiście ...
Ile dyplomów w tym roku zgarnie w dniu rozdania świadectw ;D
Któż to zgadnie ... ?
(Niektóre zdążyła już przytachać do domu. Jednak największą radość sprawił ten ze zdjęcia - zdecydowany faworyt kolekcji. Śmiało eksponowany na światło dzienne :))
Jutro godzina prawdy ...
A Ona nie myśli o niczym innym jak tylko o tej bliżej nieznanej, magicznej cyfrze (sama już pogubiła się w skomplikowanej rachubie) oraz o towarzyszących jej książkowych nagrodach ^^
Dostałam też od Niej nakaz bardzo głośnego klaskania, za każdym razem, kiedy zostanie wywołana do uściśnięcia dyrektorskiej dłoni ;)
SIĘ WIE!
Pęknę z dumy! To pewne.
Zawsze pękam.





Ciężki to będzie dzień dla całej naszej rodzinki.
Dzień pożegnań, których to szczególnie nie znoszę.
Obecność łez gwarantowana. Byleby tusz wytrzymał i obyło się bez szlochów ... Celowo przyozdobię twarz stosownym makijażem, który to będzie moje emocje trzymał w jako takich ryzach.
A spokojnie popłaczę sobie wieczorem, gdy nikt nie będzie widział, do poduszki ...
Bo ...
Żegnamy przedszkole i dziwnie czujemy się ze świadomością, iż nie przestąpimy już nigdy więcej progu tego jakże bliskiego nam budynku ... Tyle lat w jego murach ... Prawdziwy szmat czasu. Wiele wzlotów i upadków, potknięć, ale i zaskakujących zwrotów akcji, tyle różnych emocji i wspomnień na zawsze.
Wcześniej, żegnając to przedszkole ze Starszą, mieliśmy poczucie wciąż otwartej furtki - gdy Starsza wkładała na plecy tornister, Młodsza pierwszy raz sięgała po worek na przedszkolne papcie.
Teraz już tego nie będzie ...
Do Młodszej dopiero dzisiaj dotarło, że to już koniec ... Prawdziwy koniec.
Jakaś markotna stała się wieczorem i chyba nawet jakaś samotna łezka zakręciła się w oczku, choć dzielnie starała się to ukryć przed czujnym matczynym wzrokiem.

Starsza z kolei kończy nauczanie początkowe, żegnając tym samym nauczyciela, który wprowadził ją do świata liter i cyfr bardzo skutecznie, zaszczepił ciekawość świata i chęć do nauki oraz pokazał bardzo przyjazny obraz szkoły.
Choć sama miałabym kilka malutkich zastrzeżeń, to jednak wyraźnie widzę jaki kawał dobrej roboty odwaliła ta szkoła. Tylko dlatego z nadzieją i wiarą patrzę na start w tejże szkole Młodszej, zupełnie nie gotowej do udźwignięcia ciężaru obowiązku szkolnego ...

Od września idzie wielkie nowe ...
Młodszą czeka prawdziwa rewolucja.
Dla Starszej - Witaj prawdziwa szkoło!
Wszyscy tak straszą czwartą klasą, że Starsza już prosi o nowe podręczniki, by jak sama mówi "troszkę się podszkolić" ;) Dziś, w przeddzień wakacji, ćwiczyła ułamki (!).* Wielkie WOW!
Na białe kołnierzyki nie ma mocnych.



*Niechaj żaden czytelnik nie pomyśli, że to z matki nakazu (!). Matka odradza, tłumaczy ... Nic to!  Żadnego posłuchu ;P