Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ku pamięci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ku pamięci. Pokaż wszystkie posty

20 lutego 2016

O. Szustak, Mela i Michelle Williams

Uważny luty trwa w najlepsze.
Niezapomnianymi przeżyciami zapisuje się w pamięci.
Każdy wielkopostny filmik o. Szustaka daje do myślenia i pokazuje proste rozwiązania na to jak żyć pełniej, głębiej, uważniej ... Proste rozwiązania,  o których zapominamy w swoim codziennym zabieganiu.  Zupełnie nienatrętna i bezbolesna "przypominajka" nie tylko dla wierzących ... Bez zbędnego umoralniania, bez zbędnych słów ... Poprostu jednym słowem.
Marzenia? Proszę bardzo. Realizuję.
Tydzień temu szykowałam się na ten koncert.
Zachwycająca Mela.  Zupełnie nowe aranżacje mniej i bardziej znanych utworów.  Skoczne dźwięki ukulele. Niezwykła gra świateł. Gwiezdna iluminacja świetlna.
Całość prezentowała się lepiej aniżeli na płycie. Dreszczem doznań raz po raz niosła się po ciele.
Jeśli tylko zdarzy się sposobność ... koniecznie powtórka z rozrywki.


*****A dziś, w ramach doznań duchowych,  jeden z moich ulubionych filmów - "Take This Waltz" - z genialną Michelle Williams w roli głównej, świetnymi zdjęciami, przepiękną ścieżką dźwiękową - o 20.10 na TVP Kultura! TUTAJ o nim pisałam.
Kto nie widział - nie do przegapienia!


























 




18 września 2015

Codzienność # 6


Mała J. (zwana Starszą) uwielbiała gdy podczas czytania bajek zmieniałam dobrze jej znane treści, wplatając w nie słowa zmyślone, mniej lub bardziej (czasem wręcz komicznie) kontrastowo odstające od reszty. Jej zadaniem było wychwycenie tych różnic. Zdarzy się że i teraz przypomni nam się tamta zabawa wraz z frajdą jej towarzyszącą*. To również dobry sposób na sprawdzenie czujności i stanu zasłuchania słuchacza ;)
Dziś J. wychwytuje w lekturach wszelkie niuanse, nieścisłości, jak również błędy stylistyczne (i ortograficzne rzecz jasna ;) ). A ja wciąż nie mogę uwierzyć , że to ona, moja malutka, już tak dorosła ...
Uwielbiam jej błyskotliwość,  wyczucie literackie i stylistyczne czepialstwo (bywa że i matkę i ojca z przymrużeniem oka taktowanie poprawi).
Ma niesamowitą jak na swój wiek lekkość  pióra, i to coś ... ten literacki szósty zmysł ...
Pewien wtorkowy wieczór.
Wracamy po baaaardzo długiej przerwie do wieczornego czytania.
Na tapecie "Gałka od łóżka" Mary Norton (nadgryziona miesiące temu, zapomniana, pogrążona w niebycie).
Czytam:
"Krzesło, na którym siedział Pawełek, było puste. Pawełek zniknął, a na krześle, na jego miejscu, siedziała mała, żółta żabka."

-"Czyli jednak nie było takie puste (krzesło)."-  wtrąca błyskotliwe Starsza.

Rozbrajające są tego typu uwagi w pewnej fazie zaczytania ;)





Że Starsza jest molem książkowym wiadomo nie od dziś. Książki czyta stosami.  Bywa że kilka tytułów jednocześnie. Do niektórych książek wraca z zadziwiającą częstotliwością.
Serię o Harrym Potterze przypomina sobie w każde wakacje, a jeśli zastęskni szybciej to i częściej.
Ostatnio w jej szkole ogłoszono konkurs wiedzy o tym bohaterze.  Jest wniebowzięta. Już teraz mogę wytypować zwycięzcę ;)




Ale że Młodsza coraz chętniej sięga po prawdziwe lektury, to już news z pierwszej ręki. Zdarza się coraz częściej,  że książkę tu i ówdzie porzuci. A najchętniej  ... czyta innym :) Najczęściej swej wniebowziętej rodzicielce.





Na doklejkę przekomiczne słowotwórstwo Młodszej.
Ku pamięci. By zapobiec zapomnieniu.
Z ulubionych:
"Grzywka mi zawiatrowała"

Niektórych słówek nie sposób wyplewić z jej słownika:
"podciszyć" (przyciszyć)

"trzebało" (trzeba było)



P.S. Na komentarze odpowiem jak tylko złapię oddech :)


*Młodsza natomiast nigdy nie lubiła tych naszych innowacji. Drażniły i drażnią je one aż do teraz. Wszelkie zmiany w dobrze jej znanych treściach burzą jej spokój i harmonię, bywa że nawet doprowadzają do łez. 

14 września 2015

A w domu na górce ...

Granatem zabarwione groźne niebo za oknem.
Jesieni chłodem zawiało. Tylko patrzeć jak brzózka pokryje się szeleszczącą żółcią.
W szafie zapach świeżej lawendy od Martyshki. (Czy to już  pora by pochować w głąb szaf letnie ubrania?)
Ciepłe papcie przy łóżku.
Na łóżku zaś dodatkowe grube pledy.
Włochate szlafroki przeproszone.
Najgrubsze z piżam upychane co rano pod poduszkami.
Wzmożone spożycie herbaty zabajonej gęstym miodem.
Pierwsze zdrowotne kryzysy szybko zażegnane. Tfu! Tfu!
Na stoliku nocnym wreszcie ruszone lektury. Tuż obok mocno aromatycznych maseł do ciała. I na nie wreszcie nastała pora.

W domu na górce zmiany.
Pukle i kosmyki utracone.
A wraz z nimi długie warkocze i kłosy, koki i końskie ogony. W nie czesać to już tylko lalki ...
Pierwsze "dorosłe" fryzury na (wciąż w moich oczach i myślach) małych główkach.
A wraz z nimi jakby kończące się ich dzieciństwo, kolejny zamknięty etap za nami.
Przejmujące uczucie, że oto znów coś się kończy, a coś się zaczyna.
Gorzki smutek panoszący się w myślach.
Ściskający gardło i serducho żal za utraconym.
Długo matka nie mogła sprawy przetrawić.
Jeszcze dłużej w palcach obracała stracone pukle.






23 lipca 2015

Złodziej serc


Antonio skradł serca wszystkich.
Bez wyjątku.
Świat kręci się wokół niego.
I cały, calusieńki leży u jego stóp(ek).

Antek - jeszcze niezapisana biała księga.

Przed Tobą miliony przygód, tryliony wspomnień, niezliczona ilość chwil pięknych, chwil ulotnych, chwil niezapomnianych ...

Zawsze pamiętaj o tym, że Możesz Wszystko!
Nie bój się marzyć.
Idź odważnie przez życie.
Żyj w zgodzie ze sobą.
Żyj uważnie (!).
Żyj ciekawie.
Jak ognia unikaj nudy, nudnych  ludzi i nudnych książek.
Nigdy nie trać nadziei i tego błysku w oku co go zwą ciekawością świata.
Wierz w ludzi i dobro.
Ono się mnoży i zawsze powraca.
Patrz z miłością.
Z uwielbieniem.
Chłoń wszystkimi zmysłami łapczywie.
Ponad wszystko kochaj życie.

Wspaniałego życia, Antek!




♥♥♥


*Z albumu młodego tatusia.

19 lipca 2015

Jeszcze imieninowo :)




W temacie spełnionych marzeń.
Z tak kolorowym amuletem niestraszna mi żadna jesień!
Wymarzone cudo zawisło na górkowej ścianie.
(Licząc  na własną szydelkową kulawość mogłabym tego nigdy nie doczekać  ;)
Sprawczynią szczęścia współmiernego do wkładu pracy włożonego w twórczy prezent ...
oczywiście Martyshka
Nie mogąc być tego dnia ze mną, znalazła sposób na to by prezent dotarł na czas.
Spiskując z Poślubionym uszczęśliwiła mnie na odległość.
Wielką mi radość sprawiłaś tą niespodzianką :*



W fioletowym pudełeczku ulubiona słodka przekąska :)


5 lipca 2015

Wakacje z kulturką

Obiecałam sobie wycisnąć z tego lata i z tych wakacji jak najwięcej dla nas.
Póki co sumiennie się tego trzymam.
Więc kolejny po brzegi zapełniony wrażeniami weekend w toku.

Wieczór kulturalny w spowitym mrokiem nadleśnictwie Turek.
Na ten jeden lipcowy wieczór w Lasach Tura zaczęła nadawać Ptasia Stacja.
Moc wrażeń duchowych w otoczeniu drzew, cudnych lampionów rozwieszonych tu i tam, oczka wodnego pełnego nenufarów i wirujących na wietrze płyt gramofonowych, wśród muzyki płynącej lasem i gry świateł rzucanych prosto w mrok.
Koc na trawie, tulące się do mnie One, kojące towarzystwo Martyshki, szalone pląsy zdolnej dyrygentki ,  muzyka kładąca się na ciele dreszczem wrażenia.







1 lipca 2015

Wakacje czas zacząć

Zakończenie roku szkolnego za nami.
Emocjonujący dzień. Wręczanie kwiatów, podziękowania ... , a na deser zagubione świadectwa IVa.
Na szczęście odnalazły się, choć nasze wciąż do nas nie dotarło i rozżalenie Starszej pozostało. (stąd brak corocznej fotorelacji)
Starsza spisała się na medal. Cały rok sumiennie pracowała na swój sukces.  Pomimo porażająco kiepskiej frekwencji (zaraza w Mniejszym Mieście) wciąż dzierży berło klasowego kujona ;) , gdyż wszyscy koledzy i koleżanki jak jeden mąż nadziwić się nie mogą, że kogoś może ciekawić i bawić(!) zdobywanie wiedzy (nie dla samych ocen w dodatku!). Najwyższa średnia w klasie to dla niektórych straszny obciach. Dla samych nauczycieli zaś, jak trafnie napisała Jarecka  ,uczeń głodny wiedzy to jak "powiew bryzy w upalny dzień" ale i niestety gatunek na wymarciu ...
Dumna jestem ze Starszej tym bardziej,  że z powodów ode mnie niezależnych nie ma w tym sukcesie kompletnie żadnego mojego udziału, niczyjej pomocy czy choćby dopilnowania.
Nul. Zero.
Starsza musiała bardzo szybko i sprawnie usamodzielnić się. A i Młodsza miała utrudniony start. Raz że przygoda ze szkołą rozpoczęła się dla niej szybciej, dwa że nie miała do dyspozycji bezrobotnej matki jak nie przymierzając Starsza siostra cztery lata wstecz. Taka już to bolączka wszystkich zapracowanych rodziców.

Tak więc na Starszą znów spadł deszcz dyplomów i wyróżnień (w tym roku  sztuk 6), a za nimi świadectwo z czerwonym paskiem (pierwsze nieopisowe!, a z ocenami!) i stypendium naukowe!
Od września  5 klasa, na którą  oczywiście już się cieszy, bo jak sama powtarza "to na tę klasę czekała najbardziej". Niestety nie potrafi tego uzasadnić ;) Obawiam się, że rok temu nasłuchała się naszego "straszenia" IV klasą, przełomem podstawówki, no a przecież teraz to już tylko stabilizacja ;)

Młodsza pokonała swoją chorobliwą nieśmiałość. Wciąż jeszcze dużo pracy przed nami, jednak w końcu widzimy światełko w tunelu.
Śmiało można nazwać ją wzorowym pierwszakiem, obowiązkowym, sumiennym,  z pięknie prowadzonym zeszytem, z nadzwyczaj kształtnym charakterem pisma,  z pięknie intonowanym czytaniem, z palcem uniesionym wyrywającym się nieśmiało (ale jednak) do odpowiedzi, z wierszykiem recytowanym prawie bez tremy, z cyferkami za pan brat, z lekcjami odrobionymi na czas bez potrzeby "zaganiania" do nauki, a przede wszystkim z uśmiechem na twarzy co rano.
Ten rok bardzo ją zmienił.
Nie żałuję  swojej decyzji, tego że nie walczyłam o odroczenie obowiązku szkolnego.
Choć nadal jestem przeciwna wcześniejszemu posyłaniu dzieci do szkół (!).
Jednak nasza sytuacja była inna. Luśka  nie bardzo lubiła swoje przedszkole, a raczej swoją panią przedszkolankę,  która kompletnie nie potrafiła bądź nie chciała dotrzeć do tzw. "trudnych" dzieci.
Choć rok temu biłam się z myślami nie wiedząc czy dobrze robię, to teraz jestem szczęśliwa z powodu tamtej decyzji.
Pewnie Młodszej będzie trudniej niż dzieciom, które poszły do szkoły starym systemem, pewnie te różnice uwidocznią się w późniejszych latach. Jednak już teraz można pracować nad tym by te różnice były jak najmniejsze, a nawet by nigdy nie miały miejsca ...
Psychika odgrywa tu najważniejszą rolę. Zabierając Młodą z miejsca które ją blokowało i które ją zaszufladkowało, zrobiliśmy to co mogliśmy zrobić dla niej na tamten moment najlepszego.
Młoda zmieniła się.
Co z tego że na konkursie z czytania ze zrozumieniem  rozpłakała się i wystraszyła obecności innych starszych dzieci ...
Dla mnie sukcesem jest to że została na ten konkurs wytypowana i że wiem iż spokojnie dałaby sobie radę ... Zabrakło odwagi i wiary we własne siły.
Jednak nie nagrody są najważniejsze,  nie kolejne medale ...
Najważniejsze że polubiła szkołę,  że lubi się uczyć, poznawać nowe.
Tym razem trafiła na mądrego nauczyciela, który małymi kroczkami otwiera jej twardą skorupkę nieśmiałości i którego to ona uwielbia.
Nie zdobyła więc żadnego medalu czy  dyplomu ... Nic prócz  pięknego opisowego świadectwa!
Jednak w naszym mniemaniu zrobiła prawdziwy krok milowy i jest prawdziwym championem! :)))





Było co świętować!
A okoliczności do świętowania wyrosły nam same jak grzyby po deszczu. Hulaliśmy tu i tam przez cały weekend :)
Zaczęliśmy od już corocznej tradycji ...




Przez wieczorne ognisko na zakończenie sezonu sekcji judo (Starszej od dwóch miesięcy nowy konik,  Młodsza po krótkim oczarowaniu odmówiła uczęszczania - przerosły  ją bardziej zaawansowane chwyty, na które zbyt delikatna z niej nimfa :))  )...








Po wesele jednej z ciotek następnego dnia ...






Teraz czas wrócić do normalności, czyli naszej szarej zwykłej wakacyjności. Niestety  wiele brakuje jej do ideału.
Ale tym razem bez smęcenia!!! :)


4 stycznia 2015

Grudniowe love

Dawno już minęły chwile magii.
Szarobure dni buchnęły w twarz pospolitym znużeniem i dawno zapomnianym poczuciem bezsensu.
Nijak ne potrafię odnaleźć się w normalności dnia codziennego, pogodzić z brakiem magii, której na próżno wypatruję wokół siebie ...
Z tym że najbardziej magiczny i jednocześnie najbardziej gorący miesiąc już za nami.
Ulubiony, choć od zawsze w obowiązkowym towarzystwie bólu mięśni od nadmiaru stresu, łamania w plecach od nadmiaru obowiązków i planów na już.
A przecież grudzień rządzi się swoimi prawami :)
Każdy kolejny zupełnie inny od poprzedniego. 
Kolejne urodzinki Starszej i mój pierwszy w życiu tort dla Niej. Czekoladowy. Może nie  najpiękniejszy, ale na pewno najsmaczniejszy. Tak bardzo, jak bardzo szybko powtórzony jego wypiek.
Nieco później moje kolejne trzydzieści parę świeczek. Jedynie wirtualnych, bo nie lubię ich celebrować ...
Zaskakujące mikołajkowe prezenty - mimo niewyczyszczonych butów i o mnie Mikołaj pamiętał.
Moja mała wielka wygrana w pewnym konkursie i zbudzone pragnienie spróbowania swoich sił gdzie indziej.
Niezapomniane zadania adwentowe.
I znów w czasopędzie zabrakło czasu na tyle planów...
Pierniczki dojrzewające w puszce czekały na przyozdobienie aż do wczoraj.
Kilka zadań adwentowych będzie musiało poczekać jeszcze dłużej. Niektóre całe 12 miesięcy.
A razem z nimi marzenie o spokojnych, leniwych świętach. A jeśli takie nastaną, znaczyć to będzie tylko jedno. Że w końcu się ułożyło. Wszystko. Po mojej myśli.
A tymczasem ...
Kolejne święta bez uchwyconych w kadry momentów.
Kilka przypadkowych ujęć.
A w głowie setki wspomnień, na które zabrakło czasu, chęci, cierpliwości by zamknąć na zawsze w stop-klatce i ocalić od zapomnienia.
Jak czyjś anielski śpiew niosący się echem po murach starego kościoła i zimnym dreszczem na całym ciele.
Kruche ciasteczka dla Mikołaja przystemplowane pieczęcią made with love.
Nasze magiczne adwentowe lektury. 
Wyprawa po choinkę i jej ubieranie, a później sukcesywne dostrajanie.
Gałązki choinki ciężkie od szydełkowych aniołków i leciwych bombek prosto ze zbiorów teściowej.
Bombki hand made by Starsza.
Świąteczne kartki i prezenty by Młodsza, a wśród  nich najpiękniejsza zakładka do książki jaką kiedykolwiek miałam.
I brokat na  stole, brokat na podłodze, brokat wszędzie :)
Blask choinkowych światełek otulających ciepłem mrok.
W głośnikach, w głowie i na ustach kolędy.
Okienna girlanda z szydełkowych ozdób od Martyshki.
Grudniowe słońce tańczące po ścianach i meblach.
Liścik dla  Mikołaja i jego na niego odpowiedź.
Nocne elfowanie z Poślubionym, gdy już sen zmorzył najbardziej zainteresowane i wścibskie osóbki, a jego skutkiem nasze podkrążone oczy i ciężkie powieki. Chroniczne grudniowe niedosypianie. Ale ...
Zalegające pod choinką pakunki w laminacie z szarego papieru i wyczekanego kolorowego sznurka, z pieczęcią z zasuszonej pomarańczy, podpisane drżącą mikołajową dłonią.
Piękna, rodzinna kolacja wigilijna, po raz pierwszy nie w domu rodzinnym. Bo czasem tak trzeba i nie można inaczej.
Pasterka ze Starszą i nasze nocne rozmarzone i bardzo poważne rozmowy. Jej coraz większa rączka w mojej dłoni i coraz częściej bombardująca myśl jak długo jeszcze będzie chciała ją tam trzymać ...
Święta bez chwili wytchnienia, na wariata, oblepione lepką spontanicznościną, z którą mi nie do twarzy, a która to zawsze wychodzi mi na zdrowie.
Święta zarwanych nocy i późnych śniadań, kompletnej niestabilizacji dnia i nocy dla wszystkich członków rodziny włącznie z Nimi.
Święta w rozjazdach, pełne odwiedzin, życzeń prosto z serca i pięknych prezentów,  którymi wciąż nie ma kiedy się nacieszyć.
Budzący się do życia dom, który w końcu zaczyna przyjmować gości.
Tłok i głośne rozmowy przy stole.
Głośny śmiech dzieci.
Pierścionek zaręczynowy na czyimś palcu i twarz pełna wzruszenia, gdy dzieli się ze mną piękną nowiną ... znów zostanę ciocią :))) i już się doczekać nie mogę.
W sercu skrząca się nadzieja na lepsze jutro.
Wiara, nadzieja, miłość.





 




















A stary rok pożegnany w piżamie,  z makijażem na płatkach kosmetycznych w łazienkowym koszu, z konfetti we włosach, z konfetti wysypującym się z piżamy, z żądnymi sylwestrowej zabawy trzema pannicami pląsającymi w takt muzyki prosto z telewizora, oraz z zasady podwórkowym Mańkiem wystraszonym przez całodzienne fajerwerki wtulonym w moje papcie, z radiową Trójką w tle, francuskim szampanem w kieliszku i  z gorącą szarlotką w piekarniku.
Nie lubię Sylwestra, podsumowań, smutnej nostalgii ...
W tym roku mam dla siebie tylko jeden plan - plan bycia szczęśliwą.
I WY bądźcie szczęśliwi! Niechaj ten rok przyniesie nam wszystkim coś dobrego ...