10 kwietnia 2013

Tatuaż


"Pamiętaj, że wszystko co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad. Dlatego miej świadomość tego, co robisz."
 Paulo Coelho

Każde zdarzenie jest jak ta­tuaż na naszym sercu.
Czy to nasz własny wybór, czy chwila uniesienia, czy zrządzenie losu ... , ślad po nim pozos­ta­nie już na zawsze.
Każde słowo jest jak igła wtłaczająca barwnik pod skórę ... Raz wypowiedzianych słów nie da się cofnąć.
Bywa że czas za­mienia ra­ny ser­ca w ta­tuaże zdo­biące naszą duszę.
To ile i w jaki sposób przeżyliśmy sprawia, że jesteśmy tym kim jesteśmy ...
Cierpienie uszlachetnia ... ?
Mam taką nadzieję.



źródło

24 komentarze:

  1. Oj Słoneczko... coś czuję u Ciebie lekką deprechę ... Kochana, głowa do góry ... podobno czas leczy rany :)) A to wiem z autopsji ....PS. Ale z tym wszystkim co napisałaś zgadzam się w 100% ...słowa potrafią bardzo ranić... i tego nigdy się nie zapomni ... ale można wybaczyć ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję - ostatnio zrobiło się tu trochę mroczniej ... ;) Blog jest dla mnie pewnego rodzaju filtrem, przez który przepuszczam swoje różne (często skrajne :P) emocje. Nie potrafię zachwycać się wschodem słońca, gdy co i rusz dostaję od życia w twarz. Stąd moje różne życiowe przemyślenia :)
      Ale nie martwcie się o mnie. To jeszcze (!) nie depresja :) Po prostu problemy, problemy i jeszcze raz problemy :/ I jeszcze brak empatii u co niektórych osób z mojego otoczenia. A może to ja przesadzam ... ? Z perspektywy wyspanego człowieka wszystko wygląda inaczej :)

      Usuń
  2. Trzymaj się i oby nie za dużo tego uszlachetniania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. uśmiechu, co nas nie zabije to nas wzmocni ...
    mi tak zawsze powtarza tata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Musisz mieć bardzo "życiowego" tatę :)

      Usuń
  4. proponuję zazielenić bloga. Zobacz, ja rozpuściłam śnieg na swoim i jest lepiej. Zacznij od już, nie czekaj :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet próbowałam ostatnio. Zachciało mi się zmiany :) Ale nijak mi się tu nie podobało, było tak nie "po mojemu". Mam pewien pomysł na zmianę wyglądu bloga, ale to jeszcze nie ten czas :) Teraz brakuje mi do tego cierpliwości.
      Ściskam :*

      Usuń
  5. Ja też mam taką nadzieję...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżeli cierpienie naprawdę uszlachetnia, to ja nie chce wiedzieć co oznacza szlachetność.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ładne porównanie, choć temat niezwykle przejmujący i smutny. Słowa - już jakiś czas temu nauczyłam się uważać na to co, do kogo i w jaki sposób kieruję. Pomógł mi w tym mąż, wiem że wiele z tych za szybko wypowiedzianych mi wybaczył, wiem też że wszystkie je pamięta choć stara się umiejętnie zaprzeczać :-). Cierpienie - może i uszlachetnia, lecz to zdecydowanie jedna z tych "rzeczy", którą wolałabym wymazać ze swej pamięci. Czy stałam się przez nie szlachetniejsza??? Powiem, że raczej nie. Tak naprawdę jedyne czego może nauczyć cierpienie, przynajmniej tak jest w moim przypadku, to nabycie wiedzy pozwalającej na wstrzymanie się od durnowatych i banalnych form pocieszania. Czasami lepiej nie powiedzieć nic, lepiej kogoś przytulić lub wziąć za rękę. Ja mam to szczęście, że miałam kogoś kto pomógł mi przez chwile cierpienia przejść, po prostu był obok. Pozdrawiam, Czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby można było wymazać wszystkie cierpienia ... Lub gdyby tylko każde z upływem czasu nabierało barw i kształtów, stając się właśnie takim pięknym tatuażem ... Niestety najczęściej cierpienie wyniszcza, zmienia nas, sprawia, że stajemy się coraz bardziej zgorzkniali ... :/
      Co do form pocieszania, to i ja nabyłam już tę wiedzę. Wątpliwą przyjemność wyciągania właściwych wniosków mam już za sobą. Pewne sprawy trzeba przetrawić w samotności, bez zbędnych słów. Czasem wystarczy czyjaś obecność, uścisk dłoni ... I ja mam kogoś, kto umie słuchać i w razie potrzeby wyciąga pomocną dłoń, służy ramionami lub chwilą milczenia :) Mam też przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć, o każdej porze dnia i nocy. I wiem, że pod tym względem jestem wielką szczęściarą. I ta świadomość dodaje mi skrzydeł. Zawsze. A ludzi, którzy mnie ranią staram się unikać i schodzić im z drogi. Czasem nie można inaczej. Szkoda energii na walkę z wiatrakami.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Czasem słowa ranią bardziej niż czyny... Ale głowa do góry!
    Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...

    OdpowiedzUsuń
  9. doskonale wiem jak rani słowo, przytulam ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety, nie mogę się z tym zgodzić. Mnie cierpienie po prostu niszczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze napisane! Oby życie nie niszczyło nas za bardzo ... :(

      Usuń
  11. Nie, nie uszlachetnia, nie cierpię tego powiedzenia. Jest głupie i nieprawdziwe.
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też go nie cierpię :/ Już sam zbitek tych dwóch słów jest drażniący dla ucha ;)
      Dziękuję :)

      Usuń
  12. Cierpienie zabiera uśmiech... a czy uszlachetnia??? chyba nie!!!

    OdpowiedzUsuń

  13. Kochana prawda jest chyba taka ze zazwyczaj pamietamy to co smutne, skupiamy się na tym i wkolko zadreczamy a kiedy wszystko znów zaczyna się układać to znów szukamy czegoś o co moglibyśmy się zamartwiać.. poprostu chyba przyzwyczailismy się do tego 'bagażu' i bez niego czujemy sie jakoś nieswojo. Każdy z nas ma taki bagaż o ktory wciąż się zamartwia, ale czy to uszlachetnia, niewiem... czasami pomaga zejść na ziemie, uczy pokory.. na jakiś czas.
    Ludzie są wspaniali bez nich czułabym pewną pustkę, ale to oni zazwyczaj najbardziej ranią im ktoś jest nam bliższy ty więcej od niego oczekujem i słowa które wypowiada ranią bardziej.
    Wypowiedzianych słów nie da się cofnąć, ale zawsze można postarać się naprawić to co się popsuło, nie zawsze się to udaje, ale zawsze warto się starac. Wiem , że nie wolno zbytnio się zadręczać i nad tym medytować, jeżeli ktoś zaczyna "kaszleć i pluć " poprostu coś z nim nie tak, jest "chory" i musi się "wyleczyć", żyjemy w wolnym kraju ale to nie oznacza tego że możemy wszystkim mowić co nam slina na język przyniesie jak również tolerować tego że ktoś przechodzi poważną "infekcje". Masz prawo powiedzieć... rani mnie to co mówisz, sprawia mi to przykroś,... najgorsze to milczeć i nic nie mówić... to oznacza pewnego rodzaju przyzwolenie ... a więc kurde dość tych rozważań... i jazda na zakupy :) Monika :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to??? To już nie mogę sobie ponarzekać ;) Buuu...
      Ok. W porządku. Jutro uderzam na zakupy! Po jakiegoś pasiaka ;)
      To prawda, że im ktoś jest nam bliższy, tym większą siłę rażenia mają jego słowa. Niestety.
      A dźwiganie bagażu zdecydowanie uczy pokory (na jakiś czas) - sprowadza na ziemię jak nic innego - niezwykle skutecznie i boleśnie :/ Ale masochistką zdecydowanie nie jestem :) Co to, to nie! Kochana! :) I nie ma tu mowy o żadnym przyzwoleniu. Po prostu na niektóre infekcje nie mamy wpływu. Niektóre organizmy są tak zainfekowane, że żadne lekarstwa (prośby i groźby) nic nie wskórają :/
      "I jazda na zakupy" spodobało mi się najbardziej :)) Gdyby to było takie proste ... Eh... :)

      Usuń