Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmowo. Pokaż wszystkie posty

5 października 2015

Chemia






"Chemia" muzyką wciąż brzmi w głowie.
Odsianymi z miałkości dialogu obrazami pod zamkniętymi powiekami przebiega.
Kadrami wymownymi myśli oblepia.






14 marca 2015

Smakuje, pani Aneto.




"Joanna zgodziła się na ten film głównie dla syna. Wiem, że pisała do niego listy. (...) A ja będę szczęśliwa, gdy po obejrzeniu mojego filmu kawa będzie smakowała jak nigdy dotąd."

 Aneta Kopacz o swoim filmie "Joanna"
/"Wysokie Obcasy" nr 11/2015/

TUTAJ możecie przeczytać cały artykuł


22 lutego 2015

Informacyjnie.

Wpadłam rankiem do Kropki i przepadłam.
Najpierw w LEOBLOGU - nie mogłam oderwać się od komputera.
Podczas gdy łzy kapały na kołdrę, ja odpłynęłam gdzieś daleko. Daleko od katarów, narastającej gorączki, nieprzespanej od męczącego kaszlu nocy (zaledwie jednej nocy - phi!), nużącej pracy i braku perspektyw na przyszłość. Bo czymże to wszystko jest wobec historii Leosia i jego rodziców ...
Później szybka rejestracja na ninateka.pl
Teraz już tylko czekam na wieczór i długo wyczekiwaną prezentację.

Tylko dziś, w godzinach 19:00-22:00, na stronie ninateka.pl, wyjątkowy, jednorazowy, bezpłatny pokaz filmu Anety Kopacz "Joanna".

Kto czytał Chustkę, kto zna jej bloga i tę historię, ten wie że nie można przejść obojętnie obok tego dokumentu.
A kto nie zna, nie słyszał, niechaj szykuje się na wieczorny seans. 
Bez wątpienia warto.
Piękna lekcja dla Każdego, bez wyjątku.








25 lipca 2014

Five minutes of heaven (z mocnym przytupem)

Magiczne pięć minut.
Wykradzione w środku dnia.
Tylko dla mnie.
Sierpniowe wydanie "Mojego mieszkania" (i towarzyszący kontemplacji błogostan ^^) w połączeniu ze smaczną i koniecznie słodką przekąską (wariacja kubków smakowych).
Na stół wjechało ... ciasto na maślance w towarzystwie soczystej śliwki i chrupiącej kruszonki.
Choć wizualnie do złudzenia przypomina drożdżowca, łamie serce wilgocią sprężysto-mięsistą i delikatnym maślanym smakiem ... Mmmm... Pycha.
Tak pyszne (i niezawodne), że dziś z rozpędu poczyniłam je ponownie. Tym razem z dodatkiem rabarbaru*. Na bogato :))

Ciasto na maślance z owocami

Składniki:

Ciasto:
- 1 szklanka maślanki
- 2,5 szklanki mąki pszennej
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 (nie)pełna szklanka cukru - w zależności co kto lubi ... Osobiście bojąc się, że ciasto będzie za mało słodkie, nagminnie je ... przesładzam ;D Wedle mojej oceny im mniej w placku z maślanką cukru, tym lepiej.
- 1 cukier waniliowy (1 duże opakowanie - 30 g) - tu nie żałujemy, sypiemy szczodrze :)
- 3 jajka
- 1/2 szkl. oleju

 Dodatkowo:
- ulubione owoce - (świeże bądź mrożone) - jako że sezon w pełni, aktualnie rządzą u nas śliwki i rabarbar, naprzemiennie lub w słodko-kwaśnym połączeniu :)

Kruszonka:
- 125 g masła
- 125 g cukru (niepełna szklanka)
- 1 mały cukier waniliowy (15 g) - no ba! ;) I tu nie może go zabraknąć ^^
- 250 g mąki pszennej (2 pełne szklanki)

Przygotowanie:

Ciasto:
Ponieważ gotowa masa jest dość gęsta, wyrabiam ją mikserem. Całe jajka ubijam najpierw z szczyptą soli (siła przyzwyczajenia ;), pod koniec ubijania dodaję cukier i cukier waniliowy. Gdy masa cukrowo-jajeczna stanie się puszysta, wlewam maślankę (cały czas miksując już na zmniejszonych obrotach) i olej. Mąkę mieszam z proszkiem do pieczenia (przesiewam) i powoli dodaję do ciasta (cały czas miksując). Gdy składniki połączą się, a ciasto zacznie puszczać pęcherzyki powietrza, wyłączam mikser ;)
Gotową masę przelewam do blaszki o wymiarach 25 x 35 cm (duża blaszka) wyłożonej papierem do pieczenia i sięgam po wcześniej przygotowane owoce.

Owoce wcześniej myję i oczyszczam. Rabarbar kroję na 1 cm kawałki, śliwki w połówki (ułożone na placku skórką do dołu! , w "łódeczki").

Kruszonka:
W małej misce skubię (ręcznie) masło z cukrem. Następnie dodaję mąkę tak, by powstały grudki.
Rozkruszam na owocach.

Tak przygotowane ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temp. 180 stopni i pieczemy ok. 35 minut - czas pieczenia zależy od wymiaru blaszki jakiej użyjemy oraz od ilości ciasta (ja ją za każdym razem podwoiłam, czas pieczenia wydłuża się wtedy do godziny.).
Głównym kryterium oceny czy ciasto nadaje się już do spożycia, nie jest "suchy patyczek" (to rzadko przeze mnie praktykowany zwyczaj kaleczenia wypieku ;) , gdyż chcąc zapobiec opadaniu ciasta, nie zaglądam do piekarnika w trakcie pieczenia), tylko po prostu stopień zrumienienia kruszonki. Gdy jest lekko zarumieniona, wyłączam piekarnik i po krótkiej chwili uchylam delikatnie drzwiczki piekarnika, żeby nadmiar pary (spowodowany użyciem sporej ilości owoców) uleciał i nie popsuł tego, na co tak ciężko i w pocie czoła pracowałam (przesiewanie mąki, itd. ;).
Nie ma zakalca, nie ma zbyt wysuszonego spodu (jaki to często zdarza się w drożdżowcu) ...
Gdy ciasto ociupinkę przestygnie, odkrawam jego wielki kawał, posypuję szczodrze cukrem pudrem i przeprowadzam konieczną degustację :))

Bon appétit!






A teraz spróbuję usnąć po jeszcze gorącej projekcji "Chrztu" Marcina Wrony (dramat obyczajowy z 2010 roku - Srebrne Lwy na festiwalu w Gdyni).
Za mocne to dla mnie kino ...
Stanowczo za mocne na moje słabe nerwy.
Że też zawsze muszę włączyć telewizor w najmniej odpowiednim momencie (!).
I cóż z tego, że specyficznego kina staram unikać się ... ?
Choćbym w planach żadnego nie miała, trafię na takie to to, a później oderwać się od tego nie mogę, choć na kilometr wyczuwam, czym pachnie ...
I kończy się bólem brzucha, skubaniem pazurów, wreszcie w ostateczności przejętym pytaniem rzuconym w moje prawo: "Obejrzysz ze mną ... ?"...
A Prawo odpowie krótką ciszą, zbada materiał krótkim, aczkolwiek uważnym spojrzeniem ... A że nieobca mu moja wrażliwość ...
 "Po co Ty to oglądasz ... ?" - spyta wreszcie w odpowiedzi.
W zamian jeno ciszę usłyszy i tętent przejętych myśli.
I dojrzy jeszcze dłonie spocone niespokojnie błądzące po kołdrze,  może ruch ciała moszczącego się nerwowo w łóżku zarejestruje ... Jeszcze kilka razy na niestosowność repertuaru uwagę zwróci, dalsze oglądanie odradzi, po czym zniechęcony brakiem posłuchu do swej gry* wróci ...
I tak aż do napisów końcowych.
Tym o mocnych nerwach, polecam.
Pozostałym zaś sugeruję znalezienie odpowiedniego (czyt. chętnego) kompana ;)





*rabarbar od sąsiadki zza płota - pozdrawiamy!!! :)
*Empire Four Kingdom - gra strategiczna, phi!

12 lutego 2014

Bardzo ambitny plan :)

Ten tydzień zaplanowałam znów na filmowo.
Ambitny plan w toku.
Siedem filmów w siedem dni.
Jeden film na jeden wieczór.
A wszystko po to by jak najdalej i jak najskuteczniej uciec od koniecznej papierologii. Brrrr...
Co się odwlecze ... ;)
A tymczasem ...
Takiego stosiku jeszcze tu nie było!






10 lutego 2014

Filmowo

Rozochociłam się filmowo.
:))

Pozostając w tematyce małżeńskiej, w klimacie małżeńskiego przesytu, znudzenia  i zwątpienia w to, że jeszcze może być pięknie ...
Znów o potrzebie zaznania  miłości, szczęścia, spełnienia ... choć tym razem z zupełnie innej strony ...
O niegodzeniu się na wygasającą namiętność ...
O pięknej dojrzałej miłości.
O miłości, o którą zawsze warto walczyć ...
Wbrew pozorom wcale nie lekki film. Osobiście nie odebrałam go jako komedii.
Ścisnięte gardło towarzyszące poznawaniu tej historii jest dla mnie wyznacznikiem, że nie był to stracony czas i że opcja "podaj dalej" będzie tu jak najbardziej na miejscu.
Brawurowa gra aktorska Meryl Streep i Tommego Lee Jonesa. 
Dawno już oglądaniu filmu nie towarzyszyły łzy wzruszenia wymieszane z najszczerszym uśmiechem filmowej satysfakcji.
Ciepłe i pouczające kino.
Polecam nie tylko małżeństwom z długim stażem.




7 lutego 2014

Take This Waltz

W lunaparku, na karuzeli, nawet tej najbardziej tandetnej, gdy ciemność wszystko spowija, kiedy muzyka głośno gra, a migoczące światła szaleją, wszystko wydaje się być proste, zabawne i jednocześnie magiczne. Łatwo wtedy poddać się magii chwili.
Gdy karuzela gwałtownie zwalnia tempo, po to by za chwilę zatrzymać się zupełnie, dźwięki zaś ustają, a barwne kaskady świateł przestają oślepiać, powrót do rzeczywistości bywa mało przyjemny.
Nie ma bowiem w życiu nic trudniejszego od zmagania się z codziennością.




Oprócz kilku wyjątków od reguły praktycznie nie zdarza się bym z własnej nieprzymuszonej woli obejrzała powtórnie jakiś film. Na palcach jednej ręki mogłabym wymienić tytuły zawsze tak samo dobrze smakujących odgrzewanych powtórek.
Jednak od tego filmu uzależniłam się już od jego pierwszych minut, od pierwszych klimatycznych niespiesznych ujęć.
Wrył się on w moje myśli i nie chce dać spokoju.
Obrazy wciąż siedzą głęboko w głowie, dźwięki wracają jak natrętna mucha, bezczelnie rozpychając się i rozbrzmiewając w myślach.
Wciąż łapię się na tym, że nucę
"video killed the radio star
pictures came and broke your heart (...)".

A piosence tej towarzyszy chyba najbardziej wymowna scena z całego filmu, według mnie będąca kwintesencją całego filmu, doskonałym jego podsumowaniem.
Smak i konsekwencje zakazanego owocu. Krajobraz po, gdy po fajerwerkach pozostają jedynie wspomnienia.
Kolorowo do czasu. Później coraz bardziej stonowanie, aż po wszystkie odcienie szarości. Bo proza życia dopada w końcu w mniejszym, bądź większym stopniu każdy związek, a miłość przecież zmienną jest.
Nie trudno pogubić się w tej prozie życia, zapragnąć na nowo oślepiających neonami świateł i radosnej muzyki ...
Chwili szaleństwa, która może przekreślić WSZYSTKO.
Czy tak się stanie ... ?
Sprawdźcie sami.

Genialny film o zmieniającej się miłości, o nasyceniu się sobą ...
O potrzebie miłości i spełnienia ...
O błądzeniu ...
 O wewnętrznej walce z samym sobą ...







25 marca 2013

A dlaczego nie ???


"Czasem wystarczy chwila szalonej odwagi, nie więcej niż 20 sekund żenującej brawury ... Uwierz mi ... Warto liczyć na cud!"





Świetne rodzinne kino! To jeden z tych filmów, po których obejrzeniu oczy dziwnie się "pocą", na sercu robi się cieplej, a życie wydaje się mniej szare ... Pełna humoru, ale i wzruszająca opowieść o rodzinie, która porzuca życie w mieście i wyrusza na prowincję, by zacząć wszystko od nowa i przeżyć przygodę swego życia, przygodę, o której innym nawet się nie śniło ...

Benjamin (Matt Damon) mieszka w Los Angeles, gdzie samotnie wychowuje dwójkę dzieci i pisze felietony do gazet. Całe dorosłe życie był dziennikarzem i podróżował po świecie. Robił reportaże, przeprowadzał wywiady z najgroźniejszymi dyktatorami, pędził w sam środek huraganu ... Każdy dzień był dla niego przygodą. Jednak prawdziwym wyzwaniem okazało się dla niego dopiero samotne wychowywanie dwójki dzieci po śmierci ukochanej żony. Benjaminowi przyjdzie zmierzyć się z tą bolesną stratą, a także z problemami związanymi z wychowaniem dorastającego syna.
Pewnego dnia Benjamin postanawia diametralnie zmienić swoje życie - rzuca pracę i postanawia wyprowadzić się z głośnego miasta, które na każdym kroku przypomina mu o utraconej miłości. Kupuje wielki dom położony na terenie starego zoo,  którym zarządza Kelly Foster (Scarlett Johansson). Benjamin postanawia przywrócić mu dawną świetność. I tu zaczyna się piękna i wzruszająca historia jak z bajki ... Odtąd opowiadanie bajek staje się zbędne ...

- Dlaczego nie opowiadasz już bajek ? - pyta Benjamina jego urocza córeczka.
- Bo teraz mieszkamy w bajce.

W pewnym momencie filmu Kelly pyta Benjamina dlaczego ten zdecydował się kupić zoo. Benjamin po chwili namysłu, z zawadiackim (tylko on tak potrafi! ;) uśmiechem odpowiada:

- A dlaczego nie ... ?

Słowa te mają istotne znaczenie w przesłaniu filmu. Zawsze warto próbować! Zawsze warto sięgać po marzenia ... Warto ryzykować! Czasem opłaca się porzucić zbędne kalkulacje, rozważania za i przeciw ... i wziąć szczęście w swoje ręce, pomóc losowi! Benjamin zdobył się na swoje 20 sekund szalonej odwagi.

"Kupiliśmy zoo" ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Fabuła na pewno spodoba się naszym milusińskim. Dzikie, egzotyczne zwierzęta oraz sympatyczni bohaterowie to dodatkowy plus :) To idealny film na idealnie spędzone rodzinne popołudnie.  Niezwykle ciepły i poruszający ^^ Zdjęcia, sceny, fantastyczna muzyka (autorstwa Jona Thora Birgissona) - wszystko to składa się w spójną całość i niesamowity klimat, który niezmiernie zachwyca i sprawia, że chce się do tego filmu wrócić :)
Obejrzany kilkakrotnie. Wszystkie sceny znamy na pamięć. Kwestie moglibyśmy recytować razem z bohaterami ;)
Nie rezygnujcie z tej przygody ... !











Film w reżyserii wyróżnionego Oscarem Camerona Crowe'a ("U progu sławy", "Jerry Maguire") to ekranizacja bestsellerowej książki Benjamina Mee, opartej na autentycznej historii. Książka już wciągnięta na moją czytelniczą listę!

Przypominam, że dziś o godz. 20.20 w TVP1 inscenizacja sztuki Gabrieli Zapolskiej "Moralność pani Dulskiej"! W doskonałej obsadzie! :)


24 lutego 2013

Girls

Jeśli tylko jestem zbyt zmęczona na wieczorne czytanie, sięgam po nie ...Pokochałam prawie jak "Sex and the City" ...  Przyjemna odskocznia od dnia codziennego. Bywa, że jest śmiertelnie poważnie i bywa, że zaśmiewam się do łez :)))




Bezpretensjonalny i zabawny serial HBO przedstawiający perypetie czterech przyjaciółek z Nowego Jorku, które wkraczają w dorosłość. Nie układa im się z facetami i próbują odnaleźć się na rynku pracy. Dziewczyny wiodły dotąd beztroskie i rozrywkowe życie - teraz przed nimi życiowe decyzje. Szukają swojej tożsamości - świeżo po studiach, nieprzygotowane na głębokie związki i kręte ścieżki, które szykuje dla nich los. Zwykłe dziewczyny z kompleksami, ukazane w bardzo nietuzinkowy sposób ...


  



6 stycznia 2013

Holiday

Włosów nie obcięłam ... Stwierdziłam, że największą zmianą (a właśnie na tym zależy mi teraz najbardziej) będzie zapuszczenie ich! Nie zaczęłam ćwiczyć, bo nie było kiedy ... Nie wyspałam się, bo doba za krótka ... , a picie wina i dzikie tańce z przyjaciółmi (! - okazuje się że po winie zmieniają mi się gusta ;) są dla mnie istotniejsze niż jakaś tam potrzeba snu ... Nie zadzwoniłam do kogoś, choć bardzo chciałam, bo uznałam, że nie czas i miejsce ... Nie odbyłam z kimś poważnej rozmowy, choć powinnam, bo stwierdziłam, że ten kij ma dwa końce ... Lubię czuć, że jestem dla kogoś priorytetem ... , a nie mogę liczyć na tych, na których powinnam ...  Otacza mnie olbrzymich rozmiarów obojętność, która zaczyna mi ciążyć ... Kolejny raz nie wiem co dalej ... Kolejny raz spróbuję podjąć dobrą decyzję ... I obym kiedyś nie musiała pluć sobie w twarz ...

Szkoda, że nie obejrzałam go wcześniej ... A natykałam się na niego wielokrotnie (miałam go w domowej wypożyczalni już rok temu). To pewnie przez Cameron Diaz, za którą nie przepadam ... Od teraz będę ją kojarzyć z tym filmem i są szanse, że to się zmieni ;) Klimat trochę Bridget Jones, trochę Family Man ... Czyli lekko, odprężająco - na nic ciężkiego nie mam w tej chwili ochoty. To co lubię najbardziej ...Oglądany na raty przez trzy dni ... Zmęczona zasypiałam w trakcie "emisji", choć wcale nie było ku temu powodów! Ostatnio zdarza mi się pomyśleć, że przydałyby mi się takie "wakacje" ...



P.S.1 Znacie coś w podobnym klimacie ... ?
P.S.2 Na Vivie (!) puszczają stare odcinki "Seksu w wielkim mieście" ... :/ Zupełnie tego nie rozumiem ... , choć serial bardzo lubię!

16 listopada 2012

Znudzona


Ktoś kiedyś powiedział mi, że szybko się wszystkim nudzę. Jest w tym trochę prawdy ...
Czasem mam naprawdę wszystkiego dość ... Wtedy lubię sięgnąć po pewnik, który zawsze wprawia mnie w odpowiedni nastrój i który sprowadza moje myśli na właściwe tory.

Kto jeszcze nie widział, koniecznie musi obejrzeć. I nie tylko w okresie okołoświątecznym. Mnie smakuje równie dobrze wiosną, latem i jesienią. Bardzo wzruszający, prawdziwy ... Pokazuje co tak na prawdę jest w życiu ważne ... Banał? Być może, ale za to jaki piękny ...